Sport.pl

Łukasz Parszczyński, czyli szybki transfer i medale

W styczniu został zawodnikiem Podlasia Białystok, a w weekend zdobył dla nowego klubu dwa medale mistrzostw Polski w hali.
Przez dziesięć lat Łukasz Parszczyński był zawodnikiem Polonii Warszawa. Do największych sukcesów biegacza zaliczyć należy: srebro w drużynie młodzieżowców podczas mistrzostw Europy w biegach przełajowych w 2007 r. i piąte miejsce na dystansie 3000 m na halowym Pucharze Europy w Moskwie w 2008 r. 25-letni zawodnik zdobywał oczywiście medale mistrzostw Polski w hali i na stadionie.

W tegorocznych mistrzostwach w Spale był trzeci na 1500 i pierwszy na 3000 m. W tej drugiej konkurencji będzie rywalizował na halowych mistrzostwach Europy w Paryżu (początek - 4 marca).

Rozmowa z biegaczem

Adam Muśko: Do Podlasia trafił pan dość niespodziewanie. Jak to się stało?

Łukasz Parszczyński: To był faktycznie szybki transfer. Pilotował go trener Podlasia, którego znałem wcześniej, Tomasz Dąbrowski. Chciałem zmienić klub, nadarzyła się okazja na Podlasie, to tym bardziej się ucieszyłem, bo Białystok nie jest mi obcy. Tu urodziła się moja mama, w dzieciństwie spędzałem wiele czasu, mam nawet sporą rodzinę w tym mieście. Ponadto moja dziewczyna Izabela Zaniewska pochodzi z Czarnej Białostockiej, a także trenuje biegi u Michała Smalca z Podlasia. W klubie zaproponowano mi warunki, jakie mi pasują i dlatego zdecydowałem się na zmianę. Przyznam, że prowadziłem też rozmowy z Prefbetem Śniadowo, ale nie doszliśmy do porozumienia.

Właśnie, jak dobre są to warunki, lepsze niż w Warszawie? Ogólnie wiadomo, że na tym poziomie w lekkiej atletyce nie ma dużych pieniędzy.

- To gorący temat i na razie sprawa mego stypendium w Białymstoku jest załatwiana. A jeżeli chodzi o wysokość, to zależy zwykle od zawodnika, bo jednemu dziesięć tysięcy złotych będzie mało, a inny zadowoli się sumą znacznie mniejszą. Ale to prawda, że w naszej dyscyplinie nie ma wielkich pieniędzy. Jeżeli zawodnik jest na topie, to ma wszystko, ale już średniej klasy lekkoatleta praktycznie nie ma nic. Ja mam ten komfort, że posiadam sponsora, dzięki któremu mogę spokojnie przygotowywać się do startów i nie zaprzątać sobie głowy innymi sprawami. Ważna jest także lojalność klubu wobec zawodnika i to, aby klub starał się dbać o zawodnika. W swoim poprzednim klubie nie miałem żadnego stypendium i praktycznie żadnej pomocy. Może dlatego rozstaliśmy się bez żalu i zawirowań. Mam nadzieję, że w Białymstoku będzie lepiej.

Będzie pan trenował także w Białymstoku?

- Nie, w moim treningu nic się nie zmieni. I tak przecież w 90 procentach odbywał się na obozach w Polsce i za granicą. Po prostu będę reprezentował Podlasie na zawodach.

Czy zna pan zawodników Podlasia?

- Znałem tych najbardziej znanych, jak Kamila Stepaniuk czy Kamil Kryński. Ale już na mistrzostwach w Spale poznałem innych.

Mistrzostwa w Spale zakończył pan z dwoma medalami. Takie były oczekiwania?

- Liczyłem na dwa złota i może jest pewien niedosyt, że zabrakło tego drugiego. Ale wyniki biegów już są dla mnie rewelacyjne. Przecież na dystansie 1500 m aż czterech zawodników zmieściło się w minimum na mistrzostwa Europy. Natomiast tak szybkiego biegu na 3000 m w Polsce nie było już chyba od 15 lat. Naprawdę teraz w kraju jest z kim rywalizować.

Pana wynik na 3000 m daje miejsce w drugiej dziesiątce na listach europejskich. Czego można spodziewać się po drugim pana występie na halowych mistrzostwach kontynentu?

- Dwa lata temu w Turynie wystartowałem źle, nie przeszedłem eliminacji. Natomiast mój tegoroczny najlepszy wynik [7:54,29 min - red.] uzyskałem w Karlsruhe, ale ten bieg nie ułożył się po mojej myśli. Myślę, że mogę ten wynik poprawić jeszcze o jakieś cztery sekundy, a czas w granicach 7:50,00 min w Paryżu może dać miejsce w szóstce. Ale to wszystko zależy od tego, czy dobrze rozegram bieg eliminacyjny. Jeżeli awans do finału uzyskam, nie tracąc wielu sił, to może być dobrze. Ponadto dobrze byłoby, aby bieg finałowy był rozgrywany w nie najszybszym tempie. Wtedy będzie się liczył finisz, a szybkościowo jestem dobrze przygotowany. To zasługa trenera Marka Jakubowskiego, z którym pracuję od dwóch lat. Wcześniej na początku sezonu halowego miałem bardzo dobre wyniki, ale na imprezy docelowe nie starczało mi sił. Teraz jest inaczej i najwyższą dyspozycję mam w odpowiednim momencie.

Starty halowe kończą się po mistrzostwach Europy. Jakie masz plany na sezon letni?

- Po Paryżu trzeba będzie z tydzień odpocząć i później zacząć przygotowania do zmagań latem. Docelową imprezą będą mistrzostwa świata w Daegu [27 sierpnia-4 września]. Postaram się uzyskać minimum na 3000 m z przeszkodami [8:23,10 min, a rekord życiowy Parszczyńskiego z 2008 r. to 8:29,46]. Z czarnoskórymi zawodnikami można walczyć tylko na tym dystansie, gdzie prócz wytrzymałości liczy się jeszcze technika. Ponadto historia pokazuje, że Polacy w tej konkurencji odnosili sukcesy, więc można.

Więcej o: