Burkhardta czeka przerwa

Najpierw kontuzji doznał Bartłomiej Grzelak. Następnie urazu nabawił się Maciej Makuszewski. Teraz od gry, być może nawet przez trzy tygodnie, będzie musiał odpocząć Marcin Burkhardt
Zobacz ostatnią bramkę Marcina Burkhardta »

Kontuzja Grzelaka (zerwane ścięgno Achillesa) spadła na białostoczan niczym grom z jasnego nieba. Piłkarz był bowiem szykowany do gry w podstawowym składzie, przynajmniej w pierwszych wiosennych spotkaniach. Trener Michał Probierz chciał postawić na napastnika mocnego w walce wręcz z obrońcami przeciwnika, dobrze grającego tyłem do jego bramki. W obliczu urazu eliminującego Grzelaka na pół roku, plan trzeba było szybko weryfikować. Tym bardziej że kontuzji nabawił się on tuż przed zamknięciem okienka transferowego. Co prawda włodarzom Jagiellonii udało się sprzed nosa Arce Gdynia sprzątnąć Vuka Sotirovicia, ale on na razie swą grą nie zachwyca. W sobotnim meczu z Lechią Gdańsk (porażka 1:2) w pierwszej połowie miał jedną sytuację, w której mógł zdobyć gola, ale jej nie wykorzystał. Po nieco ponad godzinie gry Serb został zmieniony.

- Trudno, że nie zdobyłem gola, ale ja nie muszę strzelać, aby tylko zespół wygrywał. Aby myśleć o lepszej grze w ofensywie. Musimy atakować większą liczbą zawodników - uważa Sotirović.

Ofensywę w sobotnim meczu z Lechią miał wzmocnić Maciej Makuszewski. Pomocnik nie zdążył jednak zagrać po przerwie w rozgrywkach ani minuty w oficjalnym meczu, bo podczas treningu nabawił się urazu (naciągnął więzadła w kolanie). Do ćwiczeń będzie mógł wrócić za około trzy tygodnie.

- Szkoda, że Makuszewski wypadł teraz z treningów, bo ostatnio dobrze się prezentował - przyznaje trener Probierz.

Szkoleniowcowi po sobotnim meczu przybył kolejny problem. Po półgodzinie gry z boiska musiał zejść Marcin Burkhardt (doznał urazu mięśnia dwugłowego uda). Część kibiców była zapewne zadowolona, oczywiście nie z kontuzji zawodnika, ale z tego, że zszedł on z boiska, gdyż m.in. jego obarczają za słabą postawę zespołu w ofensywie. To jednak on przynajmniej stara się zagrać piłkę do przodu, to po jego świetnym podaniu w meczu z Lechią Sotirović mógł zdobyć gola. Diagnoza w sprawie urazu wyglądała nie najlepiej - trzy tygodnie przerwy.

- Być może nie będzie aż tak źle i Burkhardt będzie musiał odpocząć tylko parę dni - mówi trener Probierz, który wczoraj zrezygnował z treningu zespołu na boisku ze sztuczną nawierzchnią. - Dwie z trzech ostatnich kontuzji zawodnicy odnieśli właśnie na sztucznej murawie, a więc nie ma co ryzykować. We wtorek będziemy mogli poćwiczyć na stadionie miejskim, bo w środę gramy przecież z Lechią [rewanż w ćwierćfinale Pucharu Polski - red.].

Brak możliwości treningów na boisku z naturalną trawą trener Probierz wymienia jako jeden z powodów słabej gry Jagiellonii w pierwszych wiosennych meczach.

- W trzech ostatnich tygodniach tylko dwa razy ćwiczyliśmy na prawdziwej trawie, dlatego brakuje pewności w rozegraniu i podawaniu piłki - tłumaczy szkoleniowiec.

Kiedy więc w końcu zespół będzie mógł ćwiczyć na boisku treningowym w Pogorzałkach?

- Trudno jeszcze teraz wyrokować. Boisko jest jeszcze zamarznięte, jest bardzo mokro. Wpuszczenie na nie za wcześnie piłkarzy wiązałoby się z tym, że później mogłoby się w ogóle nie nadawać do treningów - wyjaśnia Krzysztof Mieszków, dyrektor ds. administracji i bezpieczeństwa w Jagiellonii.

Trener ma nadzieję, że już od przyszłego tygodnia drużyna będzie mogła trenować na naturalnym boisku. Być może wówczas ulegnie poprawie też gra zespołu. Białostoczanie w trzech wiosennych spotkaniach w lidze zdobyli zaledwie dwa punkty. Tym samym mają już cztery "oczka" straty do prowadzącej w ligowej tabeli Wisły Kraków, chociaż przerwę w rozgrywkach spędzali mając trzy punkty przewagi nad klubem z Krakowa.

- Jeszcze wszystko jest możliwe i trzeba zachować spokój - twierdzi Cezary Kulesza, prezes i jeden z właścicieli Jagiellonii. - Co prawda w sobotę przegraliśmy pierwszy mecz na własnym stadionie od bardzo dawna [dokładnie 12 września 2009 - red.], ale przecież w tej samej kolejce porażkę u siebie poniosła też chociażby Legia Warszawa. Mistrz Polski, czyli Lech Poznań przegrał z ostatnią w tabeli Cracovią. Nie ma co teraz robić jakichś nerwowych ruchów. Po jednej porażce nie można mówić, że już nie liczymy się w walce o mistrzostwo, czy nie mamy szans na miejsce na podium. Nasza strata do Wisły nie jest przecież duża, a przed nami jeszcze mecz w Krakowie. Co prawda gra zespołu nie jest może porywająca, ale ta forma musi w pewnym momencie przyjść - kończy z optymizmem szef Jagiellonii.

Zanim jednak białostoczanie wybiorą się na mecz do Krakowa, rozegrają dwa inne spotkania. Najbliższe już jutro. Na własnym stadionie zmierzą się z Lechią Gdańsk w meczu rewanżowym ćwierćfinału Pucharu Polski. Na wyjeździe Jagiellonia bezbramkowo zremisowała.

- Chcemy odegrać się Lechii za porażkę w lidze i wygrać - zapowiada Sotirović.