Jesienny alfabet Jagi

A, b, c ... - czyli alfabetyczne podsumowanie jesiennych występów Jagiellonii
A jak absolutnie dobry wynik. 16 punktów na koncie i dziesiąta pozycja w tabeli to osiągnięcie, które zasługuje na szacunek. Gdy Jagiellonia rozpoczynała rozgrywki z bagażem dziesięciu ujemnych punktów (kara za korupcję), nie brakowało opinii, że jest to pierwszy kandydat do spadku z ligi. Białostoczanie jesienią pokazali, że skreślanie ich z drużyn występujących w ekstraklasie było przedwczesne.

B jak bramkarze. Rafał Gikiewicz, Grzegorz Sandomierski, Grzegorz Szamotulski - oni w tym sezonie bronili już bramki Jagiellonii. O ile decyzję o zastąpieniu Gikiewicza Sandomierskim można uznać za słuszną i uzasadnioną, bo pierwszy z nich popełniał za dużo błędów, to późniejsze wstawienie do składu Szamotulskiego było już jedną z największych pomyłek trenera Michała Probierza. Szkoleniowiec po jednym zaledwie słabszym meczu odesłał Sandomierskiego na trybuny, chociaż ten zdążył się właśnie zapisać w historii klubu. Przez 564 minuty był niepokonany w ekstraklasie. Zastępujący go Szamotulski od wysokiej formy był daleko.

C jak Cionek. Najlepszy obrońca w białostockiej drużynie. Chociaż rywale po meczach z Jagiellonią często narzekają, że po starciach z Brazylijczykiem mają mocno poobijane nogi, to on naprawdę sporadycznie przekracza przepisy. Dobrze spisywał się na środku białostockiej defensywy, a gdy przyszło mu wypełnić też lukę na lewej stronie bloku obronnego, zrobił to wyśmienicie. Zdarzają mu się błędy, ale sporadycznie, a osób, którym one się nie przydarzają, nie ma.

D jak dziesięć ujemnych punktów. Minusowe "oczka" za korupcję zostały odrobione w ekspresowym tempie - po czterech spotkaniach. Mimo to po każdym kolejnym meczu trener i zawodnicy przypominali ten balast, zamiast jak najszybciej o nim zapomnieć.

E jak euforia po zdobytym golu. Piłkarze Jagiellonii 20 razy unosili ręce w górę po strzelonej bramce w ekstraklasie.

F jak Frankowski. Bez Tomasza Frankowskiego Jagiellonia na pewno nie miałaby tylu punktów na koncie i nie zajmowałaby tak wysokiego miejsca w tabeli. Ponadto nie byłoby też awansu do ćwierćfinału rozgrywek Pucharu Polski. Doświadczony napastnik nie tylko potrafi wyśmienicie wykorzystywać podania kolegów z zespołu (osiem goli w lidze, dwa w Pucharze Polski), co robi z niebywałym spokojem, ale też sam wciela się w rolę asystującego (cztery asysty).

G jak Grosicki. Najszybszy piłkarz Jagiellonii i pewnie całej ekstraklasy. Gdyby do tej szybkości dodał jeszcze lepszą technikę, to polska liga byłaby dla niego za słaba. Jesienią zdobył cztery gole (jeden w Pucharze Polski) i zaliczył trzy asysty.

H jak Hermes. Dla Brazylijczyka jesień była niezwykle trudna. Występował na boisku nawet mimo urazu, dlatego też przytrafiały mu się słabsze i lepsze występy - w zasadzie tak jak całej drużynie. Inną kwestią, która zaprząta jego głowę, jest korupcyjny proces. Pomocnik został oskarżony o to, że w Koronie Kielce zrzucał się na kupno spotkań. Hermes od początku nie przyznaje się do winy. - Gdybym w jakikolwiek sposób zawinił, opuściłbym Polskę. Ale jestem człowiekiem, który wierzy w sprawiedliwość boską i ludzką - podkreśla przed sądem.

I jak istna mieszanka międzynarodowa. Trzech Brazylijczyków, a ponadto: Chilijczyk, Litwin, Słowak, Amerykanin, Kolumbijczyk oraz Niemiec. Zawodnicy z tych krajów zagrali jesienią w barwach Jagiellonii w ekstraklasie. Tylu obcokrajowców nie wystąpiło w żadnej innej drużynie.

J jak joker. Chociaż trudno nazwać go prawdziwym jokerem w talii Michała Probierza, to faktem pozostaje, że gole strzelał tylko wówczas, gdy na boisku pojawiał się z ławki rezerwowych. Chodzi o Marco Reicha, który dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. Mimo tych bramek, Niemiec swą grą jednak nie zachwycił, poza pewnymi momentami. Po zawodniku, który w Bundeslidze rozegrał ponad 100 spotkań, należy spodziewać się więcej.

K jak kibice. Uważani za jednych z najlepszych w kraju, co podkreślają nie tylko miejscowi, ale też przyjezdni piłkarze. Z powodu przebudowy stadionu na trybunach może ich obecnie zasiąść co najwyżej sześć tysięcy. Niestety do ostatniego miejsca jesienią stadion się nie zapełnił. Jak więc będą wyglądały trybuny nowego stadionu, który ma mieć ponad 22 tys. miejsc, gdy usiądzie na nim taka garstka kibiców?

L jak Legia Warszawa. Mecz z tym zespołem był najlepszy w wykonaniu piłkarzy Jagiellonii. Dwa trafienia zaliczył Kamil Grosicki, a kibice mogli jak wiosną śpiewać "Legła Warszawa".

Ł jak łobuziak. Zarobił siedem żółtych kartek (w meczach ligowych oraz pucharowych). Do tego kilka kartoników uniknął przez pobłażliwość lub niedopatrzenie sędziów. Bruno, bo o nim mowa, tak samo jak potrafi zadziwić rywali jakimś niekonwencjonalnym zagraniem, tak też czasem zachowuje się nieodpowiedzialnie. Kopnie rywala bez piłki, uderzy łokciem... Ktoś musi go pohamować, by takie zachowanie nie przysłoniło jego ponadprzeciętnych umiejętności piłkarskich. To piłkarz, który poziomem zaczyna wyrastać poza polską ligę.

M jak młodzi piłkarze. Niestety, to w zasadzie zawodnicy bez wielkich szans na występy. Szkoleniowiec nie pali się do pomocy młodym wychowankom. Jesienią zadebiutowało w ekstraklasie tylko dwóch juniorów białostockiego klubu: Jan Pawłowski oraz Michał Steć. Łącznie rozegrali ledwie 72 minuty. Na pocieszenie pozostaje fakt, że Pawłowski był najmłodszym zawodnikiem w całej lidze, który jesienią pojawił się na boisku. W dniu debiutu miał 16 lat i 355 dni.

N jak najkrótsza ocena spotkania. - Wygraliśmy 2:1 - trener Michał Probierz po meczu z Odrą Wodzisław Śląski.

O jak Odra Wodzisław Śląski. W starciu z pogrążonym w kryzysie ostatnim zespołem w tabeli Probierz postanowił zaskoczyć wszystkich, łącznie z własną drużyną. Posadził na ławce rezerwowych Kamila Grosickiego i Tomasza Frankowskiego, a ten manewr mógł zakończyć się kompromitacją. Gdyby nie pomoc sędziego i rywali, białostoczanie nie zdobyliby nawet punktu.

P jak Probierz. Odkąd pojawił się w Jagiellonii, zespół robi postępy, nie tylko jeśli chodzi o osiągane wyniki, ale też o grę. Co prawda kilka jego jesiennych posunięć było niezrozumiałych (trener nie kwapił się do ich wyjaśnienia), ale w ostatecznym rozrachunku wynik osiągnięty przez zespół jest jak najbardziej pozytywny.

R jak rywale. Po kilku spotkaniach bezbłędnie rozszyfrowali taktykę Jagiellonii. Gdy od podań zostaną odcięci Tomasz Frankowski i Kamil Grosicki, ofensywa białostoczan praktycznie nie istnieje.

S jak satysfakcja z zaskakiwania. Zaskoczenie rywala, dziennikarzy to coś, co sprawia chyba największą radość szkoleniowcowi Jagi.

T jak transfery. Kontrakty zostały już podpisane z Jarosławem Lato oraz Marokańczykiem El Mehdim. Następnym nowym graczem będzie zapewne Rafał Grzyb z Polonii Bytom. Niewielkie natomiast szanse na angaż w Jadze mają zawodnicy przyjeżdżający na kilkudniowe testy. Zazwyczaj po kilku dniach treningów muszą się pakować.

U jak urazy. Największym pechowcem okazał się Paweł Zawistowski. Pomocnik wystąpił w pierwszych sześciu spotkaniach na początku sezonu, a później dopadło go nieszczęście. Na jednym z treningów zerwał wiązadła krzyżowe w kolanie. Wciąż przechodzi rehabilitację. Najprawdopodobniej nie rozpocznie wraz z zespołem przygotowań do rundy wiosennej.

W jak wyjazdowa niemoc. Białostoczanie na wyjeździe nie wygrali 31 spotkań z rzędu, a niechlubna seria ciągnie się od ponad dwóch lat. Jesienią był jednak pewien postęp - w ośmiu spotkaniach na obcym stadionie były tylko dwie porażki.

Z jak zdawaliśmy sobie sprawę. Chyba najczęściej wypowiadane słowa przez trenera Michała Probierza na pomeczowych konferencjach prasowych.