Zawodnik Podlasia przed igrzyskami: Brakuje mi odwagi

- Z pewnością nie będę liczył na wolne, czy na szybkie tempo. Postaram się odnaleźć swój rytm biegu - mówi Łukasz Parszczyński, który podczas Igrzysk Olimpijskich w Londynie wystartuje w biegu na 3000 metrów z przeszkodami
Do Londynu pojedzie dziewięcioro reprezentantów klubów z województwa podlaskiego. Są to Kamila Augustyn (badminton, SKB Suwałki), Michał Łogosz/Adam Cwalina (badminton, SKB Suwałki), Nadieżda Zięba/Robert Mateusiak (badminton, Hubal Białystok), Anna Jesień (400 m ppł, 4x400 m, Prefbet Śniadowo Łomża), Łukasz Parszczyński (3000 m z przeszkodami, Podlasie Białystok), Kamil Kryński (200 m, 4x100 m, Podlasie Białystok), Diana Sokołowska (sztafeta 4x200 m styl dowolny, Juvenia Białystok).

Rozmowę z Parszyczński zamieszcza oficjalny portal internetowy Polskiego Zawiązku Lekkiej Atletyki.

- Z pewnością na igrzyskach nie będę liczył na wolne, czy na szybkie tempo. Postaram się odnaleźć swój rytm biegu. Na zgrupowaniu w Font Romeu muszę tylko podtrzymać formę, nie będę już ciężko trenował tak jak przed rokiem. Wtedy popełniłem błąd. Miałem nominację na mistrzostwa świata w Daegu, pojechałem na obóz i miałem mocne treningi. W najważniejszym momencie odezwało się zmęczenie. W obecnym sezonie, mimo że mam za sobą pięć biegów, to w żadnym z nich nie dałem z siebie wszystkiego. Zostało mi dużo sił, to były głównie biegi na przetarcie - tłumaczy zawodnik Podlasia, który mówi też m.in. o stresie jaki towarzyszy startowi na dużej imprezie.

- Przyznam, że już w Helsinkach na mistrzostwach Europy to też trochę mnie przytłoczyło. Dużo ludzi oczekiwało po mnie medalu, wskazywano mnie w gronie faworytów. W trakcie biegu byłem spięty i zdenerwowany, to mnie bardzo dużo kosztowało. Na igrzyskach też będzie stres i presja, ale postaram się skoncentrować i poradzić sobie z tym. Jeśli będę w formie to będę się czuł pewnie. Wiem, że jestem dobrze przygotowany i mogę szybko biegać. Jedyne czego mi jeszcze trochę brakuje to. odwaga. Tak w każdym razie było podczas mistrzostw Europy w Helsinkach. Powinienem tam mocno ruszyć do przodu, a nie czaić się i czekać nie wiadomo na co. To była dla mnie surowa, ale dobra lekcja. Dała mi dużo do myślenia - stwierdza Parszczyński, który w Helsinkach zajął szóste miejsce.

27-letni zawodnik ma rekord życiowy 8:15,47, ale jest przekonany, że ten wynik może poprawić.

- Rekord ustanowiłem rok temu, ale po biegu nie byłem zadowolony, czułem niedosyt. Sądziłem, że uzyskam czas około 8:25. Nie spodziewałem się uzyskania minimum na mistrzostwa świata. Cóż, kiedy człowiek jest w formie to nie czuje, że nogi niosą go dużo szybciej niż zazwyczaj. Z całą stanowczością mogę powiedzieć, że stać mnie na wyniki w granicach 8:10. Brakuje mi jednak doświadczenia w mocnych biegach - uważa Parszczyński.