Sport.pl

Jaga przegrywa w Chorzowie. To nie był mecz Tomków

Jagiellonia mogła awansować na pozycję lidera, ale musiała odczarować stadion w Chorzowie, gdzie w ekstraklasie nie wygrała. Nie udało się to nawet Tomaszowi Frankowskiemu, choć ostatnio strzelał jak chciał
Białostoczanie mogą pochwalić się dość szeroką kadrą, ale wielu zawodników z niej wciąż boryka się z kontuzjami. To aż trzej obrońcy - El Mehdi Sidqy, Luka Pejović, Robert Arzumanjan, pomocnicy - Marcin Burkhardt i Ermin Seratlić oraz napastnik Bartłomiej Grzelak. Kilku z nich po dwutygodniowej przerwie na mecze reprezentacji może być już do dyspozycji trenera Czesława Michniewicza. Arzumanjan ostatnio nawet trenował z drużyną, ale szkoleniowiec Jagi do Chorzowa wolał zabrać kapitana mistrzów Polski juniorów Tomasza Porębskiego. Ten od początku sezonu uczestniczył w normalnych treningach. Nieoczekiwanie w kadrze meczowej znalazł się też po raz pierwszy inny 19-latek (po Porębskim i Janie Pawłowskim), Damian Kądzior.

Wszystko przez to, że z urazami do Chorzowa jechali Andrius Skerla i Maciej Makuszewski. Pierwszy z nich miał kłopot z plecami po poprzednim meczu, drugi z kolanem po starciu z jednym z kolegów na środowych zajęciach. Wydawało się, że dojdą do siebie, ale Skerla w ogóle nie był w stanie grać, a Makuszewski usiadł tylko na ławce rezerwowych. W obronie wystąpił Porębski, a na lewym skrzydle niespełna 20-letni Łukasz Tymiński, który przed tym sezonem miał też oferty zmiany Polonii Bytom na Ruch Chorzów.

Młody, rosły obrońca długo tej niedzieli nie zapomni. Nie tylko dlatego, że debiutował w ekstraklasie. Po godzinie gry zaczęły go łapać skurcze mięśnia w łydce. Pomoc masażysty nie przyniosła skutku. Niestety, trener Michniewicz nie zdążył dokonać zmiany, z czego skrzętnie skorzystali chorzowianie. Igor Lewczuk pędził prawą stroną placu gry w kierunku bramki Jagiellonii. Porębski musiał gonić za akcją od środka boiska, bo chwilę wcześniej był masowany przy linii bocznej. Nie przeciął dośrodkowania Lewczuka, które strzałem zakończył Arkadiusz Piech. Sytuację wspaniałą interwencją uratował w bramce Jakub Słowik, ale był bezradny przy dobitce Pawła Abbotta, do którego również starał się zdążyć Porębski. Abbott od powrotu zimą z Anglii do Polski strzelił trzy gole w ekstraklasie, wszystkie w tym sezonie. W pierwszych kolejkach trafiał jednak z rzutów karnych.

Porębskiego zmienił na boisku Makuszewski, ale do gry w parze z Cionkiem na środku obrony awaryjnie został cofnięty Hermes. Pozycja okazała się wyjątkowo felerna, bo zaraz także Hermesowi zaczęły dokuczać skurcze.

- Po dwóch przegranych meczach byliśmy bardzo zdeterminowani, by trzy punkty zostały na Cichej - mówił Abbott.

Najbardziej zdeterminowany był chyba Lewczuk, który pochodzi z Białegostoku. Niedawno był zawodnikiem Jagiellonii i miewał bardzo dobre występy. Po słabych w meczach o wyższą stawkę - jak finał Pucharu Polski i mecz z Arisem Saloniki w eliminacjach do Ligi Europejskiej - poprzedni trener Jagi Michał Probierz odstawił go na bok. Do tego Lewczuk miał kłopoty z białostockimi działaczami przy próbach zmiany klubu. W niedzielę był jednym z wyróżniających się zawodników na boisku.

- Nie ma co wystawiać indywidualnych ocen. Wygrał cały zespół. Gdy na początku meczu sędzia wskazał na rzut karny, to pomyślałem, że szczęście nie jest po naszej stronie. Dobrze, że się myliłem - podkreślał.

W 6. min spotkania wbiegającego w pole karne Ruchu Dawida Plizgę przewrócił Rafał Grodzicki, a sędzia Paweł Pskit z Łodzi zarządził rzut karny. Do piłki podszedł Tomasz Frankowski. Co prawda po jednej ze zmarnowanych wiosną "jedenastek" stwierdził, że więcej w takiej sytuacji strzelać nie będzie, ale tamte czasy poszły w zapomnienie. Pod kierunkiem Michniewicza kapitan Jagiellonii odżył jako skuteczny piłkarz. W tym sezonie skutecznie egzekwował już karne w Bielsku-Białej i przed tygodniem w meczu z Cracovią w Białymstoku. Strzelił pięć goli w czterech meczach. W niedzielę zmylił Matko Perdijcia, ale piłkę posłał w słupek.

Kolejne uderzenia Frankowskiego z dystansu, choć groźne, także nie zmusiły chorwackiego bramkarza do kapitulacji. Tak więc białostoczanie wciąż mają na koncie tylko jedną wygraną w Chorzowie w 25 potyczkach, ale odniesioną w II lidze. Nie skorzystali z okazji awansu na pierwsze miejsce w tabeli po porażkach Lecha Poznań i Śląska Wrocław.

- Gdyby wpadł gol, na pewno grałoby się nam łatwiej. Nikt jednak nie ma pretensji do Tomka. Dzięki jego bramkom Jagiellonia wygrała nie jeden mecz. Dziś nie wyszło. Na pewno może liczyć na wsparcie zespołu - mówił Tymiński.

- Gdyby mecz zaczął się od stanu 0:1, mógłby wyglądać zupełnie inaczej - wtórował mu trener Ruchu Waldemar Fornalik.

Ruch Chorzów - Jagiellonia Białystok 1:0 (0:0)

Strzelec bramki: Paweł Abbott (68.).

Ruch: Perdijić - Lewczuk, Grodzicki Ż, Stawarczyk, Szyndrowski Ż - Grzyb (79. Zieńczuk), Malinowski, Straka, Janoszka (88. Olszar) - Jankowski (61. Abbott), Piech.

Jagiellonia: Słowik - Bartczak, Porębski (69. Makuszewski), Cionek, Norambuena - Kupisz, Grzyb, Hermes, Tymiński (75. Pawłowski) - Plizga (76. Cetković Ż ), Frankowski.

Sędziował (jako główny): Paweł Pskit z Łodzi. Widzów: ok. 4500.

Więcej o: