Marzenia lekkoatletów o zdrowiu i...

Zaliczali się do krajowej czołówki, ale już od dłuższego czasu nie znajdowali się nawet na listach startowych. Anna Rostkowska i Kamila Stepaniuk mają nadzieję, że w przyszłym roku powalczą o kwalifikacje na igrzyska olimpijskie. Krzysztof Krzywosz myśli tylko o powrocie do pełni zdrowia
Rostkowska przez kilka lat nie miała w kraju równych sobie rywalek w biegu na 800 m. Na mistrzostwach Polski uzbierała siedem złotych medali. 31-letnia obecnie zawodniczka, która reprezentuje niewielki klub z Jakaci Młodej niedaleko Łomży, nie opuszczała również najważniejszych światowych imprez. W 2008 r. na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie została sklasyfikowana na 12. miejscu. Rok później na mistrzostwach świata uplasowała się na 15. pozycji. Potem zawodniczka legitymująca się rekordem życiowym 1:58,72 min, startowała tylko na pomniejszych imprezach.

- Ania właśnie urodziła dziecko i dlatego nie trenowała, nie startowała - wyjaśnia teraz Piotr Rostkowski. Liczy, że w przyszłym roku żonie uda się wywalczyć przepustkę na Igrzyska Olimpijskie do Londynu. - 180 dni do szczęścia. Jeżeli Ania zacznie trenować w styczniu, to będzie miała czas praktycznie do 8 lipca na uzyskanie limitu uprawniającego do startu w Londynie. Osiągnięcie czasu 1:59,90 będzie na pewno bardzo trudne, bo teraz przecież nie wiadomo, jak jeszcze będzie wyglądał jej powrót do treningów oraz jakie będą warunki do przygotowań. Myślę jednak, że taka przerwa może przynieść korzyści. Trzeba bowiem zauważyć, że najlepsze polskie biegaczki po jakimś czasie generalnie prezentują słabszą formę. Można to zobaczyć na przykładzie chociażby Sylwii Ejdys, Lidki Chojeckiej czy Renaty Pliś, która też już nie ma wyłącznie dobrych sezonów - mówi Rostkowski. - Myślę, że macierzyństwo Ani w pewien sposób może być antidotum na takie kłopoty. Co więcej, fizjologia jest taka, że po takim powrocie kobiety osiągają bardzo dobre wyniki, czego najlepszym przykładem była nasza najlepsza lekkoatletka w historii, czyli Irena Szewińska.

Zupełnie inny jest powód absencji na stadionie Kamili Stepaniuk. 25-letnia skoczkini wzwyż Podlasia Białystok w ostatnich latach zdobywała tytuł mistrzyni kraju, czy to w hali, czy na świeżym powietrzu. Jeszcze w lutym wywalczyła kolejny złoty medal pod dachem. Dominacja na arenie krajowej w jej przypadku nie przekładała się jednak na starty na najważniejszych imprezach międzynarodowych. Jej rekord życiowy (193 cm - stadion, 192 cm - hala) ustępuje bowiem normom kwalifikacyjnym na najpoważniejsze zawody na świecie. Teraz jednak to nie minima są w głowie zawodniczki.

- W tym sezonie musiałam odpocząć od startów z powodu kontuzji. Niestety, wszystko to ciągnie się dość długo. Już w zasadzie w ubiegłym roku w grudniu zaczęły się problemy ze stopą. Tak naprawdę dopiero w kwietniu pojawiła się diagnoza, że może jest pęknięta kość śródstopia. Lekarz postanowił, aby się wstrzymać z ewentualnym zabiegiem, bo do końca nie jest przekonany, czy operacja pomoże, czy w ogóle jest konieczna. Zalecił leczenie farmakologiczne - mówiła na początku września "Gazecie" Stepaniuk.

Leczenie farmakologiczne nie przyniosło efektu.

- Kamila musiała poddać się operacji, bo cały czas odczuwała ból - tłumaczy trener Janusz Kuczyński. - Teraz już normalnie chodzi, ale jeszcze biegać nie może. Według wstępnych prognoz do normalnych treningów powinna wrócić w połowie grudnia.

- Myślę, że odpoczynek może mi dobrze zrobić, bo zregeneruję siły po tylu latach treningu i potem uda się z powodzeniem powalczyć o wyjazd do Londynu - uważa sama zawodniczka.

O powrocie do zdrowia przede wszystkim marzy Krzysztof Krzywosz. W zeszłym roku wydawało się, że 27-letni kulomiot ma przed sobą najlepszy sezon w karierze. Zawodnik Podlasia Białystok w kraju przegrywał jedynie z Tomaszem Majewskim (zresztą trenowali razem). Podczas halowych mistrzostw Polski pchnął kulą na odległość 19,91 m. Niestety, potem doznał poważnej kontuzji. W czerwcu podczas treningu wypadł z koła, a skutki okazały się opłakane. Skręcony staw skokowy i złamana kość piszczelowa. W ogóle Krzywosz ma wyjątkowego pecha, wcześniej bowiem naciągnięty mięsień klatki piersiowej zahamował jego rozwój na kilka sezonów.

- Od momentu złamania miałem cztery operacje. Przechodzę rehabilitację, ale nie wygląda to wszystko najlepiej - mówi kulomiot. - Jeszcze chyba sporo potrwa, nim wszystko będzie w porządku. Lekarze są dobrej myśli, ale też nikt nie potrafi określić, kiedy to nastąpi. Wydawało się, że szybciej wrócę do zdrowia, ale to się ciągnie i ciągnie.

Krzywosz prawdopodobnie nie wróci już do uprawiania sportu.

- Rzeczywiście wraz z żoną układamy sobie życie poza sportem. Wcześniej na treningi musiałem się stawiać o 10, a teraz wcześniej mam do pracy. Jestem konsultantem w firmie informatycznej w Warszawie - tłumaczy Krzywosz. - Czy wrócę jeszcze do sportu, nie wiem. Skupiam się na leczeniu. Mam nadzieję, że będę miał możliwość powrotu do treningów, ale jaką decyzję podejmę, to zobaczymy. Nawet jak nie podejmę decyzji o powrocie do sportu, to mam nadzieję, że nie będę miał problemów w życiu codziennym. Na razie to nawet z bieganiem jest ciężko.

Zobacz także
  • Rekord sezonu Kamili Stepaniuk, ale i duży niedosyt
  • W Białymstoku wyniki lepsze niż minima na igrzyska
  • Piotr Małachowski Czy wicemistrz olimpijski powtórzy wspaniały sezon? Zaczyna podobnie