Frankowski strzela, Jaga zwycięża

Rewelacyjnie rundę wiosenną rozpoczęli piłkarze Jagiellonii. Dwa gole powracającego do klubu, w którym zaczynał piłkarską karierę Tomasza Frankowskiego oraz trafienie Pawła Zawistowskiego dało białostoczanom zwycięstwo nad Arką Gdynia. - Polskie powietrze mi służy - żartował po meczu trzykrotny król strzelców ekstraklasy
7 października 1992 roku 18-letni Tomasz Frankowski zdobywa swego pierwszego gola w ekstraklasie. Młody napastnik Jagiellonii wykorzystał rzut karny w przegranym 2:3 meczu z Szombierkami Bytom. Białostoczanie wówczas spadli jednak z ekstraklasy, a Frankowski odszedł do francuskiego RC Strasbourg. Za granicą wiodło mu się różnie i zaliczył nawet epizod w lidze japońskiej. Przed 11 laty postanowił wrócić do polskiej ligi, ale już nie do Jagiellonii, a krakowskiej Wisły. Debiut w nowym klubie wypadł niezwykle okazale. Napastnik zdobył gola, a krakowianie pokonali 3:1 Polonię Warszawa. To był jednak dopiero początek jego sukcesów. W pierwszym sezonie w Krakowie mógł nie tylko fetować mistrzostwo Polski, ale też cieszyć się z korony króla strzelców. Przez następnych kilka lat, filigranowy piłkarz (172 cm wzrostu) zachwycał swą grą, a jego gole dawały koronę mistrzowską Wiśle (jeszcze czterokrotnie), a jemu miano najlepszego strzelca sezonu (dwukrotnie). Swe złote chwile miał też w reprezentacji, która w dużej mierze dzięki jego golom (siedem w eliminacjach) awansowała na mundial w Niemczech w 2006 roku. Na turniej powołania jednak już nie otrzymał, wcześniej bowiem opuścił Wisłę i zaczął grać coraz mniej. Próbował swych sił w Hiszpanii, Anglii i USA. Jednak nie zrobił kariery ani w II-ligowych klubach Europy Zachodniej (Elche, Wolverhampton, Tenerife), ani w lidze amerykańskiej (Chicago Fire). Dlatego też w grudniu postanowił wrócić do Białegostoku, do klubu w którym stawiał pierwsze kroki w swej piłkarskiej karierze.

- Chcę spróbować wyciągnąć Jagiellonię w górną połówkę tabeli. O emeryturze na razie myślę tylko wtedy, kiedy pytają mnie o nią dziennikarze - mówi przy podpisywaniu kontraktu Frankowski, który jednak swą postawą w sparingach podczas przygotowań do rundy wiosennej nie zachwycał. Jeden gol strzelony I-ligowej Wiśle Płock to było zdecydowanie za mało, mając na uwadze oczekiwanie względem niego działaczy, a przede wszystkim kibiców. Koledzy z zespołu również obdarzyli go sporym zaufaniem i wybrali kapitanem drużyny.

- Mam być egzekutorem i jeżeli będę dostawał dokładne podania, to postaram się je wykorzystać - deklarował przed sobotnim starciem z Arką.

W sobotni wieczór dotrzymał słowa, był skuteczny do bólu, ponownie tak jak w czasach gry w Wiśle. Już na początku starcia z Arką wyłożył doskonale piłkę do Kamila Grosickiego. 20-letni piłkarz, o którym zdecydowanie głośniej było ostatnio z powodów pozasportowych (problemy z hazardem), a nie umiejętności piłkarskich, pierwszej okazji nie wykorzystał. Jednak potem spisywał się już wyśmienicie. To w głównej mierze dzięki jego dobrej grze, Frankowski z lekkością mógł zdobyć później gole. Pierwszego już w 26. minucie. Grosicki przedarł się lewą stroną, zagrał piłkę wzdłuż linii bramkowej, tam piętą przedłużył podanie Bruno i Frankowski bez trudów skierował piłkę do pustej bramki. Po bramce kibice mogli zaśpiewać, tak jak wcześniej sympatycy krakowskiej Wisły, czy reprezentacji Polski: "Franek, Franek łowca bramek". Jeszcze w zasadzie kibice nie skończyli skandować, a Norbert Witkowski po raz drugi musiał wyjmować piłkę z siatki po uderzeniu Frankowskiego. W środku pola piłkę wywalczył Hermes, zagrał ją do Grosickiego, a ten dokładnym podaniem obsłużył kapitana Jagi i tym razem zgromadzeni na stadionie zaśpiewali "Tomasz Frankowski najlepszy napastnik Polski".

- To był piękny moment i będę miał co wspominać - cieszył się po spotkaniu Frankowski, który mógł popisać się nawet hat trickiem w tym meczu. Jednak w kolejnych sytuacjach zabrakło mu trochę precyzji. Mimo to białostoczanie i tak swą olbrzymią przewagę nad Arką udokumentowali kolejnym golem. W drugiej części spotkania Paweł Zawistowski wykorzystał świetne dośrodkowanie Krzysztofa Króla. Goli mogło być jeszcze więcej, na listę strzelców powinien wpisać się chociażby Bruno. Brazylijczyk już wiosną poprzedniego sezonu grał w Jagiellonii, nie otrzymał jednak zbyt dużo czasu na aklimatyzację i szybko wyjechał z Białegostoku. Teraz wrócił i swą grą udowodnił, że pożegnanie się wówczas z nim było błędem. Mimo braku kolejnych goli, białostoczanie po meczu byli ogromnie szczęśliwi. Odnieśli bowiem najwyższe w historii zwycięstwo w ekstraklasie, jak też była to ich historyczna wygrana nad Arką, z którą do soboty z 13 pojedynków zremisowali osiem, a pięć przegrali.



Jagiellonia Białystok - Arka Gdynia 3:0 (2:0)

Strzelcy bramek: Tomasz Frankowski (26. i 29.), Paweł Zawistowski (74.).

Jagiellonia: Gikiewicz - Norambuena, Stano, Skerla, Król - Bruno, Hermes, Zawistowski (75. Kojasević), Jarecki (64. Lewczuk) - Frankowski, Grosicki (85. Fidziukiewicz).

Arka: Witkowski - Kowalski, Żuraw, Łabędzki, Telichowski - Karwan (46. Wachowicz), Ulanowski, Ława, Pietroń (58. Trytko) - Nawrocik (72. Moskalewicz), Zakrzewski Ż.

Widzów ok. 7000. Sędziował (jako główny) Paweł Gil z Lublina.