Siatkarki wracają do gry. Do Mielca z kapitan

Po ponaddwutygodniowej przerwie do zmagań w ekstraklasie wracają białostockie siatkarki. Mimo kontuzji z zespołem na mecz do Mielca ze Stalą jedzie kapitan AZS-u Joanna Szeszko
Szeszko urazu kolana nabawiła się podczas sparingu z Legionovią Legionowo. W ostatnich dniach z zespołem nie trenowały też Aleksandra Kruk (przeziębienie) oraz Dominika Kuczyńska (drobny uraz).

- W tak okrojonym składzie nie możemy nawet w zasadzie normalnie potrenować, przećwiczyć pewnych elementów naszej gry. Na szczęście Ola i Dominika już wróciły do treningów, ale brak Asi to spore osłabienie - nie ma złudzeń białostocka rozgrywająca Magdalena Godos.

Przy absencji Szeszko trener Wiesław Czaja nie ma w zasadzie pola manewru jeśli chodzi o przyjęcie. Zostały mu bowiem w składzie tylko dwie zawodniczki na tę pozycję Kruk oraz Anca Martin.

- Na pewno nasza sytuacja nie jest komfortowa, ale musimy sobie jakoś z tym wszystkim poradzić. W Mielcu może zdarzyć się tak, że te dziewczyny, które wyjdą na boisko w podstawowym składzie, będą na nim przebywać przez cały mecz. Chociaż też mam nadzieję, że być może na boisko, chociaż na krótką zmianę, wejdzie Asia, która jedzie z nami - stwierdza trener AZS-u. - Asia, chociaż nie wykonuje wszystkich ćwiczeń, to cały czas z nami trenuje. Inna zawodniczka pewnie od razu odpuściłaby sobie zajęcia, a ona ma taki charakter, że chce nam pomóc.

Nawet gdyby się tak zdarzyło, że Szeszko zagra w sobotę, to i tak nie uniknie operacji. Być może już w niedzielę położy się do szpitala i wówczas okaże się, czy zabieg będzie można rozłożyć w pewnym sensie na raty.

- Jeżeli będzie taka możliwość, to najpierw kolano zostanie wyczyszczone tak trochę pobieżnie i po pewnej przerwie mogłabym wrócić do treningów, a dopiero po sezonie byłaby zrobiona kompletna operacja - tłumaczy Szeszko.

Białostoczanki do zmagań ligowych wracają po ponaddwutygodniowej przerwie. W tym czasie jednak nie próżnowały.

- Wolne zminimalizowaliśmy najbardziej jak mogliśmy. W drugi dzień świąt już trenowaliśmy, zajęcia były również już 2 stycznia. Nie mogliśmy sobie pozwolić na przespanie tego okresu, gdyż kilka dni przerwy odbija się na formie dziewczyn - mówi trener Czaja, którego drużyna ma za sobą już cztery ligowe spotkania i tylko jedno zwycięstwo. W ostatnim meczu przed przerwą w rozgrywkach białostoczanki pokonały beniaminka z Rumi.

- W Rumi wygrałyśmy, bo stanowiłyśmy kolektyw i wierzę, że w Mielcu spiszemy się równie dobrze. Wyśmienicie by wręcz było, gdybyśmy, z uwagi na nasze problemy kadrowe, sprężyły się i wygrały w szybkich trzech setach - mówi Godos. - Momentami na treningach nasza gra wygląda bowiem bardzo dobrze. Z każdym też treningiem i meczem te mniej doświadczone dziewczyny nabierają takiej pewności i ja nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że my w tym sezonie będziemy grały tylko i wyłącznie o utrzymanie w rozgrywkach.

Aby tak się nie stało białostoczanki powinny wygrać w sobotę w Mielcu. Teoretycznie bowiem Stal nie należy do ligowych potentatów. Chociaż przed sezonem w mieleckiej ekipie zaszło sporo zmian i obecna drużyna niewiele ma wspólnego z tą, która w ostatnich rozgrywkach grała w barażach o utrzymanie w lidze. W Stali jest nowy szkoleniowiec Adam Grabowski, z poprzedniego sezonu w drużynie zostały tylko siostry Agata i Dorota Wilk, Dorota Ściurka, Anita Kwiatkowska i Agata Durajczyk. Do drużyny dołączyły natomiast m.in. trzy zawodniczki grające w przeszłości w białostockim AZS-ie: Sylwia Pycia, Dominika Koczorowska oraz Ilona Gierak. Przemeblowana Stal w obecnych rozgrywkach sprawiła już dwie niespodzianki. Pokonała za trzy punkty wyżej notowane ekipy z Dąbrowy Górniczej oraz Łodzi.

- Ale też przegrała z drużyną z Bydgoszczy, czyli Stal to nie jest jeszcze zespół, który ustabilizował formę. Jest to drużyna do pokonania i my przed tym spotkaniem nie stoimy na straconej pozycji - uważa trener Czaja.