Patrycja Maliszewska po powrocie z igrzysk: Koniec kariery? Nie mówiłam o tym głośno

- Oczywiście chciałoby się czegoś więcej, ale cieszę się z tego, co mam - mówi po powrocie z Igrzysk Olimpijskich w Soczi Patrycja Maliszewska, łyżwiarka Juvenii Białystok
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Tomasz Piekarski: Stawiam sobie wysokie cele. Minimum to brązowy, a maksimum to złoty medal - tak mówiłaś przed igrzyskami...

Patrycja Maliszewska (short-track, Juvenia Białystok): - To są dalej moje cele, to są dalej moje marzenia, nic się w tej kwestii nie zmieniło. To, że teraz tego nie osiągnęłam, nie znaczy, że nie mogę tego osiągnąć. Dalej to jest dla mnie coś, co chciałabym zrobić, do tego dążę. Najważniejsza jest droga, wynik, jaki wyjdzie z tego wszystkiego, jest bardzo ważny, ale droga jest najważniejsza.

W Soczi zajęłaś 14. miejsce na 1000 metrów i 18. pozycję na 500 metrów. Jak ocenisz te występy?

- Na 500 metrów nie miałam szczęścia. W eliminacjach trafiłam na dwie zawodniczki, które potem zdobyły złoty i srebrny medal [Chinka Jianrou Li oraz Włoszka Arianna Fontana - red.]. To był trudny bieg, nie miałam szczęścia, żeby trafić przynajmniej na jedną zawodniczkę, z którą mogłam powalczyć. Natomiast czasowo wypadłam całkiem dobrze, bo według czasu byłam na jedenastej pozycji, czyli mniej więcej na takim miejscu, jakie zajmowałam w zawodach Pucharu Świata. Natomiast do rywalizacji na 1000 metrów przystępowałam z najgorszym rankingiem. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy z Darkiem Kuleszą [były zawodnik, obecnie trener - red.] mocno popracowaliśmy nad tym i to dało 14. miejsce. To jest naprawdę dobre miejsce, bo do Soczi przyjechałam z 44. rankingiem, a zajęłam 14. pozycję.

Po starcie na 500 metrów mówiłaś m.in., że nie poradziłaś sobie trochę ze stresem. Teraz można tylko gdybać, co byłoby gdyby najpierw był start na 1000 metrów, a później na 500 metrów.

- Na pewno liczyłam na dobry występ na 500 metrów, bo w tym się specjalizuję. Program był jednak tak ułożony, a nie inaczej. Stres na igrzyskach odgrywa na pewno dość dużą rolę i niestety wyszło jak wyszło.

Po swym występie jesteś bardziej zadowolona czy rozczarowana?

- Raczej zadowolona. Oczywiście chciałoby się czegoś więcej, ale cieszę się z tego, co mam. Cieszę się, że byłam świadkiem tylu wspaniałych chwil wśród łyżwiarzy, które zainspirowały mnie. Mimo tego, że miałam jakieś wątpliwości co do kontynuacji mojej kariery, to wydaje mi się, że oni dali mi inspirację do tego, że rzeczywiście można.

Myślałaś o tym, żeby już zakończyć karierę?

- Nie mówiłam tego głośno i dalej nie chcę o tym mówić. Ja już mam prawie 26 lat, a short-track jest bardzo wymagający, na następnych igrzyskach miałabym 30 lat. Czy ja podołam temu, czy mój organizm i moja głowa wytrzyma to wszystko przez kolejne cztery lata? Tego nie wiem. Teraz chcę dokończyć sezon. Następnie będą wybory w naszym związku, zobaczymy, kto zostanie nowym trenerem. Decyzja uzależniona jest od wielu czynników.

Więcej informacji na bialystok.sport.pl