Leszczyńska też mówi pa

Jeszcze sezon się nie rozpoczął, a trzecia już zawodniczka opuszcza białostocki klub. W ekstraklasie w naszej drużynie nie zagra Alicja Leszczyńska, która miała być drugą rozgrywającą
W poprzednim tygodniu Pronar AZS opuściły dwie siatkarki: Małgorzata Sikora oraz Agnieszka Starzyk. Pierwsza z nich zdecydowała się przenieść do I-ligowej Sparty Warszaw, gdyż doszła do wniosku, że wielkich szans na grę w ekstraklasie nie ma. Ale nie bez znaczenia przy zmianie klubu były też zaległości w wypłatach, jakie są w białostockiej drużynie. Z tego względu przede wszystkim kontrakt z klubem zerwała Starzyk, która ma grać w beniaminku ekstraklasy z Rumi. I tak jak wcześniej przypuszczaliśmy, nie była to ostatnia siatkarka, która odchodzi z drużyny. W białostockim klubie nie zagra Alicja Leszczyńska.

To koniec odejść?

- Nie chcę w zasadzie nawet tego komentować. Po prostu nie ma jej w klubie. Powiedziała tylko tyle, że rezygnuje z gry u nas - stwierdza krótko trener Wiesław Czaja.

- Umowa została rozwiązana za porozumieniem stron. Kwestie finansowe nie były absolutnie powodem rozwiązania kontraktu - zapewnia natomiast Sebastian Humbla, członek zarządu klubu.

Nie jest też tajemnicą, że trener Czaja nie był zadowolony z poziomu prezentowanego przez Leszczyńską. Mimo że miała być tylko drugą rozgrywającą i pewnie w rozpoczynającym się w grudniu sezonie nie grałaby za wiele. Za rozegranie w lidze ma odpowiadać bowiem Magdalena Godos, tylko że ona w trakcie przygotowań więcej czasu przechodziła rehabilitację, niż uczestniczyła w zajęciach zespołu. Nawet teraz nie może trenować, gdyż ma problem z palcem.

- Magda za trzy dni powinna wrócić do treningów. To, że w drużynie jest tylko jedna rozgrywająca, to przejściowa sytuacja - mówi Czaja. - Już poczyniliśmy pewne kroki, by pozyskać nową zawodniczkę. Teraz została tylko kwestia porozumienia się jej z klubem w sprawie kontraktu. Mam też nadzieję, że wszystko co złe miało być, to już nas spotkało, że nie będzie więcej kontuzji i ubytków.

Wyjaśnienia prezesa

Trzymając się kwestii odejść, prezesem klubu przestał być Mikołaj Linkiewicz. Taka decyzja zapadła we wtorek na walnym zgromadzeniu członków klubu.

- Prezes był można powiedzieć na takim trzymiesięcznym okresie próbnym i teraz postanowił zrezygnować z powodów zdrowotnych - tłumaczył wówczas Humbla.

Zupełnie inaczej sprawę przedstawia sam Linkiewicz.

- Byłem zatrudniony na czas nieokreślony. To ja przy powołaniu mnie na prezesa (2 sierpnia) zastrzegłem, znając już sytuację finansową klubu, że o ile się ona nie zmieni na przestrzeni trzech miesięcy, to złożę rezygnację, co uczyniłem - mówi Linkiewicz, który na potwierdzenie swych słów dostarczył do redakcji m.in. kopię umowy o pracę.

Linkiewicz rezygnację złożył 15 października. W uzasadnieniu jego decyzji można wyczytać m.in.:

"W chwili obecnej klub nie posiada płynności finansowej, a umowa promocyjna zawarta z Urzędem Marszałkowskim i umowy sponsorskie, są dalece niewystarczające na normalną działalność. Szczególnie wynika to z sytuacji wielosettysięcznych wcześniejszych zobowiązań z lat 2008/2009".

- W klubie jest potrzebny teraz nie prezes administrator, lecz prezes sponsor z dużymi pieniędzmi - dodaje Linkiewicz.

Najprawdopodobniej różne zobowiązania klubu przekraczają milion złotych. Na tą kwotę składają się m.in. pożyczki od... sponsorów.

- Każda organizacja przechodzi czasami kłopoty i kryzysy. Są pewne perturbacje, ale w klubie jest nowa ekipa. Mamy pewne pomysły i plany marketingowe. Mam nadzieję, że to wszystko przyniesie skutek - kończy jednak z optymizmem Humbla.