Czesław Michniewicz: Tylko grajmy jak na Wiśle

W takiej sytuacji zawsze na myśl przychodzi mi Robert Korzeniowski, który na igrzyskach w Barcelonie został zdyskwalifikowany przed metą, a później jeszcze czterokrotnie wywalczył mistrzowskie tytuły olimpijskie
Paweł Orpik: Doszedł pan już do siebie po meczu w Krakowie?

Czesław Michniewicz: - A co innego można zrobić? Głowy do góry. Przeżyłem już wiele takich sytuacji, kiedy coś wymyka się z rąk i nic nie może zrobić ani trener, ani zawodnicy. Żal i to olbrzymi jest, bo wcześniejsze mecze na wyjazdach nam nie szły, a tutaj mogliśmy pokonać mistrza Polski po dobrej grze w naszym wykonaniu. Mimo tego, że mieliśmy w składzie dwóch 19-latków - Tomka Ptaka i Janka Pawłowskiego - graliśmy z Wisłą jak równy z równym. Jest żal, bo nie mamy punktów, ale czasem tak bywa. Musimy patrzeć w przyszłość.

Nie obawia się pan jakiegoś zwątpienia w zespole?

- Wręcz odwrotnie patrzę na tą sytuację - po wspólnym żalu, poczuciu krzywdy, nawet płaczu w szatni może urodzić się prawdziwy zespół. Mam nadzieję, że pokażemy to w kolejnych meczach. Na pewno byłoby nam teraz łatwiej, gdybyśmy mieli 17, a nie 14 punktów, ale szybko musimy stanąć do pionu. W takiej sytuacji zawsze na myśl przychodzi mi Robert Korzeniowski, który na igrzyskach w Barcelonie został zdyskwalifikowany przed metą, a później jeszcze czterokrotnie wywalczył mistrzowskie tytuły olimpijskie. To musi być nasz ideał. Nie chcę się teraz pastwić nad nikim, zresztą sędzia przyznał się do pomyłek. Ja chciałbym tylko, byśmy grali podobnie jak na Wiśle w kolejnych spotkaniach. Nie chcę za to na pewno wygrywać nigdy w takich okolicznościach, jak Wisła. Apeluję do sędziów - jeśli mają czas na konsultacje, spokojne zważenie racji, niech to robią. W obu sytuacjach, w których zostaliśmy skrzywdzeni, mieli.

I nic to nie pomogło. A co pan sądzi o wypowiedziach Roberta Maaskanta, który obejrzał powtórki telewizyjne i nie widzi faulu na Ptaku?

- Nie chcę tego komentować. Lubiłem tego trenera, szanowałem za jego podejście do pracy, za sposób bycia, pasję do futbolu, z jaką o nim opowiadał. Jak mówi takie rzeczy, że nie było faulu na bramkarzu, że Jagiellonia miała sytuacje bramkowe tylko z powodu błędów jego piłkarzy, to... Zresztą zdecydowana większość osób wie jak było, nie chcę tego komentować.

Kiedy podjął pan decyzję o tym, że z Wisłą zagra w ataku Jan Paweł Pawłowski, a nie Tomasz Frankowski.

- Już podczas sparingu z Niemnem Grodno tydzień wcześniej. Zdjąłem wtedy Janka w połowie meczu, bo nie chciałem, aby doznał urazu, przecież ledwie co zdążył się wyleczyć. Walczył na odpowiednim poziomie, świetnie się prezentował podczas całej przerwy na reprezentacje. Jest silny, liczyłem więc, że powalczy też z obrońcami Wisły, namiesza w ich szeregach. Wykorzysta siłę, szybkość, umiejętność przytrzymania piłki. Franek to jednak inny typ zawodnika. Przed meczem wytłumaczyłem mu podstawy decyzji, zrozumiał to i w pełni zaakceptował. Gdyby po wejściu na boisko, wykorzystał swoje okazje bramkowe, plan zostałby zrealizowany w stu procentach.

Nie żałuje pan teraz, że od razu po strzeleniu gola, Pawłowski został zmieniony?

- Janek już w przerwie był bardzo zmęczony. Powiedziałem mu, by jeszcze przez 10-15 minut dał z siebie wszystko, co ma. Zrobił to, co do niego należało, cały czas wywierał presję na przeciwniku, męczył go, a jeszcze strzelił bramkę. Taki był cel jego i Maycona. Obaj mieli dać z siebie wszystko przez godzinę gry. Liczyłem, że później wejdzie Franek, a na skrzydła Luka Pejović lub Ermin Seratlić i tam zrobią dodatkową przewagę. Dlatego żałuję tylko kontuzji Grzegorza Bartczaka, bo musiał skończyć mecz w przerwie, a nam później brakowało jednej zmiany.

Maycon wypadł słabo.

- Lewa pomoc to nie jest jego pozycja. Zresztą ja nie wiem jaka jest dla niego optymalna. Postawiłem na Maycona, bo nie chciałem byśmy tylko wybijali piłki. Chcę mieć co najmniej czterech kreatywnych zawodników w składzie, którzy przytrzymają piłkę, odpowiednio ją rozegrają. Na Wiśle był Marko Cetković, Rafał Grzyb, Hermes, no i Maycon. Do tego mamy w zespole dobrze biegającego Kupisza. Potrzebujemy jeszcze kogoś podobnego na lewą stronę boiska - przebojowego, ambitnego. Kogo do tej pory nie sprawdzaliśmy, a było tych zawodników sporo, każdemu czegoś brakuje.

Najbliżej jest chyba jednak Seratlić, chociaż do jego wyszkolenia technicznego można mieć wiele zastrzeżeń?

- No właśnie świetnie biega, posiada niezły strzał, ale jak trzeba zagrać na małej przestrzeni, to już jest problem. Stąd decyzja, by zagrał Maycon. Plan był dobry, bo powinniśmy wygrać, chociaż zawsze można coś tam pozmieniać.

Po tym jak zagrał Pawłowski, nie musi się pan martwić o to, że pewnie jeszcze w kolejnym meczu nie będzie mógł grać Grzegorz Rasiak?

- To nie tak. Bardzo chciałbym mieć do dyspozycji Rasiaka, Grzelaka. Janek powoli dorasta. Myślę, że mecz z Wisłą może być dla niego przełomem. Skoro strzelił gola na boisku mistrza Polski, to może w każdym meczu. Ja podziwiam jego zaangażowanie na treningach, skromność. Oby pracował tak dalej.