Kamila Lićwinko mistrzynią świata. Trudna droga na szczyt

Kamila Lićwinko

Kamila Lićwinko (Fot. Alik Keplicz)

Miała w swojej karierze moment zwątpienia, ale jeszcze raz postawiła na sport. Opłaciło się. W sobotę Kamila Lićwinko została pierwszą Polką, która zdobyła halowe mistrzostwo świata
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Jak ogromny jest to sukces, niech świadczy fakt, że złoto skoczkini wzwyż Podlasia Białystok jest dopiero trzecim dla Polski w tej imprezie.

Wcześniej na pierwszym miejscu stawali Sebastian Chmara w siedmioboju w 1999 roku i męska sztafeta 4x400 metrów w 2001 roku. Z lekkoatletów z naszego regionu medal halowych mistrzostw świata do soboty miała tylko kulomiotka, także Podlasia Białystok, Krystyna Danilczyk-Zabawska, która w 1999 w japońskim Maebashi była druga.

Dwa złote medale

Mało tego, urodzona 22 marca 1986 roku w Bielsku Podlaskim Lićwinko złoto zdobyła po bardzo emocjonującym konkursie i z finałem, jakiego jeszcze w historii nie było. Polka i Rosjanka Maria Kuczina skakały identycznie. W pierwszej próbie pokonały 185, 190, 194 i 200 cm. Po jednej zrzutce zaliczyły na wysokości 197 cm i miały trzy nieudane skoki na wysokości 202 cm. Obie cieszyły się z medalu, ale w sumie do końca nie były pewne, jakiego koloru jest ten krążek. Na rozbiegu skoczni zrobiło się małe zamieszanie, gdyż pojawiła się informacja, że o pierwszym miejscu miałaby zadecydować dogrywka. Żadna z zawodniczek nie miała na to ochoty. To Lićwinko wyszła z inicjatywą, aby przyznać dwa pierwsze miejsca, a jak się okazało, regulamin Międzynarodowej Federacji Lekkoatletycznej na to pozwala. Polka z flagą i łzami szczęścia w oczach mogła świętować swój triumf wspólnie z kibicami, którzy w komplecie wypełnili sopocką Ergo Arenę.

- Rozmawiałam z Kucziną i ustaliłyśmy, że razem będziemy stały na najwyższym stopniu podium. Nie byłam pewna, czy jest to zgodne z zasadami IAAF, ale okazało się, że jest taka szansa. Sędzia główny powiedział, że jest to możliwe, i obie otrzymałyśmy złoto - mówi Lićwinko, która będzie musiała z Rosjanką podzielić się także 40 tysiącami dolarów premii za pierwsze miejsce. - To ja zapytałam Rosjankę, ona przyznała, że nie chce już skakać. Sama też nie miałam już sił. Byłam mocno wycieńczona, dodatkowo podkręciłam w pierwszym skoku nogę, więc nie było już sensu ryzykować. Gdyby jednak Rosjanka zdecydowała się wystąpić, oczywiście też podjęłabym rękawicę.

Po konkursie Kuczina twierdziła, że była przekonana, że jest druga, i propozycję, aby dwie były ex aequo na pierwszym miejscu, przyjęła z radością.

Myśli o zakończeniu kariery

Sobotni wynik jest powodem do olbrzymiej radości, a trzeba wszak zaznaczyć, że do 2013 roku kariera Lićwinko przebiegała bez spektakularnych sukcesów. Owszem, absolwentka Szkoły Mistrzostwa Sportowego z Dojlid kolekcjonowała tytuły mistrzyni Polski w hali i na otwartym stadionie, ale na arenie międzynarodowej większymi osiągnięciami nie mogła się pochwalić. W dużej imprezie zadebiutowała w 2005 roku, zajmując siódme miejsce w mistrzostwach Europy juniorów (do lat 19). Lepiej było dwa lata później na młodzieżowych mistrzostwach Europy (do lat 23), gdzie była czwarta. Jeszcze w 2009 roku z wynikiem 193 cm zajęła ósme miejsce w halowych mistrzostwach Starego Kontynentu i jej kariera zatrzymała się. Nie było progresu wyników, a do tego przyplątały się kontuzje i stracone dwa lata 2011-2012. Jak twierdzi sama zawodniczka, znana wcześniej pod panieńskim nazwiskiem Stepaniuk, były nawet myśli o zakończeniu kariery. Nowe bodźce i chęci przyszły w 2013 roku wraz ze zmianą trenera. Po 10 latach współpracy rozstała się z Januszem Kuczyńskim, a jej szkoleniowcem został wówczas narzeczony, a teraz już mąż (jesienią 2013 roku wzięli ślub) Michał Lićwinko - kulomiot, który z powodu kontuzji musiał wcześniej zakończyć karierę. Jak się okazało, było to celne posunięcie, poprzedni rok był bardzo dobry. Przede wszystkim, skacząc 199 cm, po blisko 30 latach poprawiła rekord Polski Danuty Bułkowskiej. Na mistrzostwach świata w Moskwie zajęła siódme miejsce i w końcu wygrała dużą międzynarodową imprezę - Uniwersjadę w Kazaniu.

