Awans Jagi w pucharze z problemami

Gdy już wszyscy byli przygotowani na serię rzutów karnych Kamil Grosicki zdobył gola. Piłkarze Jagiellonii mocno namęczyli się w środę, aby pokonać II-ligowy GKS Tychy i awansować do kolejnej rundy rozgrywek Pucharu Polski
Przed konfrontacją w Tychach zdecydowanym faworytem byli białostoczanie. Zawodnikom Jagi przyszło się przecież zmierzyć z drużyną z II ligi (czyli de facto III).

- Zespół z Białegostoku traktujemy jako nauczycieli - przyznawał Mirosław Smyła opiekun GKS-u. Jednak jego podopieczni nie czuli żadnego respektu przed wyżej notowanym rywalem i byli bardzo blisko sprawienia niespodzianki. Mimo że trener Michał Probierz nie dokonał aż tak wielu zmian w podstawowej jedenastce, w porównaniu do ostatniego starcia ligowego. Co prawda na boisku pojawiło się czterech zawodników, którzy nie grali od początku w niedzielę w meczu z Piastem Gliwice, ale o takich graczach jak Wahan Geworgian, Dariusz Jarecki czy Marco Reich trudno mówić, że są niedoświadczonymi zawodnikami. Chociaż trzeba zauważyć też, że na ławce rezerwowych usiadł bramkostrzelny duet Jagi Tomasz Frankowski i Kamil Grosicki.

W pierwszej połowie zupełnie nie było widać dzielącej oba zespoły różnicy dwóch klas rozgrywkowych. Gospodarze bez kompleksów nacierali na bramkę rywala, a najwięcej zamieszania w ich formacji defensywnej siał Damian Furczyk. Jednak ani jemu (26. min), ani Krzysztofowi Bizackiemu (41. min) nie udało się wykorzystać dogodnych sytuacji do strzelenia goli. Po przerwie zespołowi Smyły nie było już tak łatwo przedostawać się pod pole karne rywala, a dodatkowo mieli ogromny problem z upilnowaniem wprowadzonego na boisko Grosickiego. W ostatniej minucie regulaminowego czasu gry, kapitan GKS-u Jarosław Zadylak tylko cudem wyłuskał piłkę spod nóg szybkiego napastnika Jagi. Dogrywkę goście musieli z konieczności rozgrywać w dziesiątkę, gdyż Probierz wykorzystał limit zmian, a kontuzja biodra uniemożliwiała dalszy występ pomocnikowi Dariuszowi Jareckiemu. Mimo to białostoczanie wyraźnie dominowali. Chociaż trzy minuty przed końcem dogrywki Mariusz Masternak mógł zadać ostateczny cios rywalom, ale po jego strzale piłka minimalnie minęła bramkę Jagiellonii.

- W polu karnym było ciasno. Bardziej walczyłem o pozycję niż myślałem jak skierować piłkę do bramki. Wystawiłem nogę do podania Maćka Mańki, ale nie zdążyłem odpowiednio ustawić stopy - chował twarz w dłoniach zawiedziony zawodnik. Rozprężeni tyszanie byli już myślami przy rzutach karnych, ale wówczas Grosicki oszukał ich golkipera, brutalnie kasując ich marzenia o awansie do dalszej rundy.

- Chciałem, żeby to się już wreszcie skończyło. Karne to przecież loteria - przyznał Grosicki. I narzekał na własną grę. - Piłka w ogóle się mnie nie słuchał. Z grą seniorską nie miało to wiele wspólnego - dodawał.

- Jak się wcześniej nie wykorzystuje czterech stuprocentowych sytuacji, to potem tak to jest - nie mógł odżałować starty gola w końcówce dogrywki trener Smyła.

- Czułem, że będzie ciężko. Grunt, że ze Śląska wywozimy remis z Piastem i ten awans - stwierdza z kolei opiekun Jagi, który zapewne ma też nadzieję, że w końcu w lidze jego podopieczni również zdołają odnieś zwycięstwo na wyjeździe. Na razie w dwóch nadchodzących kolejkach w ekstraklasie zagrają jednak w Białymstoku. W najbliższym spotkaniu (w sobotę) podejmą Cracovię, która wczoraj miała jeszcze większe problemy od białostoczan z awansem do kolejnej rundy rozgrywek Pucharu Polski. Krakowianie dopiero po serii rzutów karnych pokonali IV-ligowego Piasta Kobylin.



GKS Tychy - Jagiellonia Białystok 0:1

Strzelec bramki: Kamil Grosicki (120.)

GKS Tychy: Suchański - Kruk (74. Mańka), Kopczyk, Masternak, Zadylak - Kasprzak, Babiarz (110. Wania), Ankowski, Furczyk (98. Czupryna Ż) - Bizacki, Żyła.

Jagiellonia: Sandomierski - Lewczuk, Cionek Ż, Skerla, Norambuena - Geworgian (74. Frankowski), Falkowski, Bruno Ż, Jarecki - Reich (63. Hermes), Jezierski (71. Grosicki).

Widzów ok. 2000. Sędziował (jako główny) Jacek Walczyński z Lublina.