Sport.pl

Problem Jagi? Brakuje centymetrów

Piłkarze Jagiellonii zmarnowali ogromną szansę na rewelacyjne otwarcie nowego sezonu ekstraklasy i współpracy z Czesławem Michniewiczem, co pomogłoby zapomnieć o ostatnich niepowodzeniach
Białostoczanie w Bielsku-Białej szybko strzelili dwie bramki i mieli doskonałe okazje na kolejne. Mimo to w końcówce spotkania pozwolili walecznym rywalom na doprowadzenie do remisu. Przy większym niefarcie mogli nawet przegrać.

- Wynik 2:0 jest fałszywy - twierdzi Michniewicz, który debiutował w Jadze w oficjalnym meczu. - Przeciwnik strzela na 1:2 i od razu zyskuje przewagę, napędza się. Trzeba było strzelić po przerwie trzecią bramkę i byłoby po sprawie. Przeżyłem w poniedziałek deja vu z meczu Śląsk Wrocław - Widzew Łódź, który wcześniej prowadziłem. Tam też wygrywaliśmy, mieliśmy kolejne okazje bramkowe, które marnowaliśmy i już w doliczonym czasie gry, żeby było ciekawiej, to ten sam sędzia (Szymon Marciniak) podyktował rzut karny i tylko zremisowaliśmy we Wrocławiu.

Białostoczanie dopiero ok. 6 mogli się położyć do łóżek po podróży, ale jeszcze wczoraj trenowali. Grający z Podbeskidziem - na siłowni, a pozostali - na boisku w Pogorzałkach. Wolny dzień dostaną dopiero po sobotnim meczu z Lechią Gdańsk.

- Ciężko spać po takim meczu. Chociaż warto zauważyć, że gdybyśmy zremisowali 2:2 i to my gonilibyśmy wynik, byłoby nieźle - uspokaja Michniewicz. - To przykra sprawa, ale jakbym z opuszczoną głową chodził, to czego mogę oczekiwać od chłopaków. Nie ma co ich dołować, nie wszystko było złe. Gdybyśmy grali drugą połowę w normalnych warunkach, to nasza przewaga byłaby dalej widoczna. Kiedy zaczął lać deszcz, straciliśmy atuty, bo nie mogliśmy rozgrywać piłki. Inicjatywę przejęło Podbeskidzie, bo korzystało z prostych środków, kopiąc piłkę do przodu na wolne pole. W pierwszej połowie przeciwnik biegał za piłką, którą graliśmy. Po przerwie nie musiał, bo ta stawała w wodzie. Nie szukam usprawiedliwienia, bo 2:0 trzeba utrzymać na wodzie, piachu, czy w śniegu, ale nie można robić tragedii. Każdy, kto dobrze nam życzy, widział, jak bardzo chłopcy chcieli. Z podobną grą będziemy wygrywać na wyjazdach.

Wśród tzw. zagorzałych fanów, aktywnych zwłaszcza na forach internetowych, pojawiają się jednak zarzuty o zbyt małą determinację piłkarzy - co zresztą dzieje się zawsze po niepowodzeniach. W drugiej odsłonie waleczny beniaminek miał wygrać ambicją.

- To nie prawda. Po każdym zawodniku widziałem zaangażowanie - trener Jagi apeluje o cierpliwość. - Przygotowywaliśmy się na wszystko. Zauważyłem nawet, że w pierwszej kolejce bramki padają w ostatnich minutach, ale i nam to się przytrafiło. Mamy nad czym pracować, a głównym problemem jest poradzenie sobie z brakiem wzrostu na boisku. Trudno oczekiwać, by Hermes, Maciek Makuszewski, czy Rafał Grzyb wygrywali większość pojedynków fizycznych. Centymetrów brakuje nam przy rożnych i będziemy dalej mieć problemy przy tak dobrze zagranych piłkach, chociaż przeszliśmy na krycie strefą w tym elemencie. Drugą bramkę też straciliśmy po przegranej walce o górną piłkę, tyle że w środku boiska, a nie przez karny. Brakuje nam warunków fizycznych. Dlatego zresztą m.in. zagrał Mido z lewej strony obrony, chociaż Alexis Norambuena też naprawdę dobrze się prezentuje, lecz jest niski. Mogłem też zatrzymać na drugą połowę Ermina Seratlicia, ale miał już żółtą kartkę i bałem się o drugą, stąd zmiana na Makuszewskiego.

Może więc trzeba było wpuścić na boisko rosłego, młodego i walecznego napastnika Jana Pawłowskiego.

- Naprawdę miałem w planie jego wpuszczenie i zastanawiałem się nawet, czy ustawić go na boku pomocy, ale to jednak napastnik. A Tomek Franowski strzelił dwie bramki i miał kolejne sytuacje, więc dobrze, że został na boisku do końca - mówi Michniewicz.

Jeśli chodzi o dobór zawodników, nowy trener potwierdził właściwie ostatnie wybory Michała Probierza. Przez tydzień do meczu z Podbeskidziem próbował przede wszystkim podnieść ich na duchu po niepowodzeniach. Remis w takich okolicznościach na pewno nie ułatwi mu dalszej pracy.

- Nie obawiam się tego. Naprawdę nie mamy czego się wstydzić, znamy nasze problemy i będziemy starali się je poprawiać - ripostuje trener. - To nie jest moment na rewolucje, mamy początek sezonu i patrzymy w przyszłość.

Być może już w najbliższej przyszłości do dyspozycji Jagiellonii będzie Bartłomiej Grzelak, na którego chciał wiosną postawić Probierz, ale ten doznał kontuzji. Na wczorajszych zajęciach miał też pojawić się Przemysław Trytko, który też jest po poważnej kontuzji.

- Bartek przekazał mi, że od pierwszego treningu może już normalnie przygotowywać się do gry. Zobaczymy - twierdzi Michniewicz. - Przemkowi chcemy pomóc w dojściu do odpowiedniej formy, bo w tej chwili nie można go nawet wysłać gdzieś na testy. U nas miałby problem z grą, ale pod okiem Kristjana [Brcko, trenera przygotowania fizycznego - red.] może się szybko odbudować.

Więcej o: