Sport.pl

Młody piłkarz potrzebuje wsparcia

Kibice Jagiellonii powinni cieszyć się, że Czesław Michniewicz odważnie stawia na młodzież, a nie wyśmiewać się z dramatu Tomasza Porębskiego, który wytrzymał na boisku godzinę
Szkoleniowiec białostoczan od dłuższego czasu nie może korzystać z kilku zawodników, którzy powinni aspirować do gry w podstawowym składzie. Z problemami zdrowotnymi zmagali się m.in. trzej obrońcy: El Mehdi Sidqy, Luka Pejović i Robert Arzumanjan. Przed tygodniem dołączył do nich Andrius Skerla, który od kilku sezonów jest ostoją defensywy Jagi. Medycy robili co mogli, ale ból pleców okazał się zbyt silny, aby Litwin w niedzielę w Chorzowie usiadł choćby na ławce rezerwowych. Michniewicz wiedział, że istnieje takie ryzyko, lecz zostawił w Białymstoku Arzumanjana, chociaż ten coraz więcej trenował już z zespołem. Postanowił, że na wyjątkowo odpowiedzialnej pozycji, jaką jest środek obrony, zagra kapitan mistrzów Polski juniorów, który sumiennie pracował na treningach.

Tomasz Porębski przegrał kilka pojedynków z doświadczonymi napastnikami Ruchu, ale to akurat nie zakończyło się wielkim zagrożeniem dla bramki jego zespołu. Dramat rozpoczął się po około godzinie gry, kiedy 19-latka zaczęły łapać niemożliwe do zniesienia skurcze mięśni. Jego winą jest to, że wcześniej nie poprosił o zmianę. Zgubiła go młodzieńcza ambicja, jak choćby 21-letniego Ermina Seratlicia tydzień wcześniej, który zagrał niezrozumiale słabo z Cracovią. Jak się okazało, nie przyznał się do kontuzji, bo wiedział, że trener chce na niego postawić. Teraz Czarnogórzec spokojnie się leczy. Jego słabsza dyspozycja na skrzydle nie miała wpływu na porażkę.

Tego, że trenerzy w niedzielę zwlekali kilka minut z dokonaniem zmiany, już nie da się wytłumaczyć. Podobnie jak i tego, iż nikt nie zajął miejsca Porębskiego w formacji obronnej, kiedy ten korzystał z pomocy lekarskiej przy środkowej linii boiska. Na nic zdał się jego ofiarny pościg w pole karne - ani nie zdążył przeciąć podania Igora Lewczuka, ani zablokować strzału Pawła Abbotta. Zabrakło niewiele. Nikt inny właściwie nie reagował tak jak należy, prócz Jakuba Słowika w bramce, który kilkoma interwencjami w całym meczu ratował Jagiellonię przed stratą gola.

Warto w tym momencie wspomnieć, jak 20-letni bramkarz zajmował miejsce Grzegorza Sandomierskiego dwa tygodnie wcześniej w meczu przeciwko Koronie Kielce. Zawalił bramkę na samym początku rywalizacji. Jeszcze pewnie kilka razy się pomyli, ale już pokazał, jak ciężko go pokonać. Tyle że on do tej roli był szykowany przez trenera Ryszarda Jankowskiego co najmniej od zimy, kiedy nad Sandomierskim wisiała kara za nadmiar żółtych kartek. Porębski zaś dopiero latem został dołączony do pierwszej drużyny. Przed rokiem nie miał pewnego miejsca nawet w Młodej Ekstraklasie. Trener Mariusz Rumak go chwalił, ale podkreślał, jak wiele pracy przed nim.

Ponadto Słowika z opresji uratował Tomasz Frankowski, strzelając Koronie gola na 1:1. W niedzielę fenomen zawiódł, a gdyby dał Jagiellonii prowadzenie z rzutu karnego w 7. min rywalizacji, być może spotkanie potoczyłoby się zupełnie inaczej. Kilkanaście dni wcześniej strzelał do siatki w bardzo trudnych sytuacjach, ale tym razem pomylił się w wydawałoby się najprostszej sytuacji. Trudno, zdarza się najlepszym.

W przypadku Porębskiego należy tylko zastanowić się nad tym, jak to możliwe, że zdrowe chłopisko, które w lipcu w ciągu pięciu dni potrafiło zagrać trzy mecze (mimo że na poziomie juniorskim), przeżywa poważny kłopot z kurczami mięśni po 60 minutach gry.

- Po mistrzostwach Polski juniorów podkreślałem, że ci chłopcy potrzebują trzech tygodni na odpoczynek. Od 3 stycznia byli w ciągłym treningu, grali w juniorach i w Młodej Ekstraklasie - mówi trener Artur Woroniecki. - Zamiast trzech tygodni, dostali trzy dni i zaczęli zasuwać w pierwszej drużynie. Czy ktoś odpuścił im któryś trening? Jeżeli Tomek nie jest w stanie teraz znieść meczu, to ja zaczynam się cieszyć, że żaden z chłopaków nie doznał jeszcze poważnej kontuzji. Wystarczy zresztą przyjrzeć się piłkarzom, którzy nadal grają w Młodej Ekstraklasie. Są dalecy od normalnej dyspozycji, jaką prezentowali pod koniec ubiegłego sezonu, bo są przemęczeni. Teraz ich obecni trenerzy muszą z tego jakoś wybrnąć.

Na Porębskiego wylano jednak wiadro pomyj na forum kibicowskim, gdzie często trudno z kimkolwiek dyskutować i dlatego lepiej się tym w ogóle nie zajmować, ale młody chłopak może niestety tam zaglądać. Nie wiem, czy to najlepsza odskocznia, ale lepiej, gdyby przeszedł się do biblioteki i poszukał w prasie sprzed lat, jak opisywano pierwsze mecze w dorosłej piłce takich piłkarzy jak: Frankowski, Marek Citko, Daniel Bogusz, Mariusz Piekarski, Bartosz Jurkowski, Jacek Chańko... Poniżej kilka cytatów z sezonu 1992/93, po którym Jaga spadła z I ligi, wypisanych z gazet zaraz po meczach przez Jarosława Dundę, nauczyciela historii i pasjonata białostockiego klubu:

" Niestety już w 22 minucie po dwóch kardynalnych błędach J. Chańki trener gospodarzy szybko zmienił młodego piłkarza" - po debiucie byłego zawodnika Werderu Brema.

" Okazuje się, że mimo talentu brakuje im obycia z widownią, agresywności, kondycji. Tomar i Frankowski nie mogą wprowadzić się w pełni do zespołu. Chańko od dłuższego czasu ma kłopoty ze zdrowiem, a Citko leczy zadawnioną kontuzję. Największy pożytek jest z Bogusza. Jurkowski natomiast obok dobrych zagrań popełnia błędy. Może po kilku meczach okrzepną i zaadoptują się do wymogów ekstraklasy".

" Napad białostoczan tworzyli dwaj juniorzy Citko i Frankowski i zagrożenia z ich strony nie było () W zespole Jagiellonii grało aż pięciu juniorów. Na konferencji po meczu padło pytanie do trenera Szombierek - Wieczorka: jak ocenia on grę juniorów Jagiellonii? Było ich za dużo i grali bojaźliwi, szybko pozbywali się piłki, Manelski zawinił dwie bramki - odparł" - po meczu, w którym "Łowca bramek" zdobył swoją pierwszą bramkę w ekstraklasie.

I najlepsze - " Chłopcy! Lepiej zróbcie matury" - to tytuł tekstu, a w nim znalazło się m.in. takie sformułowanie : " A tak na marginesie to życzymy czwórce abiturientów pomyślnego zdania egzaminu dojrzałości, bo przy obecnym poziomie nie wyżyją z piłki".

- Mam te wycinki - mówi "Gazecie" Jurkowski. - Najłatwiej jest stłamsić. Jagiellonia zbierała wtedy cięgi i być może była to wina nas, młodych chłopaków, którzy dopiero się uczyli piłki. Ale teraz można tylko żałować, że się rozjechaliśmy, bo dopiero moglibyśmy napisać piękną historię Jagiellonii.

- Patrząc na to, kto gra w Jagiellonii, jaka jest tu fala obcokrajowców, musimy się cieszyć, kiedy wychowanek dostaje szansę. Jeżeli coś sobą rokuje, trzeba dawać mu szanse. Inaczej niedługo skończymy tak, że wychowanków będziemy mieć tylko od V do III ligi - kontynuuje zawodnik, który w elicie zagrał 265 razy. - Pytanie zasadnicze jest takie, czy chłopak był gotowy mentalnie i fizycznie do tego debiutu. Jeżeli tak szybko środkowego obrońcę łapały skurcze, to nie był. Trener Michniewicz musiał wiedzieć, czym ryzykuje, ale widocznie umiejętności i forma predysponowały Porębskiego do występu. Mam nadzieję, że nie będzie to tylko epizod. Pamiętam swój debiut, kiedy Jagiellonia była w drugiej lidze. Z Siarką Tarnobrzeg. Było wiele głosów przeciw, ale zagrałem fantastycznie. Z tym że dostałem ogromne wsparcie na boisku od Andrzeja Ambrożeja.

Tomaszowi Porębskiemu tego zabrakło. Zamiast go krytykować, lepiej zacisnąć kciuki, by nie skończył tak jak ostatnio Michał Steć, Michał Fidziukiewicz, Mariusz Gogol, Karol Janik... W ekstraklasie zaliczyli epizody, a teraz jeśli w ogóle biegają, to po boiskach w III i IV lidze.



Kolumbijczyk last minute

Okienko transferowe jest otwarte już tylko do końca sierpnia. Do Jagiellonii w tym czasie ma dołączyć nie tylko 18-letni Gruzin Merab Gigauri z Torpedo Kutaisi, o którym już informowaliśmy. Do Białegostoku ma dojechać także Kolumbijczyk, z ligi rosyjskiej.

Więcej o: