Wzmocnić to co już mamy

- Cały podstawowy skład zostanie w Białymstoku, chyba że ktoś wyłoży na naszych graczy bajeczne pieniądze - zapewnia Cezary Kulesza, jeden z właścicieli Jagiellonii. Mimo to letnie transfery w białostockim klubie powinny być co najmniej tak udane, jak te ostatnie - zimowe - gdyż kolejny sezon zapowiada się na zdecydowanie trudniejszy
Białostoczanie w sobotę pokonali 2:1 na własnym stadionie Polonię Warszawa. Tym samym na dwie kolejki przed końcem sezonu przypieczętowali swoje utrzymanie na poziomie ekstraklasy.

- Teraz czeka nas misja specjalna i odrobienie dziesięciu punktów w przyszłym sezonie [Jaga została ukarana za korupcję - red.]. Wierzę, że z tym zespołem, trochę uzupełnionym, utrzymamy się również za rok w lidze - mówił po spotkaniu trener Jagi Michał Probierz.

Gdyby dziś zabrać białostoczanom dziesięć punktów z ich dorobku, to zamykaliby tabelę, mając aż cztery "oczka" straty do pozycji barażowej. Z drugiej strony w obecnym zestawieniu drużyna z Białegostoku jest w stanie wywalczyć w przyszłym sezonie więcej punktów. Jesienią bowiem zespół dopiero się zgrywał po kadrowej rewolucji, a zimą dołączyli do niego wreszcie gracze, którzy należą do wyróżniających się postaci w ekstraklasie. Tomasz Frankowski, Kamil Grosicki, Bruno - odmienili grę ekipy. To przede wszystkim dzięki nim białostoczanie nie tylko systematycznie gromadzą punkty, ale też nieraz ich grę ogląda się z przyjemnością. Pierwszy zdobył już sześć bramek, drugi dołożył cztery trafienia, a trzeci potrafi zagrać takie podanie, że rywale mogą kręcić tylko głową z podziwu. Wszyscy mieli spory wkład także w sobotnie zwycięstwo nad Polonią Warszawa.

- I to bardzo cieszy w perspektywie przyszłego sezonu, który na pewno będzie trudniejszy od obecnego. Można bowiem wygrać mecz po słabej grze, a w sobotę cały zespół zaprezentował się dobrze i pokonał silnych rywali. To bardzo dobry prognostyk - stwierdza Kulesza, który odpowiedzialny jest w Jadze za sprawy sportowe.

Prawie wszyscy kluczowi gracze z obecnej kadry mają kontrakty obowiązujące przez dłuższy czas. Jedynym wyjątkiem jest Kamil Grosicki, który do końca sezonu jest wypożyczony z Legii Warszawa. Białostoczanie zagwarantowali sobie jednak prawo pierwokupu i z niego skorzystają. Z samym zawodnikiem już wcześniej podpisali trzyletni kontrakt, który ma obowiązywać od czerwca. Teraz na konto klubu z Warszawy muszą jeszcze wpłacić pół miliona złotych.

- Wykupimy go z Legii. Co prawda są jakieś propozycje [m.in. z klubów greckich - red.], ale nie prowadzimy z nikim żadnych rozmów i nie wyrażę zgody na transfer Grosickiego - oświadcza Kulesza. - Zespół musimy wzmocnić, a nie osłabić.

Niewykluczone jednak, że któryś z graczy z podstawowego składu odejdzie. Jeżeli klub dostanie dobrą propozycję finansową, na pewno nie będzie wahał się przy sprzedaży, jak to było choćby zimą z Robertem Szczotem. Białostoczanie zrobili bardzo intratny interes. Po pół roku gry w Białymstoku sprzedali go do Górnika Zabrze z milionowym zyskiem, a lukę po nim z nawiązką wypełnił Grosicki.

- Zawsze możemy rozmawiać o sprzedaży poszczególnych zawodników, ale jaka będzie ostateczna decyzja, to teraz nie ma co wyrokować. Zobaczymy, czy na przykład na daną pozycję będziemy mieli lepszego zawodnika. Na transfer wpływa naprawdę wiele różnych czynników - przekonuje Kulesza. - Cały skład zostanie, chyba że pojawi się kupiec, który zapłaci bajeczne pieniądze. Wówczas na siłę nie będziemy nikogo trzymać. Na pewno jednak skład będziemy chcieli wzmocnić, a nie go osłabić, inaczej tego nie widzę - powtarza jeden z właścicieli klubu. - Oczywiście będą też jakieś transfery do klubu. Już kilku graczy mamy na oku. Przede wszystkim szukamy zawodników na lewą i prawą pomoc. Ewentualnie napastnika, który mógłby grać tak w ataku, jak i w pomocy.

Przyjście nowych graczy wiąże się również z tym, że niektórym zawodnikom z szerokiej obecnej kadry trzeba będzie podziękować za współpracę. W składzie białostoczan jest kilku piłkarzy, którzy szans na grę nie mają zbyt dużych i na pewno ich odejście nie spowoduje osłabienia drużyny. Jednym z takich graczy jest Ensar Arifović. Napastnik na jesieni miał pewne miejsce w podstawowym składzie, ale swe występy ukoronował tylko trzema golami. Po przerwie w rozgrywkach w krajowej elicie rozegrał tylko kilka minut. Bośniak już sam wcześniej zapowiadał, że zapewne latem zmieni klub, mimo obowiązującej go jeszcze przez półtora roku umowy.

Kolejnym przykładem piłkarza, który być może będzie musiał odejść, jest Marcin Pacan. 28-letni obrońca nie gra za wiele i niewykluczone, że trzeba będzie z niego zrezygnować. Tym bardziej że na środku obrony alternatywą dla doświadczonych Pavola Stano i Andriusa Skerli mogą być: 23-letni Cionek czy 18-letni Mariusz Gogol, który już trenuje z pierwszą drużyną. Ponadto latem do Jagi ma dołączyć Andrzej Niewulis, 20-letni obrońca II-ligowych Wigier Suwałki, który również może występować na środku defensywy.

- Jest za wcześnie mówić, kto odejdzie, są bowiem jeszcze dwa mecze do zakończenia sezonu i niektórzy z graczy być może będą mieli okazję wykazania się w nich - wyjaśnia Kulesza. - Po sezonie kontrakty kończą się tylko dwóm graczom Mariuszowi Dzienisowi i Piotrowi Lechowi, ale w tym przypadku też nie jest przesądzone, że nie zostaną przedłużone. Na razie jeszcze wszyscy mają równe szanse na pozostanie w Jadze. A po sezonie wszystko przeanalizujemy i podejmiemy decyzję. Teraz na pewno nikomu nie będziemy podcinać skrzydeł.