Sport.pl

Jaga pokonana przez Odrę

Najpierw rozdawali prezenty, a potem walili głową w mur. Gdy w końcu sami skorzystali z niefrasobliwości rywali, to po chwili sprawili kolejny podarunek przeciwnikom. Piłkarze Jagiellonii rozegrali chyba najsłabszy mecz w sezonie. Przegrali pierwszy pojedynek przed własną publicznością po przerwie w rozgrywkach
Cztery spotkania i cztery zwycięstwa - tak prezentował się bilans pojedynków rozegranych przez białostoczan na własnym stadionie po przerwie w rozgrywkach. Punktu z Białegostoku nie potrafili wywieźć nawet walczący o mistrzostwo Polski zawodnicy Legii Warszawa. Doliczając jeszcze do tego mecze z jesieni, to żółto-czerwoni na własnym obiekcie byli niepokonani od dziewięciu kolejek. Wszystko to jednak zmieniło się w sobotę. Podopieczni Michała Probierza przegrali 1:2 z Odrą Wodzisław Śląski i zamiast przypieczętować swe utrzymanie w ekstraklasie, pozwolili do tego celu zbliżyć się rywalom.

Szczególnie w pierwszej połowie konfrontacji miejscowi spisywali się fatalnie. Mnożyły się niedokładne podania, straty. Trener Probierz co raz łapał się za głowę, patrząc na to, co wyprawiają jego podopieczni. Kompletnie niewidoczny na początku spotkania był Bruno. Brazylijczyk zajął miejsce na lewej pomocy po pauzującym za kartki Dariuszu Jareckim, ale nie mógł odnaleźć się na tej pozycji. Dopiero gdy zamienił się miejscami z Mariuszem Dzienisem, wprowadził trochę ożywienia w poczynania gospodarzy. Zawodnicy Odry skutecznie wyłączyli też z gry Kamila Grosickiego i nie przeszkodziło im w tym nawet to, że już po 18 min z boiska z powodu kontuzji musiał zejść Marcin Kokoszka, którego zastąpił Łukasz Pielorz. Jednak gdy wodzisławianie dokonywali pierwszej zmiany, już prowadzili 1:0. Zawodnicy z Wodzisławia Śląskiego w 12. min skwapliwie wykorzystali jeden z prezentów białostoczan. Z lewej strony boiska poślizgnął się Krzysztof Król. Piłkę przejął Maciej Małkowski, a jego podanie na gola zamienił Tomasz Moskal.

To był kolejny gol podarowany rywalom przez białostoczan w tym sezonie (jak też kolejny słabszy występ Króla). Wystarczy wspomnieć tylko ostatnie spotkanie przegrane 0:2 we Wrocławiu ze Śląskiem. W nim również obie bramki nie padły po jakichś misternie skonstruowanych akcjach przez przeciwników, ale po błędach zawodników Jagi.

Strata gola nie podziałała na miejscowych wcale mobilizująco, nadal razili nieporadnością i w pierwszej części gry nie potrafili poważnie zagrozić bramce rywali. Co więcej, powinni stracić jeszcze jednego gola. Na szczęście jednak na wysokości zadania stanął Piotr Lech oraz Bruno, który zablokował piłkę lecącą do bramki po strzale Piotra Gierczaka.

- Pierwsza połowa w naszym wykonaniu była bardzo słaba i po niej powinno być dwa, a może i trzy do zera dla Odry. Sprawialiśmy Odrze prezenty - przyznaje Hermes.

Po zmianie stron nic nie wskazywało na to, że białostoczanie mogą odrobić straty. Co prawda starali się misternie konstruować swe akcje, ale zamiast zbliżać się pod pole karne rywali i zakończyć sytuację strzałem, to zazwyczaj tracili piłkę. W końcu jednak dopięli swego. Tomasz Frankowski, który coraz częściej starał się cofać do linii pomocy i rozgrywać piłkę, obsłużył dokładnym podaniem Damira Kojasevicia. Ten jednak posłał futbolówkę obok słupka. Potem podania najlepszego napastnika Jagi nie wykorzystał Grosicki. Jak się okazało, do trzech razy sztuka. Kolejnego dogrania piłki przez Frankowskiego Grosicki już nie zmarnował i Jaga doprowadziła do remisu. Z gola miejscowi cieszyli się jednak zaledwie 60 s. Po chwili stratę zaliczył Bruno, a Małkowski popisał się drugą asystą w tym spotkaniu i na listę strzelców wpisał się Marcin Wodecki.

- Jak chcieliśmy mieć problemy, to teraz je mamy. Dwie porażki z rzędu stawiają nas w bardzo kłopotliwej sytuacji - mówi Frankowski. - Myślę, że najwięcej zastrzeżeń można mieć do jakości rozegrania piłki i utrzymania się przy niej. Po zdobyciu bramki chyba też za szybko uwierzyliśmy, że to spotkanie jeszcze wygramy, a tak mamy nic. Mamy jakieś kłopoty, ale sami się w nie wpędziliśmy i sami musimy się z nich wykaraskać.

Po sobotniej porażce białostoczanie co prawda nadal okupują siódmą pozycję w tabeli, ale mają już tylko sześć punktów przewagi nad miejscem spadkowym, a pięć nad pozycją barażową. Niestety bowiem punkty podczas weekendu zdobywali prawie wszystkie zespoły będące za zawodnikami Jagiellonii w tabeli. Tym samym na cztery kolejki przed końcem sezonu podopieczni trenera Probierza nie mogą być jeszcze pewni utrzymania w lidze. Dlatego też w piątek czeka ich bardzo ważne spotkanie. Zagrają w Gdańsku z Lechią, która również walczy o ligowy byt.

Z kolei wodzisławianie mogą na chwilę odetchnąć, bo gdyby nie zdobyli trzech punktów, to mieliby zaledwie "oczko" przewagi nad strefą spadkową.

- Chłopcy śmieją się, że już 12. rok wszyscy skazują Odrę na spadek, a my jak graliśmy w ekstraklasie, tak w niej gramy i mam nadzieję, że tym meczem zapewniliśmy sobie utrzymanie - kończy Moskal.



Jagiellonia Białystok - Odra Wodzisław Śląski 1:2 (0:1)

Strzelcy bramek: Kamil Grosicki (85.) - Tomasz Moskal (12.), Marcin Wodecki (86.).

Jagiellonia: Lech - Norambuena (67. Pacan) , Stano, Skerla, Król - Dzienis (56. Kojasević), Hermes, Zawistowski (75. Twardowski Ż), Bruno Ż - Grosicki, Frankowski.

Odra: Stachowiak - Kłos, Markowski, Dymkowski, Kokoszka (18. Pielorz) - Małkowski, Malinowski, Kuranty Ż, Gierczak Ż, (81. Gruber), Korzym (60. Wodecki Ż) - Moskal.

Widzów ok. 6500. Sędziował (jako główny) Marcin Borski z Warszawy.