Rutyniarze i debiutanci. Podlaska dziewiątka na Londyn

Liczą na medal, na awans do finału czy w ogóle na sam start. Na rozpoczynających się w piątek Igrzyskach Olimpijskich w Londynie wystartuje dziewięcioro przedstawicieli klubów z naszego regionu
Robert Mateusiak, Nadia Zięba, Michał Łogosz, Adam Cwalina, Kamila Augustyn, Anna Jesień, Kamil Kryński, Łukasz Parszczyński, Diana Sokołowska, czyli pięcioro badmintonistów, troje lekkoatletów i pływaczka - to reprezentanci naszego województwa na igrzyska w Londynie.

Robert Mateusiak/Nadia Zięba

36-letni Mateusiak to olimpijski weteran. Igrzyska w Londynie będą jego czwartymi w karierze. Na trzech poprzednich grał w parze z Łogoszem. W Sydney badmintonowy debel zakończył zmagania w 1/8 finału, w Atenach koniec nastąpił w drugiej rundzie. Przed czterema laty w Pekinie były dwa ćwierćfinały - w deblu z Łogoszem oraz w mikście z Ziębą. Po tej ostatniej imprezie badmintonista (reprezentujący teraz barwy Hubala Białystok) zdecydował się na grę już tylko w mikście z Ziębą (panieńskie nazwisko Kostiuczyk). Niemal od razu przyszły też największe sukcesy. Były m.in. zwycięstwa w najbardziej prestiżowych turniejach w tej dyscyplinie sportu z cyklu Super Series. W sierpniu 2010 roku polski duet był na pierwszej pozycji w rankingu światowym. Potem z powodu kłopotów zdrowotnych spadł niżej i nie było pewne, czy zdobędzie kwalifikację olimpijską. W kwietniu zdobył jednak mistrzostwo Europy. Był więc największy sukces w historii badmintona w Polsce oraz zapewnienie przepustki do Londynu.

- Pokazaliśmy wtedy, że zasługujemy na wyjazd na igrzyska - mówi Mateusiak.

- W Londynie chcemy zdobyć medal, ale kandydatów jest dużo więcej i tych krążków nie wszystkim starczy - uśmiecha się Zięba.

Badmintoniści zmagania rozpoczną w sobotę. Polski mikst zagra w grupie B (awans uzyskają dwie pierwsze pary). Ich rywalami będą Duńczycy Joachim Fischer/Christinna Pedersen (trzecie miejsce w rankingu światowym), Japończycy Shintaro Ikeda/Reiko Shiota (11.) i Kanadyjczycy Toby Ng/Grace Gao (23.). Zięba i Mateusiak na liście światowej są na 20. pozycji.

Michał Łogosz/Adam Cwalina



Badmintonowy debel SKB Litpol-Malow Suwałki to połączenie doświadczenia z młodością. Dla 34-letniego Łogosza igrzyska w Londynie będą czwartymi w karierze. W Sydney, Atenach oraz Pekinie badmintonista grał razem z Mateusiakiem.

- Najbardziej żałuję występu w Atenach. Byliśmy wówczas świetnie przygotowani, była szansa na medal, ale trafiliśmy na takie maszyny... - wspomina Łogosz, który po tym, jak Mateusiak zdecydował się na grę tylko w mikście, musiał poszukać sobie nowego partnera. Został nim 27-letni Cwalina.

- Wcześniej grałem z Wojtkiem Szkudlarczykiem, ale trenerzy postanowili, że rozbiją nasz debel i będę grał w parze z Michałem. Stwierdzili bowiem, że możemy stworzyć duet, który zakwalifikuje się na igrzyska do Londynu. Tak też się stało - opowiada Cwalina, który w Londynie zaliczy olimpijski debiut.

- Mam nadzieję, że Adama nie zje stres, już jest chyba lekko zdenerwowany - uśmiecha się Łogosz. - Ja nie czuję żadnej presji i mam nadzieję, że właśnie z tego względu będzie mi się grało dobrze. Dla mnie igrzyska to są zawody, na których liczy się tylko medal. Zajęcie piątego czy szóstego miejsca jest może i fajne, ale ja już piąty byłem.

Polski debel trafił do grupy B, do dalszych zmagań awansują dwie pary. Nasz duet będzie rywalizował z reprezentantami Korei Ko Sung Hyun/Yoo Yeong Seong, Indonezji Mohammad Ahsan/Bona Septano oraz Tajlandii Bodin Issara/Maneepong Jongjit.

- Koreańczycy na ostatnich mistrzostwach świata zdobyli srebrne medale, Indonezyjczycy brązowe, a Tajowie w ostatnich turniejach wygrywali ze wszystkimi z czołówki światowej. Będzie ciężko - wzdycha Cwalina.

