Sport.pl

Pokazali, że stać ich na wiele

Wątpliwości nie brakowało, ale w końcu okazało się, że przebudowaną Jagiellonię stać na efektowną i skuteczną grę. Teraz trzeba sprawić, by nie było tak tylko od czasu do czasu
Sezon 2008/2009 zaczynał się po wariacku. Nie było wiadomo nawet kiedy ruszy, i w jakim składzie (m.in. niepewna pozostawała pozycja Jagiellonii). Ponadto wielką zagadkę stanowiła zupełnie nowa ekipa z Białegostoku. Raczej nikt wcześniej w Polsce nie podjął się tak karkołomnego zadania, jak Cezary Kulesza i Michał Probierz. Do Białegostoku ściągnęli aż 16 nowych zawodników.

Mimo fatalnej wiosny sezonu poprzedniego nie brakowało wątpliwości, czy rewolucja kadrowa to właściwy wybór. Teraz - po sezonie - można ocenić ją pozytywnie. Na przejściu Marka Wasiluka do Cracovii i Vuka Sotirovicia do Śląska Wrocław zarobiono niemal tyle, że wystarczyło na stworzenie nowej drużyny. Tego drugiego nie dało się zatrzymać, bo chciał i mógł odejść, dzięki odpowiednim zapisom w kontrakcie. Ponadto z grą Wasiluka w Krakowie i Sotirovicia we Wrocławiu wiązano dużo większe nadzieje. Tak samo mogło być w Białymstoku. A z graczy, z których po prostu w Jadze zrezygnowano, w ekstraklasie nie ma nikogo. Kilku, z różnym skutkiem, gra najwyżej w I lidze.

Trener Probierz, pytany o cele, przypominał, że w ekstraklasie gra się o mistrzostwo Polski, ale wyraźnie uznał (co zresztą się potwierdziło), że sukcesem nowej Jagiellonii będzie spokojne utrzymanie. Białostoczanie w najlepszym przypadku mogli powalczyć ze Śląskiem Wrocław o szóstą pozycję w tabeli. Jednak, gdy tylko zbliżali się do tego rywala, zawodzili.

Sezon zaczęli bardzo przeciętnie, ciułając kolejne punkciki. Szybko okazało się, że brakuje w kadrze m.in. porządnego napastnika i kreatywnego pomocnika. Mimo wszystko toporna gra drużyny raptem przyniosła osiem spotkań bez porażki. Trzy przegrane na koniec piłkarskiej jesieni, sprowadziły ją do punktu wyjścia.

Zima to kolejny popis Kuleszy. Odkąd zajął się w Jagiellonii sprawami transferowymi, to zawodnicy muszą obawiać się, że wyciągnie z kontraktu jakiegoś jokera. To on faktycznie decyduje o tym, kto może odejść, a nie samodzielnie piłkarze, jak bywało wcześniej. A jak już kogoś puszcza, to tylko z korzyścią dla klubu (tak jak ostatnio w przypadku Roberta Szczota, który za grube pieniądze przeszedł do Górnika Zabrze). Kulesza dokonuje wręcz cudów, że z tak bardzo ograniczonym budżetem, w kadrze nie brakuje zawodników, których - gdyby mogły - wyrywałyby inne kluby. I na razie niemal się nie myli. Ściągnięcie Bruno, Kamila Grosickiego, a nawet Tomasza Frankowskiego było obarczone dużym ryzykiem, a jednak cała trójka odmieniła żółto-czerwony zespół.

Wiosną zobaczyliśmy Jagiellonię grającą w efektownym stylu, zbierającą wiele pochlebstw, udowadniającą, że w polskiej lidze może walczyć z każdym. Niestety, tylko na swoim stadionie. I do czasu, bo końcówka rundy znowu była kiepska.

Piłkarze powinni zgrywać się coraz bardziej, ci młodsi muszą wciąż się poprawiać, więc zespół może być jeszcze lepszy. Trzeba jakoś sprawić - to zadanie trenera - by grał tak dłużej, nie przez kilka tygodni i nie tylko w roli gospodarza. Kulesza na pewno postara się utrzymać większość niezbędnych zawodników, a do tego powinien ściągnąć kilku nowych, którzy zwiększą konkurencję w składzie.