Sport.pl

Niewykorzystane szanse. Jagiellonia przegrała z Lechem

Chociaż mieli kilka wybornych sytuacji do zdobycia gola, to żadnej z nich nie wykorzystali i ciągle pozostają bez zwycięstwa na wiosnę. Piłkarze Jagiellonii przegrali w sobotę 0:2 w Poznaniu z Lechem. Mimo porażki białostoczanie nadal są wiceliderem ekstraklasy, bo potknęły się też inne zespoły z czołówki rozgrywek
Chcieliśmy walczyć o mistrza, a jeśli Wisła Kraków jutro wygra, to ten cel stanie się raczej nierealny - stwierdził po porażce w Poznaniu trener Jagiellonii Michał Probierz.


Wydawało się, że rzeczywiście białostoczanie mogą pożegnać się już na dobre z marzeniami o mistrzostwie, gdyż trudno było przypuszczać, że piłkarze z Krakowa stracą punkty. Wisła dotychczas grała tak, jak na prawdziwego faworyta do mistrzostwa przystało (licząc z jesienią, miała na koncie siedem zwycięstw ligowych z rzędu). Wczoraj jednak lider rozgrywek potknął się w Bytomiu i zremisował tylko 2:2 z Polonią. Co więcej, wyniki innych drużyn z czołówki ułożyły się też po myśli jagiellończyków. Legia Warszawa przegrał w Bełchatowie i nie wykorzystała szansy, aby wyprzedzić białostoczan w tabeli. Taką okazję miała też Lechia Gdańsk. Podopieczni Tomasza Kafarskiego, którzy w poprzedniej kolejce wygrali w Białymstoku, też ponieśli porażkę (1:2 we Wrocławiu ze Śląskiem). Tym bardziej szkoda przegranej w Poznaniu i straconej szansy na umocnienie się na drugim miejscu w tabeli.

Białostoczanie nic sobie nie robili z tego, że przyszło im się zmierzyć z aktualnym mistrzem Polski, i to na jego stadionie. Chcieli popsuć przypadające dokładnie na sobotę 89. urodziny Lecha. Od początku spotkania grali odważnie i szybko stworzyli sobie kilka okazji do zdobycia gola. Niestety stadion w stolicy Wielkopolski, nawet po jego przebudowie (jest to pierwszy obiekt przygotowany na Euro 2012), nadal pozostaje dla Jagiellonii twierdzą nie do zdobycia. Co więcej ciągle jedynym golem zdobytym przez białostoczan na tym obiekcie jest trafienie z 2008 r. Vuka Sotirovicia.

- Gdybym był skuteczniejszy, to my byśmy się cieszyli ze zdobycia trzech punktów - przyznał samokrytycznie po sobotnim meczu Tomasz Frankowski.

Kapitan Jagiellonii jesienią zdobywał gole z niebywałą lekkością. Już jednak podczas przygotowań do rundy wiosennej nie prezentował się najlepiej. Trener Probierz przyznał nawet, że błędem było puszczenie jednego z liderów zespołu na zgrupowanie reprezentacji, by tam pomagał selekcjonerowi w pracy z napastnikami. W pierwszych spotkaniach po zimowej przerwie doświadczony napastnik nie miał zbyt wiele okazji do pokazania swego kunsztu. Białostoczanie mieli bowiem ogromne problemy ze stwarzaniem sytuacji do zdobycia goli. W ostatnich pojedynkach już jest z tym zdecydowanie lepiej, ale niestety nie przekłada się to na zdobyte bramki.

- Zawiodłem - stwierdził krótko Frankowski po tym, jak w środę w meczu Pucharu Polski z Lechią Gdańsk nie wykorzystał kilku dobrych sytuacji do zdobycia gola, a przede wszystkim rzutu karnego i Jagiellonia musiała pożegnać się z marzeniami o obronie trofeum. W sobotę też nie miał powodów do zadowolenia. Wręcz idealną okazję do zdobycia gola miał w 20. min konfrontacji. Przegrał jednak pojedynek sam na sam z Krzysztofem Kotorowskim, dodać też trzeba, że bramkarz Lecha spisał się bardzo dobrze i mocno utrudnił oddanie strzału Frankowskiego. To nie była niestety tylko jedna sytuacja, w której górą był bramkarz Lecha.

- Zabrakło nam tylko i wyłącznie skuteczności - mówi Frankowski.

- Ostatnie trzy mecze pokazały, że potrafimy stwarzać sytuacje, niestety z ich wykończeniem jest fatalne. Można też powiedzieć, że szczęście nie jest po naszej stronie, bo kiedyś potrafiliśmy z dwóch, trzech sytuacji zdobyć bramkę i wygrać mecz. Dzisiaj to Lech po przerwie stworzył trzy sytuacje i zdobył dwie bramki. Na tym właśnie polegała różnica między Lechem i Jagiellonią - dodaje Hermes.

Trudno z Brazylijczykiem się nie zgodzić, gdyż białostoczanie z Poznania powinni wyjeżdżać jeżeli nie z kompletem punktów, to przynajmniej z jednym "oczkiem" za remis. Kto wie jak mecz by się potoczył, gdyby w końcówce pierwszej połowy faul na Sotiroviciu odgwizdał sędzia Dawid Piasecki. Serba na granicy pola karnego powalił na ziemię Manuel Arboleda. Arbiter nie dopatrzył się jednak przewinienia.