Polacy pierwszy mecz rozegrają w sobotę.

Kamila Augustyn



30-letnia Augustyn przez lata była związana z Piastem Słupsk. Od niedawna reprezentuje jednak barwy SKB Litpol-Malow Suwałki. Teraz przed nią start na kolejnych igrzyskach (w Pekinie odpadła w pierwszej rundzie), chociaż zanosiło się na to, że badmintonistka do Londynu nie pojedzie. Przez dwa lata odpoczywała od grania.

- To było zużycie materiału. Nie miałam przyjemności z grania, przychodziłam na treningi, żeby je odbębnić. Postanowiłam, że takie trenowanie na pół gwizdka nie ma sensu - tłumaczy swą przerwę Augustyn. - Nie było jednak tak, że kompletnie odcięłam się od badmintona. Byłam trenerką w Słupsku i kadrze województwa pomorskiego.

Po wznowieniu kariery zawodniczej Augustyn musiała wspinać się w rankingu światowym, gdyż to właśnie na podstawie tej listy były przyznawane kwalifikacje do Londynu. Badmintonistka awansowała na 70. pozycję i to dało jej przepustkę na igrzyska.

- O kwalifikację było trudno, bo miałam też problemy zdrowotne. Uciekały mi więc kolejne turnieje, na których mogła zdobyć potrzebne punkty, ale w końcu się udało - stwierdza Augustyn, która pierwsze spotkanie w Londynie rozegra w sobotę, a jej rywalkami w grupie (awans uzyska tylko jedna singlistka) będą Dunka Tine Baun oraz Rosjanka Anastasia Prokopenko.

- Jaki jest mój cel na igrzyska? Zagrać jak najlepiej. Marzenie? Oczywiście medal - mówi Augustyn.

Anna Jesień



Dla 33-letniej zawodniczki igrzyska w Londynie będą czwartymi w karierze. Przed czterema laty na zawodach w Pekinie Jesień była nawet jedną z faworytek biegu na 400 metrów przez płotki. Rok wcześniej na mistrzostwach świata w Osace zajęła bowiem trzecie miejsce, ustanawiając rekord Polski - 53,86 s. W finałowym biegu w Pekinie uplasowała się na piątej pozycji.

Aktualnie zawodniczce, która od dwóch sezonów reprezentuje barwy Prefbetu Śniadowo Łomża, trudno zbliżyć się do swego najlepszego osiągnięcia. Zresztą przez ostatnie dwa sezony Jesień zmagała się z różnymi kontuzjami. W tym roku także miała kłopoty z kolanem, ale zdołała się na tyle przygotować, aby już na początku sezonu uzyskać minimum na igrzyska olimpijskie - 55,46 s. W dalszej części sezonu tego wyniku nie poprawiła.

- Forma rośnie. Na treningach osiągam czasy porównywalne jak te z sezonu na przykład 2008, ale na zawodach trudniej jest to powtórzyć niż było to wtedy. Nie wiem, skąd to się bierze. Nie mogę obiecać, że w Londynie zbliżę się do mojej "życiówki", ale będę się starała. W mojej sytuacji celem będzie dojście do finału, ale łatwo nie będzie - mówi Jesień, która w Londynie może pobiec także w sztafecie 4x400 metrów. W tej konkurencji też będzie jej trudno o awans do finału.

- Przed tegorocznym sezonem w ogóle nikt nie dawał szans tej sztafecie na awans do igrzysk - przypomina Jesień. - A my zrobiłyśmy minimum, awansowałyśmy do finału mistrzostw Europy. Jest więc cały czas postęp.

Eliminacje 400 metrów przez płotki zostaną rozegrane 5 sierpnia.

Kamil Kryński



Rekord życiowy na 200 metrów i rekord Polski w sztafecie 4x100 metrów - to cele sprintera Podlasia Białystok Kamila Kryńskiego przed startem w Londynie. Na wysokie miejsce 25-letniego zawodnika w biegu indywidualnym jednak trudno liczyć. Co prawda od kilku sezonów jest on najlepszy w kraju na 200 metrów, ale jego tegoroczny rekord życiowy 20,56 s plasuje go daleko na listach światowych. W niedawnych mistrzostwach Europy w Helsinkach nie zdołał awansować do finału.

Większe szanse na dobry wynik białostoczanin ma w sztafecie 4x100 metrów, której od kilku sezonów jest mocnym punktem. Ale jest to konkurencja mocno loteryjna, co potwierdzają występy Polaków w ostatnich dwóch najważniejszych imprezach. Rok temu na mistrzostwach świata w Daegu Polska zajęła czwarte miejsce ze stratą do trzeciej pozycji 0,01 s. Ale należy zaznaczyć, że biegu finałowego nie ukończyła faworyzowana sztafeta USA czy Wielka Brytania. Z kolei na tegorocznych mistrzostwach Europy to Polaków dopadł pech i już w biegu eliminacyjnym mieli kłopoty z przekazywaniem pałeczki i nie ukończyli go.

Trener kadry sprinterów Tadeusz Osik skład sztafety będzie wybierał z szóstki kandydatów. Są to Kryński, Dariusz Kuć, Artur Zaczek, Kamil Masztak, Robert Kubaczyk, Jakub Adamski.

- Trener nigdy wcześniej nam nie zdradza, w jakim składzie pobiegniemy - mówi Kryński. - Jest to decyzja, którą podejmie już na miejscu, po uwzględnieniu aktualnej dyspozycji czy na przykład warunków atmosferycznych. Na treningach próbujemy różnych kombinacji. Najważniejsze będzie awansować do finału, a tam może zdarzyć się wszystko.

Eliminacje 200 metrów zostaną rozegrane 7 sierpnia, a eliminacje sztafet 10 sierpnia.

Łukasz Parszczyński



27-letni zawodnik Podlasie reprezentuje od początku 2011 roku, wcześniej przez dziesięć lat był związany z warszawską Polonią. W tym samym czasie, jak zmieniał klub, postanowił też skupić się na dystansie 3000 metrów z przeszkodami. Okazało się, że stał się najlepszym zawodnikiem w Polsce w tej konkurencji. W ubiegłym roku zakwalifikował się na mistrzostwa świata w koreańskim Daegu. Ale występ tam zakończył na eliminacjach.

W tym roku wystartował w mistrzostwach Europy w Helsinkach i był wymieniany nawet w gronie faworytów do medalu. Ostatecznie zajął szóste miejsce ze słabym czasem 8:38,76 min.

- To nie był finał, jakiego oczekiwałem, tempo było wolne, nie znalazłem swojego rytmu i dlatego tak słabo wypadłem - wspomina Parszczyński. - Szkoda, bo byłem naprawdę dobrze przygotowany, ale znowu nabrałem potrzebnego doświadczenia. Teraz wiem, że zupełnie inaczej rozegrałbym ten bieg.

Tegoroczny najlepszy rezultat zawodnika 8:21,80 min plasuje go w końcówce trzeciej dziesiątki na listach światowych. Celem Parszczyńskiego w Londynie jest awans do finału.

- Nie może się powtórzyć taki bieg jak w Helsinkach - mówi Parszczyński. - Tym razem chcę jak najmocniej pobiec w eliminacjach i już w tym biegu dać z siebie wszystko. Czas w granicach rekordu życiowego powinien dać awans. Znam już około 90 procent zawodników, którzy biegają na tym dystansie i wiem, jak oni to rozgrywają. Nikogo nie muszę się bać, przecież pierwsi z mistrzostw Europy to także czołówka światowa, a gdybym lepiej to rozegrał, to byłbym przed nimi.

Eliminacje biegu przeszkodowego zostaną rozegrane 3 sierpnia.

Diana Sokołowska



16-letnia pływaczka białostockiej Juvenii to najmłodsza reprezentantka Polski na igrzyska w Londynie.

- Jak każdego sportowca tak też moim marzeniem było to. żeby pojechać na igrzyska. Nie przypuszczałam jednak, że uda mi się to już w tak młodym wieku - przyznaje Sokołowska, która w Londynie może popłynąć w sztafecie 4x200 metrów stylem dowolnym. Może, gdyż w składzie jest rezerwową.

- Trenuję razem z dziewczynami ze sztafety, a obecnie do startu na igrzyskach w tej konkurencji przymierzane są Katarzyna Wilk, Karolina Szczepanik, Ola Putra i oczywiście Otylia Jędrzejczak - wylicza Sokołowska. - Tego samego dnia, kiedy jest wyścig sztafet, Otylia może mieć start na 200 metrów delfinem i od niej będzie zależeć, czy popłynie w obu konkurencjach. Wszystko okaże się już na miejscu. Nie wiem, na co będzie nas stać w Londynie. Każda z nas chciałaby pobić "życiówkę", jeżeli to nam się uda, to... zobaczymy.

Młoda zawodniczka w swej kategorii wiekowej w kraju nie ma sobie równych. Zresztą ma w swym dorobku medale, i to złote, wywalczone na seniorskich mistrzostwach Polski.

- Muszę jednak przyznać, że chyba bardziej jestem zadowolona ze startów w międzynarodowych imprezach. Ostatnio zajęłam piąte miejsce na mistrzostwach Europy juniorów i chociaż to nie był medal, to jestem z tego wyniku bardzo zadowolona. Byłam przecież piąta w Europie - stwierdza Sokołowska.

Eliminacje sztafet 4x200 metrów stylem dowolnym zaplanowane są na 1 sierpnia.

Więcej o: