Instynkt Karola Salika uratował Wigry

Wigry Suwałki remis ze Stomilem Olsztyn zawdzięczają głównie bramkarzowi Karolowi Salikowi, który zaliczył bardzo dobre spotkanie.
BIALYSTOK.SPORT.PL NA FACEBOOKU - POLUB NAS

Salik bardzo dobrze bronił przez cały mecz, ale wyśmienite interwencje zaliczył przede wszystkim w końcówce pierwszej połowy. Po rzucie rożnym instynktownie obronił dwa strzały Irakli Meskhiia i Tomasza Wełny.

- Zaraz po meczu ciężko powiedzieć, jak ja to obroniłem - stwierdza Salik. - Ale w sumie ja jestem od tego, aby w takich sytuacjach pomagać kolegom, i cieszę się, że się udało. Zdecydowanie zadziałał instynkt. Widziałem, że zawodnik jest na czystej pozycji i będzie uderzał głową. Wtedy akurat nie ruszałem się i trafił mnie. Przy dobitce postanowiłem, że pójdę w lewo, a piłka trafiła mnie w rękę i przeszła nad poprzeczką. Niedosyt po meczu jest, bo graliśmy o trzy punkty, ale ten wynik szanujemy. Jesteśmy przecież beniaminkiem i jest to nasz pierwszy mecz w I lidze. Gra może nie wyglądała najlepiej, ale upał nam nie pomagał. Mieliśmy szybciej grać piłką, zmieniać ciężar gry. To Stomil miał biegać za piłką, a nie wyglądało to tak. Musimy z tego meczu wyciągnąć wnioski i nie popełniać tych błędów. Chwała chłopakom, że po stracie bramki szybko odpowiedzieliśmy także golem, bo w drugiej połowie byłoby już bardzo ciężko. Szkoda straconej bramki, bo to my wychodziliśmy z kontrą i nastąpiła strata w środku pola. Niepilnowany zawodnik przejął piłkę na 20. metrze i miał dużo czasu na oddanie strzału. Nie do końca widziałem lot piłki i ciężko było coś zrobić. W sumie to ja zawsze mam pretensje do siebie po straconym golu.

Więcej informacji na bialystok.sport.pl