Parszczyński przed mistrzostwami Europy: Czuję się dobrze i liczę na mocny finał

Łukasz Parszczyński z Podlasia Białystok ma piąty wynik w tym roku z Europejczyków na 3000 metrów z przeszkodami. W mistrzostwach Europy, które zaczynają się w środę w Helsinkach, ma szansę na podium.
W koronnej konkurencji Parszczyńskiego od lat czołowe lokaty zajmują zawodnicy z Afryki, z którymi przyjdzie się mierzyć naszemu biegaczowi na Igrzyskach Olimpijskich w Londynie. Ale zanim dojdzie do rywalizacji na arenach olimpijskich są jeszcze mistrzostwa Europy w Helsinkach gdzie konkurencja będzie mniejsza.

- Na igrzyskach awans do finału to już będzie dobry wynik, a na mistrzostwach Europy można walczyć o czołowe lokaty, tym bardziej, ze niektórzy najlepsi Europejczycy rezygnują ze startu w Helsinkach aby jak najlepiej przygotować się do Londynu - mówił u progu sezonu Parszczyński.

27-letni przeszkodowiec dosyć szybko w tym roku uporał się z minimum na najważniejsze imprezy sezonu. Już pod koniec maja w pierwszym swoim starcie na 3000 metrów z przeszkodami w Rzymie podczas Diamentowej Ligi pobiegł w czasie 8:21,80 min. Na mistrzostwach Polski w Bielsku-Białej po raz pierwszy w karierze zdobył złoto na tym dystansie, a także dołożył brąz na 1500 metrów.

Na listach europejskich przed Polakiem są tylko dwaj Francuzi i dwaj Hiszpanie.

- Czterech jest przede mną, ale jest spora grupa biegaczy, która ma tylko niewiele gorsze czasy - analizuje zawodnik Podlasia. - Tymi wynikami nie ma co za mocno się przejmować, bo wiadomo, że finał będzie biegiem po medale, a nie o czasy. Czuję się dobrze i liczę na to, że finał będzie rozgrywany w mocnym tempie, ale także nie obawiam się szybkiego finiszu. Treningi, a także bieg na 1500 metrów na mistrzostwach Polski pokazały, że szybkość też jest. Podejrzewam, że w finale wszyscy będą pilnowali Francuza Mahiedine Mekhissi, który w tym sezonie biegał już niewiele ponad 8:10,00 min. Ale do finału trzeba jeszcze awansować, a biegu eliminacyjnego boję się najbardziej. Tam może zdarzyć się wszystko, upadek, słabe tempo i czekanie na finisz i w efekcie czasami nie wszyscy najlepsi awansują do finału.

Rok temu Parszczyński startował na mistrzostwach świata w Korei Południowej, ale nie zdołał tam awansować do finału. Był to spory zawód patrząc na rekord życiowy zawodnika, który uzyskał przed mistrzostwami Daegu - 8:15,47 min.

- Ten rekord życiowy uzyskałem w czwartym tygodniu po tym jak skończyłem trening w wysokich górach, a przed mistrzostwami świata jeszcze raz niepotrzebnie pojechałem w wysokie góry. Tegoroczne mistrzostwa Europy właśnie wypadają w czwartym tygodniu po górach więc może być znowu dobry wynik - kończy z nadzieją Parszczyński.

Biegi eliminacyjne w Helsinkach będą rozgrywane w środę, a finał zaplanowany jest na piątek. Oprócz Parszczyńskiego w mistrzostwach Europy wystartuje jeszcze dwoje przedstawicieli klubów z województwa podlaskiego. Kamil Kryński z Podlasia pobiegnie na 200 metrów oraz w sztafecie 4x100 metrów. Natomiast Anna Jesień z Prefbetu Śniadowo Łomża odpuszcza start indywidualny i będzie rywalizować tylko w sztafecie 4x400 metrów.