Sport.pl

Jaga ponownie wygrywa z Legią

Legła! Legła Warszawa! - śpiewali sympatycy białostockich piłkarzy, gdy późnym wieczorem 13 marca opuszczali stadion w Białymstoku. Byli wówczas w wyśmienitych nastrojach, gdyż zawodnicy Jagi odnieśli pierwsze zwycięstwo po prawie 17 latach nad Legią. W sobotę historia się powtórzyła. Dwie bramki Kamila Grosickiego dały białostoczanom wygraną 2:0
Do meczu w Białymstoku oba zespoły przystępowały w odmiennych nastrojach. Gospodarze w czterech ostatnich spotkaniach ligowych nie wygrali, a za rywali mieli m.in. nie najmocniejsze ekipy Cracovii i Piasta Gliwice. Z kolei zawodnicy Legii przed tygodniem pewnie 2:0 pokonali inny zespół marzący o mistrzowskiej koronie Lech Poznań. Początek konfrontacji zapowiadał, że drużyna z Warszawy pewnie może znowu sięgnąć po trzy punkty. Białostoczanie zostali zepchnięci do obrony, a rywale ostrzeliwali bramkę strzeżoną przez Grzegorza Sandomierskiego. Jednak uderzenia Bartłomieja Grzelaka, Takesura Chinyamy i Tomasza Kiełbowicza były niecelne. Zdecydowanie groźniejsze z kolei zaczęły być akcje Jagiellonii, która po niemrawym początku wyprowadzała groźne kontry. Jako pierwszy przed ogromną szansą na zdobycie gola stanął Dariusz Jarecki, ale jego strzał obronił Jan Mucha. Potem próbował Brazylijczyk Bruno, w tym przypadku swego bramkarza wyręczył Inaki Astiz. W końcu jednak białostoczanie dopięli swego. Kilkakrotnie łapany wcześniej na spalonym Kamil Grosicki tym razem idealnie wyczuł moment podania. Tomasz Frankowski zagrał mu piłkę, a Grosicki pokazał to z czego słynie. Szybko uciekł rywalom, ograł obrońcę, i umieścił futbolówkę w siatce. Gdy jeszcze sympatycy Jagi nie przestali fetować zdobytej bramki w idealnej sytuacji do podwyższenia prowadzenia znalazł się Frankowski. Kapitan białostoczan jednak przestrzelił, ale jak się okazało w sobotę to jego kapitalne podania były najważniejsze. Druga bramka padła bowiem ponownie po jego zagraniu do Grosickiego i były zawodnik warszawskiej Legii po raz drugi wpisał się na listę strzelców.

- Wygrać z taką drużyną jak Legia to wielka sprawa, ale nie tylko ja a cały zespół zasłużył na pochwały. Ja robiłem to co do mnie należało wychodziłem do piłki. Oczywiście cieszę się, że dwukrotnie udało mi się wpisać na listę strzelców, a wygrana cieszy tym bardziej, że spotkanie z trybun oglądali moi rodzice. Zresztą gdy mama jest na meczu to ja zawsze strzelam gole. Ponadto zdobyłem dwa gole przed meczem reprezentacji, a to może dobry prognostyk - mówi Grosicki, który otrzymał powołanie na mecze w eliminacjach do mistrzostw świata z czechami i Słowacją.

W zupełnie innych nastrojach po ostatnim gwizdku sędziego byli z kolei zawodnicy z Warszawy. Po porażce w Białymstoku spadli na trzecie miejsca w tabeli i mają już osiem punktów straty do krakowskiej Wisły.

- Wiedzieliśmy, że będzie to trudy mecz, ale najbardziej boli mnie to, że zabrakło nam charakteru. Nie potrafimy grać ostro, na pograniczu brutalności. Jeżeli ktoś nie jest w stanie w pewnych sytuacjach włożyć nogi to niech zapomni o grze w piłkę - mówi trener Legii Jan Urban.

- Nie można powiedzieć, że brakowało nam zaangażowania - stwierdza z kolei Maciej Iwański. - Zależało na strzeleniu gola, ale biliśmy głową w mur.



Jagiellonia Białystok - Legia Warszawa 2:0 (1:0)

Strzelec bramek : Kamil Grosicki (32. i 60.).

Jagiellonia : Sandomierski - Lewczuk, Skerla, Cionek, Norambuena - Reich (84. Tumicz), Hermes, Bruno Ż , Jarecki Ż (67. Stano Ż ) - Grosicki (81. Jezierski), Frankowski.

Legia : Mucha - Rzeźniczak, Astiz, Choto, Kiełbowicz - Radović (64. Jarzębowski), Iwański Ż , Smoliński (64. Szałachowski), Rybus - Grzelak (80. Paluchowski) - Chinyama.

Widzów 5600. Sędziował (jako główny) Adam Kajzer z Rzeszowa.