Kaszczelan: Jesteśmy mali, ale silni

Czarnogóra zremisowała na Wembley i prowadzi w grupie eliminacyjnej mistrzostw Europy. - Na lotnisku o 4 rano czekali na nas wiwatujący kibice - opowiada waleczny pomocnik Jagiellonii Mladen Kaszczelan
Rozmowa z Mladenem Kaszczelanem

Tomasz Piekarski: Mieliście czas na świętowanie remisu z Anglią?

Mladen Kaszczelan: Nie za bardzo, bo od razu po meczu wróciliśmy samolotem do Czarnogóry. Na miejsce dolecieliśmy o 4 rano, o 10 byłem już w Belgradzie. Właśnie [ok. 17 - red.] dotarłem do Warszawy, a w czwartek stawiam się już na treningu Jagiellonii.

Wtorkowy remis z Anglią to największy sukces waszej reprezentacji w historii?

- Jak najbardziej. Tak naprawdę nikt z naszej federacji nie spodziewał się tego, że możemy osiągnąć taki wynik. Jednak ja przed meczem rozmawiałem z dziennikarzem z "Przeglądu Sportowego" i powiedziałem, że na pewno nie przegramy. Słowa dotrzymałem. Wierzyłem w swoją drużynę wzmocniony naszymi ostatnimi meczami, w których naprawdę zaprezentowaliśmy się świetnie. Chociaż, szczerze mówiąc, spodziewałem się też więcej po Anglikach. Myślałem, że ruszą na nas pressingiem, a w ogóle tego nie było. Dużo więcej spodziewałem się po takich zawodnikach jak Wayne Rooney czy Steven Gerrard. Na mnie dobre wrażenie z Anglików sprawili jedynie Adam Johnson i Ashley Young, którzy grali na bokach boiska. Oni stwarzali nam największe problemy.

A nie żałujesz, że nie wygraliście? Na kilka minut przed końcem spotkania Milan Jovanović trafił bowiem w poprzeczkę.

- Nie, sprawiedliwy jest remis, bo rywale też mieli doskonałą sytuację sam na sam z naszym bramkarzem, ale on dobrze się spisał. Ponadto sędzia mógł też podyktować rzut karny dla rywali, bo nasz zawodnik, chociaż przypadkowo i nikogo obok niego nie było z przeciwników, zagrał piłkę ręką w polu karnym.

Ty wszedłeś na boisko w 62. min i już po chwili zostałeś ukarany żółtą kartką. W swoim stylu?

- Ale to nie za jakieś ostre wejście. Young ruszył z kontrą i po prostu musiałem przerwać jego akcję. Chciałem wybić piłkę, ale trafiłem też w rywala. Mecz jednak tak w ogóle był dość ostry, bo było chyba aż dziewięć żółtych kartek.

Z czterech spotkań eliminacyjnych wygraliście już trzy i jesteście liderem swej grupy. Jaki jest sekret tego, że spisujecie się tak dobrze?

- Po prostu mamy superzawodników, jest dobry trener i nikogo się nie boimy. Na boisko wychodzimy z myślą, żeby wygrać, walczymy o każdą piłkę. Jak to mówi trener Michał Probierz, "wszystko siedzi w głowie". Jak się dobrze przygotujemy do meczu i wierzymy w siebie, to jest dobrze. Ponadto ważne jest zaufanie. Jeżeli to wszystko jest razem, to można osiągnąć każdy cel. W Czarnogórze to jeszcze nawet do wszystkich nie dociera, że idzie nam tak dobrze. Ludzie nie mogą uwierzyć, że zremisowaliśmy z Anglikami. Euforia jest niesamowita. Na lotnisku nad ranem czekali na nas kibice i wiwatowali. Naprawdę było fajnie.

Wiara i walka to chyba nie wszystko. Umiejętności też są niezbędne.

- Oczywiście, ale my zawodnicy z Bałkanów może mamy coś wrodzonego, że potrafimy grać piłką po ziemi, utrzymywać się przy niej. Do tego wszystkiego jak się dokłada ambicję, to i są wyniki. Ponadto na boisku jeden drugiemu musi pomagać i wówczas jest dobrze.

W eliminacjach do mistrzostw świata w RPA jednak spisaliście się słabo. Zajęliście przedostatnie miejsce w grupie, wygraliście tylko jedno spotkanie.

- Wówczas dużo punktów potraciliśmy w ostatnich minutach. Z Bułgarią w 90. min rywale strzelili gola na 2:2. Z Cyprem w końcówce straciliśmy bramkę na 1:1. Naprawdę dużo było takich przypadków, gdy traciliśmy głupio bramki i brakowało nam szczęścia. Teraz muszę przyznać, że szczęście nam dopisuje i to wykorzystujemy. Ponadto dobrze spisujemy się w obronie, nie straciliśmy przecież dotychczas gola [Czarnogóra i Białoruś to dwie drużyny, które w eliminacjach nie straciły gola - red.]. Cały nasz zespół gra dobrze, twardo w obronie i rywalom ciężko jest się przebić z jakąś akcją, a my czekamy na swoją szansę i po odbiorze piłki szybko staramy się wyjść z kontrą.

Awansujecie do mistrzostw Europy, które za dwa lata odbędą się w Polsce i na Ukrainie?

- Mam nadzieję i wówczas będę gospodarzem dla mojej reprezentacji.

Twój kraj liczy ledwie ok. 700 tys. mieszkańców. Dopiero od czterech lat cieszy się niepodległością. Reprezentacja piłkarska gra w zasadzie od niecałych trzech lat. Co jest więc kluczem do tego, że spisujecie się tak dobrze?

- Jesteśmy mali, ale silni, a tak poważnie - to nie wiem. Może to jakaś taka nasza specjalna mentalność i ta atmosfera, która jest w reprezentacji. Naprawdę jesteśmy w zasadzie jak rodzina. Trzymamy się razem poza boiskiem, jak i na nim.

Poza boiskiem to chyba trudno, bo większość z piłkarzy z waszej kadry, tak jak ty, gra poza Czarnogórą.

- Zgadza się, w sumie chyba tylko trzech zawodników gra w lidze czarnogórskiej. Ostatnio tak sobie żartowaliśmy nawet, że musimy odnosić dobre wyniki, bo kilku z nas gra w drużynach klubowych, które są obecnie liderami w swych ligach. Jestem ja, jest bramkarz, który gra na Węgrzech, młody chłopak z Partizana Belgrad, są zawodnicy z Rosji, z Maccabi Tel Awiw. Trenerowi udało się skompletować fajny skład, który jest mieszanką doświadczenia z młodością.

Ty w tej mieszance jesteś rezerwowym, czyli jak w Jagiellonii.

- Cieszę się, że wchodzę na boisko i mogę grać, bo to jest najważniejsze. Po meczu ze Szwajcarią [wygrana w piątek 1:0 - red.], gdy wszedłem na boisko po przerwie i spisałem się naprawdę dobrze, trener powiedział mi, że moim atutem jest właśnie to, że mogę wejść na ostatnie 30-40 minut i pomóc drużynie. To jest bardzo ważne. A w Jagiellonii ostatnio już gram w podstawowym składzie i mam nadzieję, że tak będzie dalej. Teraz właśnie bardzo szybko muszę zapomnieć o meczu z Anglią i skupić się na sobotnim spotkaniu w ekstraklasie z Polonią Bytom. My na pewno będziemy faworytem tego meczu i musimy się przyzwyczaić do takiej sytuacji, jeżeli chcemy zdobyć mistrzostwo. Musimy sobie radzić z presją i wygrywać wszystko.