- Sporo zmieniło się w moim treningu, Michał wprowadził wiele ćwiczeń specjalistycznych. Ale przede wszystkim to on mnie zmobilizował do podjęcia jeszcze jednej próby powrotu do wysokiego skakania - mówiła wtedy Lićwinko.

Od początku 2014 roku zawodniczka Podlasia wystrzeliła i zaskoczyła wspaniałą dyspozycją. W swoim drugim starcie w sezonie halowym ustanowiła absolutny rekord kraju - 200 cm. Takim samym wynikiem zdobyła mistrzostwo Polski i w sobotę mistrzostwo świata.

- Nawet nie przypuszczałam, że to się tak fantastycznie ułoży - cieszy się Lićwinko. - Na pewno nie spocznę na laurach, bo wiem, że mogę skakać wysoko. Jestem przekonana o tym, że trening, który jest realizowany, prowadzi w dobrym kierunku.

A miała się nie nadawać...

Niemałą rolę w karierze skoczkini odegrał wspomniany Kuczyński. Dziś 80-letni szkoleniowiec pracował z lekkoatletką 10 lat. Przed laty mama mistrzyni świata Wanda Falkowska postawiła warunek, że jeżeli Kamila ma trenować, to tylko pod okiem Kuczyńskiego. Falkowska to także była zawodniczka doświadczonego szkoleniowca. Tak więc Kuczyński, który od kilku sezonów odpoczywał już od trenerki, widząc ogromny talent nastolatki zdecydował się wziąć ją pod opiekę. Tak Lićwinko trafiła do białostockiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego.

- Wykorzystując swoje znajomości w Polskim Związku Lekkiej Atletyki, na początku kariery Kamili zawiozłem ją na dwa obozy kadry - wspominał swego czasu Kuczyński na łamach "Wyborczej". - Ale trenerzy uznali, że się nie nadaje do lekkiej atletyki. Także trenowała poza kadrą ze mną, ale z kadrowiczkami przez kilka sezonów nie przegrała ani razu. Rekord Polski w 2013 roku ustanowiła po ośmiu miesiącach po rozstaniu ze mną. Trenując u mnie, zrobiła jeszcze dwa kierunki studiów (gospodarkę przestrzenną w Wyższej Szkole Finansów i Zarządzania oraz ukończona Wyższa Szkoła Wychowania Fizycznego i Turystyki). Rozstaliśmy się w dobrych relacjach i dalej jej kibicuję.

Więcej informacji na bialystok.sport.pl

Komentarze (2)
Kamila Lićwinko mistrzynią świata. Trudna droga na szczyt
Zaloguj się
  • maronek1983

    Oceniono 1 raz 1

    Żaden Dziki Zachód, nikt tu nikogo nie ubłagał. To delegat IAAF-u podjął taką decyzję.
    Zawody super,widownia też. Szkoda że tak mało o tym mówi się w mediach.Wszak do Sopotu zjechało mie mało wybitnych lekkoatletów,których tak szybko ponownie nie zobaczymy.

  • hvidehus

    Oceniono 3 razy -3

    Fajnie ze Licwinko wygrala po ublaganiu Kucziny zeby dalej nie skakac, ale taka nagla zmiana przepisow moze tylko zdazyc sie w Polsce. Tez fajnie... Dziki Zachod tylko w Polsce.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX