Kręta droga Jagi do finału

Nie zadowalamy się tym, że jesteśmy w finale. W życiu ten, kto jest drugi, się nie liczy. Chcemy zdobyć Puchar Polski - zapowiada trener Michał Probierz. Przed Jagiellonią już tylko starcie finałowe w Bydgoszczy
Po 21 latach białostoczanie znowu (po raz drugi w historii klubu) zagrają w finale Pucharu Polski. 22 maja zmierzą się z I-ligową Pogonią Szczecin. Zwycięstwo w rozgrywkach wydaje się być na wyciągnięcie ręki, ale nie wolno zapominać, że puchary rządzą się własnymi prawami. Zresztą droga Jagi do decydującego starcia także była kręta. I o ile w półfinale z Lechią Gdańsk poszło jej dość gładko, wcześniej było inaczej. Był nawet moment, w którym wiele osób zwątpiło w sukces.

Białostoczanie do zmagań pucharowych przystąpili od 1/16 finału. W tej fazie zmagań przyszło im się wybrać na mecz do II-ligowego GKS-u Tychy. Wydawało się więc, że nie powinni mieć większych problemów z pokonaniem dużo niżej notowanego rywala. A jednak nasi piłkarze musieli się mocno namęczyć. Po 90 minutach był bezbramkowy remis. Na domiar złego w dogrywce jagiellończycy grali w dziesiątkę, gdyż trener Probierz wykorzystał limit zmian, nim urazu doznał Dariusz Jarecki. Już zanosiło się na to, że o wyłonieniu zwycięscy zdecydują rzuty karne, ale bramkę niemal w ostatniej chwili zdobył Kamil Grosicki.

W kolejnej rundzie białostoczanie grali w Gdyni z Arką. Ponownie o ich awansie zdecydowała dogrywka. W niej dwa rzuty karne z niebywałym spokojem wykorzystał Tomasz Frankowski. Ale mało brakowało, by dogrywki w ogóle nie było. W końcówce podstawowego czasu gry to Arka bowiem miała rzut karny. Na szczęście fenomenalnie w bramce spisał się Rafał Gikiewicz, który obronił uderzenie Adriana Mrowca.

W ćwierćfinale Jagiellonia stoczyła już dwumecz z Koroną Kielce. W pierwszym spotkaniu białostoczanie przegrali 1:3 na stadionie rywali i przed rewanżem znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji. Niektórzy oceniali, że w beznadziejnej. W meczu w Białymstoku nie pozostawili jednak złudzeń, komu należy się awans do półfinału, rozbili kielczan 3:0.

Teoretycznie najtrudniejsza przeprawa czekała piłkarzy Jagiellonii w półfinale. Za rywali mieli wszak Lechię, która dość dobrze radzi sobie w ekstraklasie. Na przekór wszystkiemu to okazało się najłatwiejsze zadanie pucharowe białostoczan. Już na wyjeździe podopieczni trenera Probierza wygrali 2:1, a mogli wyżej. Z drugiej strony gdyby nie Gikiewicz, spotkanie mogło zakończyć się nawet remisem. Bramkarz Jagi po raz kolejny udowodnił, że bronienie rzutów karnych to jego specjalność. W rewanżu, we wtorek przed własną publicznością, białostoczanie przypieczętowali awans do finału, remisując 1:1.