Sport.pl

Krzysztof Zimnoch wygrywa. Rywal klinczował i... gryzł

Krzysztof Zimnoch wygrał kolejną walkę na zawodowym ringu. Na gali w Wieliczce pokonał na punkty po ośmiorundowym pojedynku Artura Binkowskiego.
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Wygrana Zimnocha nie podlegała dyskusji. Przez wszystkie rundy to niepokonany w kategorii ciężkiej bokser z Białegostoku miał przewagę. W ósmym starciu było blisko nokautu, ale wówczas Binkowski wykorzystał swoje doświadczenie. Oparł się o liny i dotrwał do końca pojedynku. Chociaż też trzeba przyznać, że pod koniec ósmego starcia z kondycją 38-letniego Binkowskiego, ale też o osiem lat młodszego Zimnocha, najlepiej nie było.

Ogólnie walka nie była zbyt czysta. Między bokserami często iskrzyło. Zdarzyła się nawet ostra wymiana zdań, po której obaj zostali upomniani przez sędziego. Ponadto Binkowski często klinczował, a w pewnych momentach nawet... gryzł rywala.

W telewizyjnym wywiadzie po walce dla stacji Polsat Zimnoch nadal był rozemocjonowany.

- Możemy sobie wyjaśnić wszystko. Ja sprawy osobiste załatwiam poza ringiem. Drzwi Białegostoku są otwarte - mówił.

Nie zabrakło też pytania o walkę z Arturem Szpilką. - Potrzebuję trzech miesięcy i jestem gotowy - powtórzył już po raz kolejny białostoczanin. Szpilka był na gali w Wieliczce i wykrzykiwał coś po walce do będącego jeszcze na ringu Zimnocha.

Więcej informacji na bialystok.sport.pl

Więcej o:
Komentarze (2)
Krzysztof Zimnoch wygrywa. Rywal klinczował i... gryzł
Zaloguj się
  • wiceherszt

    Oceniono 7 razy 3

    Ze sportowego punktu widzenia walka była dosyć żałosnym widowiskiem. Młodszy i teoretycznie lepiej przygotowany, bo aktywny boksersko Zimnoch nie był w stanie znokautować ani nawet na krótko posłać na deski starszego o osiem lat i od dawna nie boksującego weterana, co niezbyt dobrze świadczy o bokserze z Białego Stoku.

    Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że pomimo bezdyskusyjnej wygranej Zimnocha znacznie ładniej zaprezentował się Binkowski, walczył bowiem sprytnie, unikając najmocniejszych ciosów przeciwnika i w razie potrzeby umiejętnie klinczując. Widać było doświadczenie i rutynę, którymi nadrabiał rozłąkę ze sportem i braki kondycyjne.

    Samo widowisko, mimo że sportowo beznadziejne dostarczyło mi jednak pozytywnych emocji, chichotałem praktycznie całą walkę, bo te wzajemne pyskówki czy gryzienie w wykonaniu Binkowskiego były kawałem dobrej, jarmarczno - cyrkowej zabawy. Takie walki należałoby organizować na jakimś "festynie wieprzowiny" czy innym "święcie szaszłyka", publiczność byłaby zachwycona.

  • vertus100

    Oceniono 4 razy -2

    To zdecydowane na punkty było naprawde widać :D:D:D:D parodia.Coż to dużo mówić czekam na walke ze szpiką w ktorej krzysiaczek padnie szybciej niż mu sie wydaje.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX