Sport.pl

Patrycja Maliszewska przed startem na igrzyskach: Plan minimum to brąz

Patrycja Maliszewska to jedyna reprezentantka województwa podlaskiego, która weźmie udział w rozpoczynających się w piątek Igrzyskach Olimpijskich w Soczi. - Stawiam sobie wysokie cele - mówi 25-letnia łyżwiarka Juvenii Białystok mająca za sobą start na igrzyskach w Vancouver
Short-track to łyżwiarstwo szybkie na krótkim torze o kształcie owalu i długości 111 metrów. Prym w tej dyscyplinie sportu wiodą reprezentanci Kanady, USA, Japonii, Korei Południowej, Holandii i Włoch.

Podczas wyścigów zawodnicy osiągają prędkość ponad 40 km/godz. Jadąc po wirażu, łyżwiarze podpierają się ręką, żeby nie upaść, ale upadki często wpływają na wynik rywalizacji. Na igrzyskach w Salt Lake City niespodziewanie złoty medal na dystansie 1000 metrów zdobył Australijczyk Steven Bradbury. W półfinałowym biegu przewrócili się przed nim dwaj rywale, a trzeci został zdyskwalifikowany. Podobna sytuacja powtórzyła się w finale. Australijczyk jechał na ostatnim miejscu, ale przed metą doszło do kolizji przeciwników i to on zdobył złoty medal.

Rozmowa z Patrycją Maliszewską

Tomasz Piekarski: Igrzyska w Soczi będą twymi drugimi w karierze. Stres, emocje będą w związku z tym mniejsze niż cztery lata temu w Vancouver?

Patrycja Maliszewska, zawodniczka Juvenii Białystok: - Z tego względu, że są to moje drugie igrzyska na pewno nie będę się tak mocno denerwowała. W Vancouver to była moja pierwsza olimpiada i sama nie wiedziałam czego oczekiwać. Byłam ogromnie zadowolona, że mimo różnych utrudnień, udało mi się wtedy zdobyć w ogóle kwalifikację. Teraz trochę inaczej do tego wszystkiego podchodziłam. Koncentrowałem się na igrzyskach, wiedziałam, że muszę dobrze jeździć żeby być pewną wywalczenia przepustki. Przez dwa ostatnie sezony byłam w zasadzie cały czas w pierwszej szesnastce w zawodach Pucharu Świata [łyżwiarka zdobyła też srebrny (2011 rok) oraz brązowy (2013 rok) medal na mistrzostwach Europy na dystansie 500 metrów - red.]. Wywalczyłam kwalifikację i teraz skupiam się na tym, żeby w Soczi pojechać lepiej niż cztery lata temu w Vancouver. Na pewno będę walczyć o jak najwyższe miejsce.

W Vancouver zajęłaś 29. miejsce na 500 oraz 1500 metrów. W Soczi wystartujesz na swym koronnym dystansie 500 metrów oraz na 1000 metrów. Jaki jest plan minimum?

- Mój plan minimum to medal.

Myślałem, że medal to plan maksimum.

- Minimum to brązowy, a maksimum to złoty. Stawiam sobie wysokie cele. Nie chcę zmykać się na pierwszej szesnastce czy dziesiątce. Gdybym założyła sobie taki cel to nie będę wiedziała co zrobić w kolejnym biegu, gdy już to założone zadanie zrealizuję. Wówczas psychicznie i fizycznie nie byłabym w stanie walczyć dalej. Także nastawiam się na najlepsze i będę walczyć.

Przed czteroma laty w Vancouver oprócz ciebie startowali jeszcze Jakub Jaworski oraz Paula Bzura. Teraz będziesz sama, a założenia przecież były inne.

- Tak. Plany, cele wyznaczał John Monroe, który był wcześniej naszym trenerem [Kanadyjczyk po tym jak kwalifikację na igrzyska zdobyła tylko Maliszewska został zwolniony - red.]. Niestety nie wyszło tak jakbyśmy chcieli, ale każdy pracował na swój sukces. Ja mocno pracowałem i skupiałem się na tym co mam zrobić. Swój cel osiągnęłam. Szkoda, że wyszło tak, że jestem sama, ale nie mogę się teraz nad tym zastanawiać. Muszę skupić się na sobie.

Duże było rozczarowanie w reprezentacji po nieudanych kwalifikacjach do Soczi?

- Na pewno tak. Z jednej strony można powiedzieć, że zajęcie miejsca w gronie 32. najlepszych na danym dystansie nie wydaje się aż tak trudne, ale trzeba popatrzeć też na inną sprawę. Na te dwie imprezy Pucharu Świata, które były kwalifikacjami, przyjechało zdecydowanie więcej zawodników niż na inne pucharowe zawody. Niektóre z tych osób naprawdę przeszkadzały podczas biegów, a ponadto wyścigów było więcej niż zazwyczaj i zajęcie miejsca dającego przepustki na igrzyska nie było łatwe. Wszyscy się mocno starali, każdy dał z siebie wszystko, a potem wszyscy byliśmy zawiedzeni, że nie poszło tak jakbyśmy chcieli. Jeszcze liczyliśmy na to, że z listy rezerwowej ktoś otrzyma kwalifikacje, ale nic z tego.

Teraz trenerem kadry jest Dariusz Kulesza, który w zasadzie nie tak dawno był jeszcze zawodnikiem, z którym razem trenowałaś. Jak układa się wasza współpraca?

- W porządku. Darek ma swoją wizję, ma swój plan i trzyma się tego. Nie stresuje się sytuacjami, które przypadkowo gdzieś po drodze wychodzą, tylko jest skupiony na tym co ma robić. Nie odpuszcza nam, kiedy ma być ciężko jest ciężko. Kiedy mamy sobie odpuścić, chociaż chcielibyśmy jeszcze potrenować, on mówi "nie". Na pewno on podciągnął nasz poziom. Gdyby kwalifikacje na igrzyska były teraz to na pewno nasze wyniki byłyby inne.

Twoim ostatnim startem przed Soczi były mistrzostwa Europy. Zajęłaś na nich ósmą pozycję na 1000 metrów i dziewiątą na 500 metrów. Jak ocenisz ten występ?

- Byłam w końcówce bardzo ciężkiego mikrocyklu treningowego więc na to jak się czułam to były naprawdę dobre wyniki. Trochę szkoda startu na 500 metrów, w którym w półfinale zostałam zdyskwalifikowana. To była kontrowersyjna decyzja gdyż dzień później w wyścigu na 1000 metrów w takiej samej sytuacji to ja dostałam awans, a inna zawodniczka została zdyskwalifikowana. Nie mam jednak wpływu na decyzje sędziowskie i nie chcę się nam nimi rozwodzić. Nie myślę już o tym co było na mistrzostwach Europy. Zresztą jeżeli zdobędę medal na igrzyskach to nikt o mistrzostwach Europy nie będzie pamiętał [pierwszy stary Maliszewskiej w Soczi 10 lutego - red.].

Więcej o: