Jagiellonia. Ruch w lidze i pucharze

Ruch Zdzieszowice będzie pierwszym rywalem Jagiellonii w obecnej edycji Pucharu Polski. Teraz uwagę piłkarzy i trenerów skupia jednak Ruch z Chorzowa, gdzie białostoczanie grają w niedzielę w ekstraklasie
Losowanie par 1/16 finału Pucharu Polski odbyło się w środę po godz. 23. Niektórzy z zawodników Jagiellonii jeszcze w czwartek w południe nie wiedzieli, gdzie będą musieli się wybrać na mecz planowany w terminie 20-22 września.

- Nie wiem, na kogo trafiliśmy - przyznał po treningu zespołu obrońca Thiago Cionek. - Ruch Zdzieszowice? Nic mi to nie mówi. Cała moja uwaga skupia się teraz na Ruchu Chorzów. Później jest przerwa w rozgrywkach ligowych na reprezentacje i wtedy będzie czas, by pomyśleć o Pucharze Polski.

Lepiej poinformowany był Dawid Plizga, który do niedawna reprezentował Zagłębie Lubin: - Zdzieszowice leżą niedaleko Opola. Ruch gra w II lidze w grupie zachodniej, obecnie zajmuje szóste miejsce. W zeszłym sezonie grał w pucharze z GKS-em Katowice.

Absolutny debiutant w II lidze przed rokiem wyeliminował GKS Katowice z Pucharu Polski, by w następnej rundzie uznać wyższość... Ruchu Chorzów.

- Nam przed losowaniem zależało tylko na tym, by można było dobrze logistycznie wszystko rozegrać - nie kryje trener Jagiellonii Czesław Michniewicz. - W piątek [16 września - red.] gramy na Lechu Poznań, po czym w tygodniu w planach jest ten mecz pucharowy, a następnie mamy wyjazd na Widzew [25 września]. Chcieliśmy między spotkaniami ligowymi zostać gdzieś w centralnej Polsce, by zagrać trzy mecze bez pokonywania dłuższych odległości. Niestety, będziemy musieli jechać na Śląsk, ale może zrobimy to dopiero po Widzewie, bo takie przymiarki też są. Teraz jednak myślimy o Ruchu Chorzów, o najbliższych meczach ligowych. Do pucharu jest jeszcze miesiąc, sporo czasu, by dowiedzieć się czegoś więcej o przeciwniku. Wyślemy kogoś na obserwacje, nie pojedziemy do Zdzieszowic w ciemno - zapewnia Michniewicz.

Już po czwartkowych zajęciach ogłosił kadrę, która w sobotę rano pociągiem wyjedzie na Śląsk. W piątek bowiem drużyna szykowana do meczu, tak jak w poprzednim tygodniu przed zwycięstwem 2:1 nad Cracovią, ma odpoczywać. W porównaniu z ostatnim spotkaniem w kadrze nie ma czarnogórskiego pomocnika Ermina Seratlicia. Nie tylko dlatego, że wypadł znacznie poniżej oczekiwań i możliwości. Okazało się, że ma kłopot z kolanem.

- Tak to jest z ambicją młodzieży. Skoro otrzymał szansę na grę, to zacisnął zęby i wybiegł na boisko, ale widać było, że coś jest nie tak - stwierdza trener Jagi, który wciąż nie może korzystać z: obrońców - El Mehdiego Sidqy, Roberta Arzumanjana, Luki Pejovicia, pomocnika Marcina Burkhardta i napastnika Bartłomieja Grzelaka. Prócz pierwszego z nich, wszyscy ćwiczą coraz intensywniej. Arzumanjan - już nawet z drużyną. Tak więc za dwa tygodnie Michniewicz powinien mieć znacznie większy wybór. Póki co, zamiast Seratlicia, do Chorzowa zabiera Vladimira Kukola.

W kadrze znalazło się po raz drugi miejsce dla Maycona, który dotychczas nie miał szans na grę w ataku Jagiellonii.

- Dalej ma niewielkie przy Tomku Frankowskim czy Janku Pawłowskim, ale coś jednak jest w tym chłopaku - tłumaczy Michniewicz. - Ma nieźle ułożoną lewą nogę, a nasze akcje z lewej strony boiska cały czas kuleją. Wszystko gramy przez Tomka Kupisza. Może Maycon to odmieni.

Czy Michniewiczowi marzy się drugi Łukasz Piszczek, który do 2007 r. grał u niego w Zagłębiu jako napastnik, a ostatnio został już wybrany najlepszym prawym obrońcą Bundesligi?

- Na początek Jacek Krzynówek wystarczy - śmieje się Michniewicz, wspominając lewego skrzydłowego reprezentacji Polski. - Maycon musi tylko zmienić poziom wytrzymałości na ból. Na razie marudzi już przy łupieżu na głowie.

W Chorzowie większe od Maycona szanse na zastąpienie Seratlicia w jedenastce ma jednak Maciej Makuszewski, choć w czwartek mógł trenować jedynie indywidualnie. To efekt wślizgu jednego z kolegów podczas zajęć środowych.

O ile Brazylijczyk, za którego białostoccy działacze zapłacili kiedyś niemal milion złotych, ma chociaż szanse na przebicie się do składu, nic nie zmienia się w przypadku Mladena Kaszczelana. Reprezentant Czarnogóry, choć podkreśla, że nie czuje się słabszy, przegrywa rywalizację nie tylko z Hermesem i Rafałem Grzybem, ale także z Łukaszem Tymińskim. Jedną nogą jest już w ŁKS-ie Łódź, dla którego zdobywał ostatnie gole w ekstraklasie (w ostatnim meczu sezonu 2008/09 ŁKS pokonał 2:0 Polonię Bytom, po trafieniach Kaszczelana i Roberta Sieranta). Piłkarz chciałby jeszcze, by Jagiellonia płaciła mu część pensji, bo łodzianie nie chcą mu dać tyle, ile ma w kontrakcie w Białymstoku.

- Mladen nie ma teraz szansy na występy u nas, więc możemy go wypożyczyć do ŁKS-u bezpłatnie - mówi Cezary Kulesza, prezes i jeden z właścicieli Jagiellonii. - Ale niech nie przesadza, Jagiellonia nie będzie mu płacić za grę w innym klubie.

Kaszczelan ma odejść, a Czesław Michniewicz próbuje jeszcze ściągnąć do zespołu defensywnego pomocnika wyższego od obecnych (od początku swojej pracy narzeka na brak "centymetrów"). Nic nie wyszło z Marcinem Budzińskim z Arki Gdynia, więc w piątek do Białegostoku ma dojechać 18-letni Gruzin Merab Gigauri (182 cm) z Torpedo Kutaisi. Michniewicz zainteresował się nim jeszcze jako trener Widzewa Łódź. Zawodnik był więc w tym klubie na testach w sierpniu, ale nikomu już się tam nie spodobał.