Sport.pl

Trener Jagiellonii o zwolnieniu dowiedział się z prasy

Czesław Michniewicz na czwartek został zaproszony do Białegostoku. - Jestem rozczarowany, bo można było załatwić to od razu po meczu z Lechią. Miałbym chociaż okazję podziękować zawodnikom za współpracę - mówi ?Gazecie? trener Jagiellonii
Paweł Orpik: Dzień dobry, możemy porozmawiać?

Czesław Michniewicza: - Jestem w Londynie, a o co chodzi?

Chciałbym się zapytać o informacje Przeglądu Sportowego, że zostanie pan zwolniony z Jagiellonii?

- Jestem zaskoczony, bo nie tak się umawialiśmy z władzami klubu. Jeśli prawdą jest to, co napisano - bo nikt ze mną na ten temat nie rozmawiał - to tym bardziej jestem zaskoczony i powiem szczerze, że rozczarowany. Inaczej się umawialiśmy, kiedy przychodziłem do Białegostoku. Mieliśmy wspólne cele, a Jagiellonia problemy. Ale o tym wszystkim porozmawiajmy lepiej w czwartek, kiedy będę w Białymstoku. Dzisiaj jestem w Londynie, wracam w nocy. W środę wsiadam w samochód i jadę do Białegostoku. W czwartek jestem umówiony na spotkanie z władzami Jagiellonii. Spodziewam się tego, czego się spodziewam - skoro wszyscy w koło wiedzą, że jestem zwolniony.

Planował pan ten przyjazd do Białegostoku, czy został poproszony o przyjazd?

- Nie planowałem. W poniedziałek zostałem zaproszony na spotkanie przez Agnieszkę [Syczewską, członka zarządu klubu - red.]. Powiedziałem jej tylko, że domyślam się o co chodzi i że będę. Przecież mam być tam z moimi ludźmi, z którymi przyszedłem do Jagiellonii, czyli z Marcinem [Węglewskim, II trenerem] i Kristijanem [Brcko, trenerem przygotowania fizycznego].

Syczewska zdradziła panu o co chodzi z tym zaproszeniem?

- Gazety dzisiaj zdradziły, zresztą pracuję już w tym zawodzie dłużej... Ale jestem rozczarowany, bo można było to załatwić od razu po meczu z Lechią. Miałbym chociaż okazję podziękować zawodnikom za współpracę. Takie rzeczy jak zmiany się dzieją, ale teraz jestem zaskoczony. Jeśli w taki sposób, jak czytam w prasie, mam być potraktowany, to nie zasłużyłem na to. Można mieć pretensje o jeden, czy drugi mecz, ale trzeba też patrzeć na to z szerszej perspektywy - co działo się w ostatnim czasie w Jagiellonii, z jakimi problemami musieliśmy się zmierzyć od podjęcia pracy w Białymstoku. Uważam, że to wszystko szło w dobrym kierunku i... Trudno, nie czas na żale. Usiądziemy sobie i porozmawiamy, kiedy słowo stanie się ciałem i rzeczywiście zostanę zwolniony. Tyle że mój kontrakt w Jagiellonii obowiązuje do czerwca i nie wyobrażam sobie teraz w jaki sposób klub chce mnie zwolnić, ale może ma jakiś sposób. Kontrakt powinien być rozwiązany za porozumieniem stron, a z mojej strony na dziś trudno o zrozumienie. Chociaż nie chcę niczego przesądzać, póki nie zostanę oficjalnie zwolniony.

Nie miał pan zbyt wielu zwolenników wśród właścicieli klubu. Odczuł pan to przed meczem z Lechią, kiedy przygotował dla nich analizę rundy w wykonaniu zespołu?

- Myślę, że z niektórymi bardzo dobrze się zrozumiałem. Mam tu na myśli Darka Kowalczyka, czy nawet Wiesława Wołoszyna. Był też podczas tego spotkania Piotrek Laskowski z rady nadzorczej. I wydawało mi się, że zadawali rzeczowe pytania. Nie czułem jakiejś antypatii wobec swojej osoby z ich strony, ani od nikogo z Jagiellonii. Wiadomo kto w klubie decyduje o takich ruchach i kto ma najwięcej do powiedzenia [prezes klubu Cezary Kulesza?]. Nie spotkałem się z jakimś ostracyzmem, chociaż od pewnego momentu widziałem, że coś się dzieje, bo pojawiały się informacje z Polski, że Jagiellonia szuka trenera. Takie rzeczy się dzieją i nie mogę mieć o to pretensji. Jestem rozczarowany tylko tym, że jeżeli już dochodzi do takiej sytuacji, to ściąga się mnie z urlopu, że wcześniej nie podjęto takiej decyzji. Jeśli ktoś coś takiego planował, to można było po meczu z Lechią podać sobie ręce i się rozjechać.

Był pan informowany o ostatnich ruchach kadrowych w Jagiellonii?

- Nie.

Czyli odkąd rozpoczął pan urlop w poniedziałek po meczu z Lechią, nikt się z panem z włodarzy klubu nie kontaktował.

- Przez ponad tydzień z nikim z klubu nie rozmawiałem. Z internetu dowiadywałem się, jacy nowi zawodnicy są już w Jagiellonii z tych, których wcześniej oglądaliśmy. Problem jest gdzie indziej - za moją aprobatą ściągnięto do Jagiellonii Nikę Dzalamidze. Wiadomo jak jest z zawodnikami - u jednego zagra lepiej, u drugiego gorzej. U mnie Nika grał bardzo dobrze w Widzewie Łódź, a u Radka Mroczkowskiego nie czuł już takiego zaufania i prezentował się dużo słabiej. Teraz przyjdzie nowy trener do Jagiellonii i Dzalamidze wcale mu nie musi się podobać jako piłkarz. Zaraz mogą się zacząć tłumaczenia, że to ja naraziłem klub na koszty, bo za Dzalamidze trzeba było wyłożyć niemałe pieniądze [ok. 280 tys. euro]. Jeżeli planowano mnie zwalniać, to nie trzeba było ściągać Dzalamidze. O to mam też żal, bo zawodnicy przychodzili teraz z mojej rekomendacji, choćby Grzesiek Rasiak, który mówił jasno, że gdyby nie ja, jego w Jagiellonii by nie było. Tylko że Rasiak sobie poradzi, a co do Dzalamidze, to młody chłopak i nie wiem, czy w tej sytuacji da sobie radę w Białymstoku. Oczekiwania na pewno będą duże wobec niego.

Ale zostawmy to wszystko na razie. Nie unikam odpowiedzi na żadne pytania, ale moja sytuacja jest teraz niezbyt komfortowa. Dostałem taki kolczasty prezent pod choinkę i muszę się z tym pogodzić. Niczego nie przesądzam. Spotykam się z władzami Jagiellonii w czwartek. Jeśli oficjalnie zostanie potwierdzone to, co pisze prasa, to będę się zastanawiał co dalej. Jestem, przygotowany na wszystko.

Więcej o: