Kamila Lićwinko faworytką mistrzostw świata

Kamila Lićwinko (skok wzwyż) i Łukasz Parszczyński (3000 metrów) z Podlasia Białystok ustanowili w tym roku rekordy Polski. W weekend wystartują w halowych mistrzostwach świata w Sopocie. Zawodniczka to jedna z kandydatek do medalu.
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Lićwinko ma szansę być drugą w historii medalistką halowych mistrzostw świata z województwa podlaskiego. Jak dotychczas jedyny medal w tej imprezie zdobyła kulomiotka Podlasia Krystyna Danilczyk. W 1999 roku w Maebashi zajęła drugie miejsce.

Lićwinko od początku roku dostarcza mocnych argumentów, aby stawiać ją w ścisłym gronie faworytek. Blisko 28-letnia skoczkini wzwyż, będąca w życiowej formie, już dwa razy pokonała wysokość dwóch metrów (absolutny rekord Polski). Po raz drugi dokonała tego dwa tygodnie temu podczas halowych mistrzostw Polski rozegranych także w sopockiej hali Ergo Arena. Co trzeba zaznaczyć podczas konkursu nie strąciła poprzeczki ani razu. Po tych zawodach zawodniczka została w Sopocie.

- Cały poprzedni tydzień mieliśmy szansę trenować w Ergo Arenie - mówi Michał Lićwinko, mąż i trener zawodniczki. - Trzeba przyznać, że nawierzchnia Kamili bardzo odpowiada. Może znajomość hali i nawierzchni daje nam lekką przewagę nad rywalkami. Ponadto będziemy mieli publiczność za sobą, także jesteśmy dobrej myśli.

Kwalifikacje skoku wzwyż kobiet będą pierwszą konkurencją rozegraną podczas mistrzostw świata. Początek już w piątek o godzinie 10, a minimum kwalifikacyjne ustalono na 195 cm. Zgłoszonych jest 17 zawodniczek, w finale wystąpi osiem. Oprócz Lićwinko dwa metry w tym sezonie skoczyły jeszcze: Rosjanka Maria Kuchina, Hiszpanka Ruth Beitia i Chorwatka Blanca Vlasić. Finał w sobotni wieczór.

- Myślę, że kwalifikacje do finału powinno dać 193 cm - planuje Lićwinko. - Natomiast walka o medale najprawdopodobniej rozegra się na wysokości dwóch metrów, a nawet wyżej.

Niemałe są premie za medale. Złoci medaliści dostaną 40 tysięcy dolarów, drugie miejsce jest warte 20 tysięcy, a trzecie 10.

Natomiast Parszczyński minimum na mistrzostwa świata wypełnił w ostatnim momencie. Podczas mistrzostw Polski na 3000 metrów uzyskał 7:49,26 min, co jest rekordem kraju. 28-letni zawodnik twierdzi, że specjalnie nie przygotowywał się do startów w hali.

- Sam trochę się dziwię, że jestem w bardzo dobrej formie, bo w tym roku bardziej miałem się nastawić na starty latem - mówi Parszczyński. - Nie byłem na obozie wysokogórskim i dlatego jestem pewny, że żadnej niespodziewanej obniżki formy nie będzie tak jak to u mnie bywało po takich zgrupowaniach. Do formy dochodziłem ze startu na start i mam nadzieję, że na mistrzostwach świata jeszcze się poprawię.

Tegoroczny wynik Parszczyńskiego plasuje go w końcówce stawki wśród 21 zawodników zgłoszonych na tym dystansie. Najlepsi mają czasy lepszy o około 15 sekund.

- Będą dwa biegi kwalifikacyjne i najważniejsze to wejść do finału - twierdzi zawodnik. - W finale czasy już nie grają takiego znaczenia. Być może bieg będzie wolny i rozegra się w końcówce. Może będzie tempo akurat dla mnie, zobaczymy.

Biegi kwalifikacyjne zaplanowano na piątek wieczorem, a finał w niedzielę o 16.10.

Więcej informacji na bialystok.sport.pl