Tomasz Hajto: Zamknąłem rozdział piłkarza

Zamknąłem też rozdział człowieka, który na pewno dla niektórych był kontrowersyjny, dla innych - tych, którzy mnie lepiej znali - był szczery. Rozpoczynam nowy dział w książce, pod tytułem trener - mówi Tomasz Hajto, który przejmuje zespół Jagiellonii
Paweł Orpik: Jest pan zadowolony z decyzji Komisji Kształcenia i Licencjonowania Trenerów PZPN?

Tomasz Hajto, nowy trener Jagiellonii: - Zależy, o jakiej decyzji pan mówi, bo dopiero wyszedłem z siedziby PZPN i chcę jechać do domu, a słyszałem, że różne wersje są podawane do opinii publicznej. Czy rozmawiamy o tym, że w styczniu będę zdawał egzaminy, 10 lutego będzie decyzja odnośnie mojej pracy w ekstraklasie, a w międzyczasie z Darkiem Dźwigałą i doktorem Marcinem Popieluchem będziemy przygotowywać zespół Jagiellonii do rundy wiosennej?

Dokładnie. Jeśli zda pan egzaminy UEFA A i obroni pracę dyplomową, poprowadzi pan wiosną Jagiellonię w ekstraklasie jako pierwszy trener.

- No tak, bo licencja UEFA PRO jest mi potrzebna do prowadzenia zespołu w meczach i do pierwszego meczu w Kielcach, uda mi się ją uzyskać. Zdam egzamin i obronię pracę na kursie UEFA A. Zobowiązałem się z tym uporać do końca stycznia. A na razie 9 stycznia zabieramy się do pracy. Nie tylko na treningach, ale też pracy związanej z moim egzaminem w PZPN.

Z egzaminem nie będzie problemu?

- Przygotuję się perfekcyjnie, byłem wzorowym uczniem w szkole. Będę gotowy do egzaminów. Po kolacjach na obozie w Cetniewie będzie dużo czasu na to, aby się poduczyć. Nie będzie też przecież problemu, aby na jeden dzień pojechać do Warszawy i to zdać.

Rozmawiał pan z trenerem Czesławem Michniewiczem na temat drużyny, którą pan przejmuje?

- Zaczynam od zera ze wszystkim i u wszystkich. Mam jakąś swoją metodykę i wizję. Będzie się opierała na piłce niemieckiej, bo w tamtej lidze grałem najdłużej. Ponadto po piłce hiszpańskiej jest teraz wiodącą w Europie. 22 lata grałem w piłkę, więc bagaż doświadczeń mam ogromny i chciałbym to wykorzystać. Zamierzam wymagać, ale być też normalnym partnerem do rozmowy.

Prezes klubu Cezary Kulesza nie kryje, że stawia na pana, bo liczy na twardą rękę.

- Tak więc naturalne jest to, że twarda ręka będzie. Będą zasady, które obowiązywały mnie przez wiele lat w Niemczech. Przez to z człowieka, który miał mały talent, ale ogromny charakter, zrobił się bardzo stabilny piłkarz. Wspólnie z Darkiem Dźwigałą będę tego wymagał od zawodników.

Dlaczego Dźwigała ma być pana najbliższym współpracownikiem?

- Przyjaźnimy się od wielu lat. Z Darkiem grałem w Górniku Zabrze. Jak później grałem w Niemczech, Darek mnie odwiedzał. Nasze rodziny są zaprzyjaźnione. Jak tylko jestem w Warszawie, spotykamy się z Darkiem. On ma już dyplom UEFA A i uczęszcza na kurs UEFA PRO. Teraz na pewno dostanie licencję UEFA PRO na rok, bo w czwartek Darek też był na rozmowach w PZPN. Darek powiedział, że akceptuje moje zasady prowadzenia zespołu, jakie mu przedstawiłem. I nie chodzi o to, że to będzie twarda ręka, że ja będę krzyczał na piłkarzy. Tylko będą reguły, jakie obowiązują w piłce profesjonalnej, gdzie się zarabia pieniądze. Wszystko ma być przede wszystkim oparte na ciężkiej pracy. Wiem po sobie, że przez ciężką pracę można zajść naprawdę daleko.

Zdiagnozował pan problemy Jagiellonii, jakie ją trapiły ostatnio?

- Nie będę na pewno odnosił się do pracy mojego poprzednika Czesia Michniewicza, bo to jest mój kolega. Taki jest żywot trenera, że pracę raz się traci, a zaraz później ją się ma na nowo. Ja zamknąłem rozdział piłkarza. Zamknąłem też rozdział człowieka, który na pewno dla niektórych był kontrowersyjny, dla innych - tych, którzy mnie lepiej znali - był szczery. Rozpoczynam nowy dział w książce, pod tytułem trener. Chciałbym od tego momentu być oceniany za moją pracę szkoleniową, a nie, żeby ciągle wspominać moje życiowe wpadki, bo tego już się nie chce... czytać.

Ale zaraz pan się zmierzy z podobnymi problemami jak Michniewicz.

- Jakie są problemy? To na pewno duża liczba piłkarzy z kontuzjami. Z poważnymi. Oni muszą jedną rzecz zaakceptować. Za granicą w tym temacie jest dyscyplina, ten kto jest kontuzjowany, praktycznie cały dzień poddaje się rehabilitacji. Na pewno będę wymagał tego, aby zawodnicy byli przebadani przez mojego lekarza, bo ja później, kiedy już będę mógł oficjalnie prowadzić Jagiellonię, za wszystko odpowiadam. Jeżeli Jagiellonia płaci piłkarzom, to ja chcę mieć ich pod swoim okiem, a dotychczas z tego co wiem, w różnych miejscach, różnie niektórzy robili rehabilitację. To taki najprostszy przykład. A zawodników kontuzjowanych i po ciężkich kontuzjach jest trochę w klubie.

Może pan przedstawić doktora Popielucha i jego rolę w sztabie?

- To chodząca encyklopedia anatomii człowieka. Niedługo będzie się bronił na profesora. Ma ogromny zasób wiadomości. Pracuje w klinice w Warszawie, w jednej z najnowocześniejszych w Polsce, która potrafi piłkarzom każde badania przeprowadzić. To jest mój kierunek. Chciałbym, żeby taki fachowiec doglądał moich piłkarzy, żeby na co dzień mieli opiekę medyczną taką, jak na Zachodzie. Dlatego zdecydowałem się na pracę z doktorem Popieluchem. Mało kiedy ktoś potrafi od razu mi zaimponować. Ten człowiek swoją wiedzą zaimponował mi na kursie trenerskim, który mam skończyć. Podoba mi się jego podejście, on nie lubi być średniakiem, chce być perfekcjonistą. Ja też tak chcę.

Doktor Popieluch pracuje w Warszawie, jak będzie wyglądać współpraca?

- Przebada piłkarzy, kontuzjowanym narzuci program, który z naszymi masażystami będą realizować. Jedzie na pewno z nami na dwa obozy zimowe. To jest człowiek z dyplomem trenerskim UEFA A, pracował już kiedyś w Polonii Warszawa. Oprócz tego anatomię człowieka ma w najmniejszym palcu, taki ktoś jest potrzebny i w każdym porządnym klubie na Zachodzie pracuje. Będzie spędzał z nami dużo czasu, chociaż wiadomo, że całymi tygodniami nie może. Trzy razy w tygodniu plus mecz, co z nim ustaliłem, z nami będzie.

We wtorek drużyna jedzie właśnie do doktora Popielucha na badania?

- Dokładnie, wyjeżdżamy rano do Warszawy. Tam dzielimy się na dwie grupy. Jedna ma badania na parterze, druga na piętrze - klinika jest zarezerwowana do naszej dyspozycji. Jemy wspólny obiad i grupy zmieniają się piętrami. Będą to bardzo szczegółowe badania - nie tylko mięśni, ale ruchliwości stawów, wydolnościowe, dowiemy się jakie są progi przemian tlenowych i beztlenowych... - dowiemy się wszystkiego tego, co jest nam potrzebne przed obozem w Cetniewie, które zaczynamy w środę. Tam już nie chcę marnować żadnego dnia. Chcę, aby zespół był od razu gotowy do trenowania.

Większych zmian w planach przygotowań nie ma, do 8 lutego skrócone zostało tylko zgrupowanie w Turcji.

- 8 lutego wracamy do Polski i chcemy tylko zmienić jeszcze ostatni sparing w Turcji, aby go zagrać 7 lutego.

Będzie pan próbował wykonać jeszcze jakieś ruchy kadrowe.

- Jedyna myśl na dzisiaj to ściągnięcie Tomasza Bandrowskiego. Czekamy na jego decyzję. Fajnie w prasie się wypowiedział, że jest lojalny wobec Lecha Poznań. To mi się podoba, jego profesjonalizm. Lech pomagał mu w rehabilitacji, tak więc ma pierwszeństwo. Jeśli tam nie da rady, powiedział, że pierwszym klubem, z jakim będzie rozmawiał, będzie Jagiellonia. Jest blisko kadry trenera Franciszka Smudy. To ważny klucz w naszej - z Darkiem Dźwigałą - układance pierwszego zespołu. Bandrowski to człowiek, którego potrzebuję, który swoje zdrowie na boisku zostawi, swoje wybiega, do tego umie grać w piłkę. Jest pozytywnie nastawiony do treningów, ma dobrą mentalność, to będzie przykład, taki wzorzec dla innych piłkarzy, jak należy postępować na treningach i jak należy się przygotowywać do ciężkiej pracy.

Czesław Michniewicz pokazał białostockiej młodzieży sens pracy. Po jego zwolnieniu pojawiło się pytanie, czy nie zostanie to zmarnowane?

- Dla mnie nie jest ważne, czy ktoś ma 16, 20, czy 40 lat, chociaż takiego akurat piłkarza ciężko znaleźć. Liczy się dyspozycja dnia, praca na treningach. Białystok ma dużo utalentowanej młodzieży i na nią trzeba stawiać. Nawet czasem kosztem porażek, które mogę wziąć na swoje barki. Z tym nie mam problemów, nie miałem problemów z graniem pod presją, jako trener też tak będzie. Młodzież ma u mnie otwarte karty. Chciałbym jako trener wprowadzać do zespołu młodych chłopaków z Białegostoku, którzy się z tym klubem identyfikują. Dostaną ode mnie szansę. Wszystko jest w ich głowach i nogach. Jeżeli dadzą radę mentalnie i fizycznie, będą u mnie grać. Za darmo gry w pierwszym składzie nie dostał ani Piotrek Świerczewski, ani Tomek Hajto, ani Andrzej Juskowiak. Też musieliśmy walczyć kiedyś, podnieść z ziemi rękawicę rzuconą przez starszych zawodników, a konkurencja była wtedy naprawdę dużo większa w polskiej ekstraklasie. Pamiętajmy, że wtedy były zakazy wyjazdu z kraju do innego klubu przed 30. rokiem życia. Nie było łatwo, były twarde reguły, ale przebiliśmy się. Jestem fajnym przykładem dla młodych, że z małego miasteczka można się wybić do dużej piłki nawet nie mając dużego talentu, ale przede wszystkim charyzmę, dobre, świeże podejście do treningu, no i serce do tego. Ja naprawdę będę szanował tych piłkarzy, którzy na każdym treningu i meczu oddadzą serce.

Któregoś z młodych piłkarzy Jagiellonii pan kojarzy?

- Wszystkich! Grzegorz Arłukowicz w pomocy, Janek Pawłowski w ataku... Jak do mnie zadzwoniono z taką propozycją pracy, to ja teraz mogę z głowy wymienić nawet ilu piłkarzy Jagiellonii grało ponad 1400 minut w pierwszej rundzie, ilu po 600, ilu 700.

Któryś z młodych zawodnik spodobał się panu?

- Choćby w meczu Wisła - Jagiellonia nieźle zaprezentował się Pawłowski - z zębem, z charakterem. Jeżeli Jagiellonia nie będzie robiła większych transferów, to trzeba szukać i promować swoich zawodników. Na dzisiaj moim priorytetem jest ściągnięcie Bandrowskiego, ale chciałbym mieć też w składzie kilku młodych zawodników, którzy wbiją się do składu, albo o ten skład będą się ocierać. To jest ich szansa. Nie patrzę na wiek, tylko na umiejętności. Każdy ma u mnie czystą kartę. Zresztą to przecież szansa też dla mnie.

Dotychczasową kadrę trzeba trochę przewietrzyć.

- Najpierw chcę z wszystkimi zawodnikami porozmawiać, obejrzeć i wtedy będą decyzje. Skoro z zawodnikami nie rozmawiałem, nie będę niczego mówił.

Na pierwsze zgrupowanie nie może pan zabrać aż 40 zawodników, a tylu może się zebrać na pierwszym treningu.

- Z tego co wiem, Jagiellonia ma 32 piłkarzy na kontraktach.

Cezary Kulesza zdradził choćby, że chce się rozstać z Hermesem.

- Ja z nim chcę porozmawiać. Mam pewną wizję gry. Oglądałem mecze Jagiellonii, dzięki zaprzyjaźnionym dziennikarzom ze stacji telewizyjnych na DVD. Mam spostrzeżenia. Jagiellonia jest trzecim zespołem w ekstraklasie pod względem liczby straconych goli. ŁKS stracił 34, Zagłębie 32, Jagiellonia 27. To na co ja mam zwrócić uwagę jako przyszły trener Jagiellonii w ekstraklasie? Na defensywę, bo nie można tyle bramek tracić.

To nie oznacza, że zechce pan ściągnąć bramkarza, obrońców?

- Na razie chcę się zapoznać z tymi zawodnikami, porozmawiać, a później mogą być jakieś decyzje.