- Trzeba jasno powiedzieć, że zostaliśmy skrzywdzeni, byłem ewidentnie faulowany, czy było to w polu karnym, czy przed, nie jestem w stanie powiedzieć, ale czerwona kartka być powinna - uważa Sotirović.

- Sędzia zinterpretował, że faulu nie było, ale na pewno była to kontrowersyjna sytuacja - przyznaje Marcin Kikut, obrońca Lecha.

Po zmianie stron nadal to białostoczanie prezentowali się lepiej, starali się atakować. Co jednak z tego, skoro to gospodarze cieszyli się ze zdobycia gola. Semir Stilić został niepilnowany w polu karnym. Jego pierwsze uderzenie rozpaczliwie plecami zablokował jeszcze Alexis Norambuena, ale futbolówka ponownie trafiła pod nogi Bośniaka i ten umieścił ją już w siatce. Piłkarze Jagiellonii nie załamali się stratą gola i dążyli do doprowadzenia chociażby do remisu. Swą szansę po dośrodkowaniu z rzutu wolnego miał Thiago Cionek, ale piłkę nad poprzeczką przeniósł Kotorowski. W końcówce spotkania w pole karne rywali zapędził się nawet Grzegorz Sandomierski, ale niestety to też nie przyniosło efektu.

Już w doliczonym czasie gry drugą bramkę zdobył natomiast Stlić i piłkarze Lecha mogli cieszyć się z wygranej.

- W piłce najważniejsze jest jednak zdobywanie bramek, a nam zabrakło takiej indywidualności jak Semir Stilić - ocenia trener Probierz.

- Przegraliśmy to spotkanie, ale plusem jest to, że od kilku meczów widać w progres w naszej grze. Niestety nie przekłada się to na wyniki, ale mam nadzieję, że to jeszcze nastąpi - dodaje natomiast Jarosław Lato.

Kolejne spotkanie białostoczanie rozegrają dopiero za dwa tygodnie (w Krakowie z Wisłą). Teraz bowiem następuje przerwa w rozgrywkach na mecze reprezentacji. Z tego też względu trener Probierz nie będzie miał teraz do dyspozycji niektórych piłkarzy. Na zgrupowania kadr wyjeżdżają m.in.: Grzegorz Sandomierski, Tadas Kijanskas, Andrius Skerla, Robert Arzumanjan, Luka Pejović, Mladen Kaszczelan.



Lech Poznań - Jagiellonia Białystok 2:0 (0:0)

Strzelec bramek : Semir Stilić (61. i 90.).

Lech : Kotorowski - Kikut Ż, Bosacki, Arboleda, Henriquez - Ślusarski (65. Mikołajczak), Injac Ż (65. Kriwiec), Murawski, Djurdjević (85. Wołąkiewicz), Stilić - Artjoms Rudnevs.

Jagiellonia : Sandomierski - Norambuena (90. Essomba), Skerla, Cionek Ż, Pejović (85. Seratlić) - Kupisz, Hermes Ż, Kaszczelan, Lato - Frankowski (75. B. Pawłowski), Sotirović.

Widzów ok. 24.000.

Sędziował (jako główny) Dawid Piasecki ze Słupska.



Inne wyniki 19. kolejki

Arka Gdynia - Zagłębie Lubin 1:1 (1:1): Denis Glavina (21.) - Mouhamadou Traore (35.); Cracovia - Korona Kielce 3:0 (0:0): Mateusz Klich (50.), Aleksejs Visnakovs (73.), Saidi Ntibazonkiza (81.); Polonia Warszawa - Widzew Łódź 0:1 (0:0): Adrian Budka (70.); Ruch Chorzów - Górnik Zabrze 3:0 (0:0): Marek Zieńczuk (52.), Arkadiusz Piech (62.), Marcin Malinowski (64.); Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 2:1 (0:0): Przemysław Kaźmierczak (56.), Piotr Ćwielong (67.) - Luka Vucko (83.); GKS Bełchatów - Legia Warszawa 2:0 (1:0): Marcin Żewłakow (36.), Maciej Małkowski (90.); Polonia Bytom - Wisła Kraków 2:2 (1:1): Marcin Radzewicz (2.), Dariusz Jarecki (63.) - Andraz Kirm (18.), Patryk Małecki (69. - karny).

Tabela ekstraklasy

1. Wisła Kraków193729:18
2. Jagiellonia Białystok 19 32 24:18

3. Legia Warszawa193124:26
4. Lechia Gdańsk193027:21
5. Lech Poznań192824:15
6. Śląsk Wrocław192826:23
7. GKS Bełchatów192823:21
8. Górnik Zabrze192722:31
9. Korona Kielce192725:27
10. Zagłębie Lubin192417:23
11. Ruch Chorzów192418:18
12. Widzew Łódź192427:22
13. Polonia Warszawa192123:21
14. Polonia Bytom192019:24
15. Arka Gdynia191912:21
16. Cracovia191623:34
Dwa ostatnie zespoły spadną z ligi.