Rekordowe mistrzostwa lekkoatletów w Bydgoszczy

Kamil Kryński

Kamil Kryński (Fot. Bartosz Bobkowski / Agencja)

Tak dobrze, jak podczas mistrzostw Polski seniorów w Bydgoszczy, nasi lekkoatleci nie wypadli nigdy. Reprezentanci Podlasia Białystok aż dziewięć razy stawali na podium, a Prefbetu Śniadowo Łomża trzy. Najważniejsze, że ten wynik jest jak najbardziej do pobicia w przyszłości, bo bardzo dobrze wypadła młodzież
Zawody w Bydgoszczy trwały od czwartku do soboty. Niekorzystny wpływ na wyniki miała nie najlepsza pogoda - deszcz i zimno. W tych warunkach lekkoatleci z województwa podlaskiego zdobyli 12 medali. To rekord. Poprzedni był ustanowiony dwa lata temu - siedem krążków wraz z medalem Michała Smalca w półmaratonie. Bohaterowie naszej ekipy już wcześniej wypadali bardzo dobrze, a medalowy start w Bydgoszczy tylko potwierdził właściwe przygotowanie.

Sprint po białostocku

Zacznijmy od białostockich sprinterów, bo ci na bydgoskim stadionie odegrali pierwszoplanowe role. Oczywiście sztafeta 4x100 m - w składzie Kamil Kryński, Jacek Roszko, Karol Sienkiewicz i Grzegorz Kossakowski - obroniła złoto sprzed roku. Tym razem białostoczanie wygrali z czasem 40,48 s. Najstarszy z tej czwórki Sienkiewicz ma 25 lat, więc zanosi się na to, że w kraju Podlasie może być długo niepokonane. Starszym kolegom niedługo mogą zagrozić juniorzy z Białegostoku, jeśli tylko będą się rozwijać w takim tempie, jak w tym sezonie. Młodzi białostoczanie - w składzie Kamil Bijowski, Paweł Skubina, Kamil Supiński i Damian Czykier - w Bydgoszczy uplasowali się na trzecim miejscu przy okazji poprawiając znowu własny rekord Polski - 40,85 s. Sztafeta ta w tym samym składzie w tym roku zdobyła złoto na mistrzostwach juniorów.

Tak więc okazało się, że nie najlepsze wyniki sprinterów osiągane przed samymi mistrzostwami to był tylko wynik chwilowego zmęczenia ciężkimi treningami. Najwyższa forma przyszła w odpowiednim momencie. Potwierdził to Kryński, wygrywając także zdecydowanie finał biegu na 200 m. Zawodnik ten, tak jak przed rokiem, zdobył dwa złote medale mistrzostw Polski. Tylko należy żałować, że warunki pogodowe w Bydgoszczy nie były najlepsze, a także że najgroźniejszy rywal - Dariusz Kuć z Zawiszy Bydgoszcz - z powodu kontuzji nie mógł wystąpić w finale. Obaj ci sprinterzy w tym roku biegali w czasie 20,83 s i ich rywalizacja na pewno wpłynęłaby na uzyskanie przez naszego sportowca lepszego wyniku. Być może byłaby szansa na osiągnięcie minimum pozwalającego na start na mistrzostwach świata - 20,60 s. A tak Kryński wygrał z czasem 20,89 s.

- Wiatr może nie był najgorszy, ale zaraz po deszczu było zimno, co nie sprzyja sprintom - twierdzi Kryński, który w poniedziałek wyleciał na mistrzostwa do Korei. - W sumie w tym sezonie nie miałem jeszcze ani jednego biegu, w którym byłyby optymalne warunki. Najważniejsze, że potwierdziliśmy, iż białostocki sprint ma się dobrze. Sztafeta także ładnie pobiegła i z czasu można być zadowolonym.

Kryński na mistrzostwach świata w Korei, które zaczynają się 27 sierpnia, ma szansę wystąpić tylko w sztafecie. W kadrze Polski do Daegu jest sześciu sprinterów, ale białostoczanin ma raczej pewne miejsce. W ostatnich dwóch sezonach żaden występ polskiej sztafety na najważniejszej imprezie nie obył się bez Kryńskiego.

W młodzieżowcach nadzieja

Silną grupę w kadrze Podlasia tworzą tegoroczni młodzieżowcy, medaliści mistrzostw kraju w kategorii do lat 23. Wśród seniorów niektórzy z nich także stanęli na podium. Martyna Bielawska w trójskoku i Wojciech Nowicki w rzucie młotem zdobyli trzecie miejsca, a ich pozycje są odzwierciedleniem aktualnego układu sił w tych konkurencjach w kraju. Bielawska przegrała z Małgorzatą Trybańską (AZS Kraków), ale także i inną zawodniczką młodego pokolenia Anną Jagaciak (Juvenia Puszczykowo). Podobnie w młocie pierwszy był utytułowany gwiazdor Szymon Ziółkowski (AZS Poznań), a drugi młodzieżowiec Paweł Fajdek (Agros Zamość).

- W tych konkurencjach wygrali zawodnicy, którzy od lat są najlepsi, a nasi młodzieżowcy mają w swojej kategorii wiekowej konkurentów, jak na razie lepszych. Miejmy nadzieję, że różnice między nimi z czasem będą się zacierać - mówi Robert Nazarkiewicz, trener Podlasia.

Cieszy także brąz Magdaleny Żebrowskiej w pchnięciu kulą, ale poziom w tej konkurencji w kraju jest ostatnio bardzo niski. Podopiecznej Przemysława Zabawskiego do miejsca na podium wystarczył wynik 15,56 m. Triumfatorka konkursu nie przekroczyła nawet 17 m.

- W konkurencjach rzutowych minimum na mistrzostwa świata było zaznaczone czerwoną kreską [w kuli to 18,30 m - red.] i rzeczywiście kulomiotkom do tej linii dużo brakowało, ale taki jest teraz poziom naszej żeńskiej kuli - przyznaje Nazarkiewicz.

Prócz Kryńskiego, Podlasie ma jeszcze dwóch podwójnych medalistów z Bydgoszczy. Na najniższym stopniu podium stawał Łukasz Parszczyński. Chociaż biegacz ten prowadzi na krajowych listach na dystansach 3000 m z przeszkodami i 5000 m, to nie udało mu się wygrać w żadnym z biegów. Szczególnie żal jego koronnej konkurencji - biegu przeszkodowego - gdzie do rowu z wodą przed metą prowadził pewnie. Rywale wykorzystali upadek faworyta na tej przeszkodzie. W przypadku Parszczyńskiego można było liczyć na więcej, ale zawodnik do Bydgoszczy przyjechał prosto z wysokogórskiego obozu i szczytu formy oczekuje na mistrzostwach świata, gdzie 26-latek wystartuje na 3000 m z przeszkodami.

- Z mistrzostw Polski nie jestem zadowolony, ale z drugiej strony do nich akurat się nie przygotowywałem - twierdzi Parszczyński. - Po zejściu z gór, szczyt formy mam po około trzech-czterech tygodniach, a więc będzie to na mistrzostwach świata. Oczywiście szkoda, bo gdyby nie ten upadek na przeszkodzie, to w tym biegu i tak miałbym pewne złoto. Do Korei wylatuję w drugiej grupie zawodników 19 sierpnia i mam tam dziesięć dni na aklimatyzację. Najbardziej obawiam się klimatu, ale mam nadzieję, że finał konkurencji jest jak najbardziej w moim zasięgu. Ale to jest tylko plan minimum.

Drugim podwójnym medalistą jest junior Damian Czykier, który do brązu w sztafecie 4x100 m dołożył jeszcze brąz w sztafecie 4x400 m. Ten ostatni medal to największa niespodzianka w ekipie białostockiej. Oprócz Czykiera w konkurencji tej pobiegli jeszcze Bartłomiej Chojnowski, Bogdan Sawicki i Łukasz Wilamowski. Trzeba jeszcze dodać, że Damian Czykier specjalizuje się w biegu na 110 m przez płotki. W Bydgoszczy poprawił rekord życiowy (14,85 s), ale to nie starczyło do awansu do finału.

Trzy srebra Prefbetu

To były historyczne mistrzostwa także dla Prefbetu Śniadowo Łomża. Trzy srebrne medale to duży sukces, a przed medalistkami z tego klubu jeszcze najważniejsze starty w sezonie. W mistrzostwach świata w Korei wystąpi młociarka, tegoroczna młodzieżowa mistrzyni kraju i wicemistrzyni Europy, Joanna Fiodorow. Ona w Bydgoszczy przegrała tylko z dominującą w Polsce w ostatnich sezonach byłą rekordzistką i mistrzynią świata Anitą Włodarczyk. Do Korei Fiodorow poleci prosto z Chin, gdzie za kilka dni ma start w Uniwersjadzie.

Na Uniwersjadzie wystartuje także Justyna Korytkowska, specjalizująca się w biegu na 3000 m z przeszkodami. W Bydgoszczy biegaczka z rekordem życiowym 9:45,24 min przegrała z Katarzyną Kowalską z Włocławka. Dla 25-letniej Korytkowskiej była to już czwarta "życiówka" w tym sezonie. Minimum do Korei wynosiło 9:43,00 min.

- Nawet był plan, aby zawodniczki zmieniały się podczas biegu i w ten sposób walczyły o minimum - mówi Andrzej Korytkowski, trener Prefbetu. - Ale nawet jakby było minimum, to raczej byśmy zrezygnowali z wyjazdu do Korei. Dla Justyny to pierwszy sezon z tak dobrymi wynikami i trochę byłoby to ryzyko wystawiać ją od razu na tak dużą imprezę. Najpierw niech się sprawdzi na zawodach trochę mniejszej rangi, jak Uniwersjada.

Mimo zdobycia srebra, o pechu może mówić 33-letnia Anna Jesień. Ta doświadczona zawodniczka zajęła drugie miejsce w swojej koronnej konkurencji 400 m przez płotki, ale biegła z kontuzją. Zawodniczka, która wróciła do startów po roku przerwy spowodowanej kontuzją, miała jeszcze nadzieje na wywalczenie minimum do Korei.

- Szkoda, bo podczas biegu miała problemy z łydką, a jak się okazało, to na tyle poważny uraz, że Ania sezon ma z głowy - wyjaśnia Korytkowski.

Rozczarowaniem w Bydgoszczy może być jedynie występ oszczepniczki Prefbetu Żanety Lenczewskiej, która z wynikiem 53,16 m miała najlepszy wynik w kraju. Niestety w konkursie zaliczyła ledwie 45,07 m, co dało jej 12. pozycję.

Nazarkiewicz: Druga Jamajka

Adam Muśko: Chyba możemy już mówić o białostockiej szkole sprintu?

Robert Nazarkiewicz, trener Podlasia Białystok: - W Bydgoszczy było słychać takie głosy, a nawet mówiono o nas druga Jamajka. Niewątpliwie to jest nasz wielki sukces sportowy, ale także pedagogiczny. Sztuką jest namówić tych chłopaków do treningów i ciężkiej pracy. Nie wszystkim w Polsce to się udaje.

Można było się spodziewać tak dobrego występu w Bydgoszczy?

- Oczywiście mieliśmy szanse medalowe, ale nie zawsze przecież się je wykorzystuje. Teraz udało się wszystko optymalnie, a do tego mamy niespodziankę sztafety 4x400 m. Jeżeli jednak prześledzi się nasze starty w tym roku - od halowych mistrzostw Polski, gdzie także wypadliśmy dobrze, przez mistrzostwa młodzieżowców, gdzie zdobyliśmy dziewięć medali - to mamy podstawy do takiego wyniku w Bydgoszczy. Rozmawiamy tylko o medalistach, ale ja bym zwrócił uwagę na ilość punktów, które klub wywalczył za miejsca w poszczególnych konkurencjach. Zdobyliśmy ponad 400 punktów, czyli dwa razy więcej niż zazwyczaj zdobywaliśmy w mistrzostwach seniorów. Świadczy to o tym, że oprócz medalistów wysoko byli też inni nasi zawodnicy. Wspomnę tu chociażby tych, którym najmniej zabrakło do podium, jak Marcin Dudek w trójskoku, czy Krzysztof Szalecki w oszczepie. Obaj zajęli piąte miejsca. A należy także dodać, że do startu na mistrzostwach Polski potrzeba wypełnić odpowiednie minimum, co także nie jest proste.

Czy można jednak o kimś powiedzieć, że zawiódł, wystąpił w Bydgoszczy poniżej oczekiwań?

- Nie, w Bydgoszczy nie było ani jednego występu, który byłby rozczarowaniem. Ponadto bardzo dobrze wypadł nasz wychowanek Przemysław Czajkowski w rzucie dyskiem, który reprezentuje teraz AWF Biała Podlaska. Pokonał samego Piotra Małachowskiego.

Dla niektórych zawodników był to jeden z ostatnich startów w tym roku.

- To była jedna z ostatnich naszych bitew w udanym sezonie. Jako klub wygraliśmy olimpiadę młodzieży i mistrzostwa Polski juniorów. Na młodzieżowych mistrzostwach zajęliśmy trzecie miejsce i teraz na seniorskich czwarte. Nasi zawodnicy startowali na juniorskich i młodzieżowych mistrzostwach Europy, a teraz wystartują w mistrzostwach świata seniorów. Przypomnę, że większość naszych lekkoatletów to uczniowie albo absolwenci Szkoły Mistrzostwa Sportowego na Dojlidach. Przed nami jeszcze we wrześniu finał ligi lekkoatletycznej, gdzie chcemy wypaść dobrze, bo tam można wygrać pieniądze dla klubu. Ponadto, jeżeli finanse pozwolą, to chcemy pojechać z juniorami na Klubowy Puchar Europy do Hiszpanii.

O lekkoatletykę w Białymstoku możemy więc być spokojni?

- Otrzymujemy dużą pomoc od miasta. W tym roku po raz pierwszy stać nas było na to, aby na mistrzostwa pojechać autokarem, a nie - jak wcześniej - prywatnymi autami albo pociągiem. Poprzednio często było tak, że mieliśmy sukcesy w juniorach, co najwyżej w młodzieżowcach, a w seniorach wypadaliśmy dużo skromniej. Zawody w Bydgoszczy pokazały, że w dorosłej lekkoatletyce także jesteśmy mocni. Ale ja już się martwię o następny sezon, bo taki wynik za rok będzie trudno powtórzyć. Chociaż w tym sezonie startowaliśmy bez naszych potencjalnych medalistów - Kamili Stepaniuk w skoku wzwyż i Krzysztofa Krzywosza w kuli, którzy zmagają się z kontuzjami.