Sport.pl

Jeden taki mecz Jagiellonii na rundę

Jesienią, nim się obejrzeli, stracili trzy gole w Łodzi z Widzewem. W ostatniej kolejce spotkań również do przerwy przegrywali 0:3. - Tak się dzieje, gdy za szybko uwierzy się w zwycięstwo - mówi trener Jagiellonii Michał Probierz
W sobotę białostoczanie przegrali 2:3 w Bytomiu z Polonią. Trzy bramki stracili już w pierwszej połowie. Piłkarze walczącej o utrzymanie w ekstraklasie drużyny z dziecinną łatwością radzili sobie z obrońcami wicelidera zmagań. Nie popisał się zwłaszcza wracający do podstawowego składu Alexis Norambuena, jak też grający w kilku ostatnich spotkaniach na środku defensywy Robert Arzumanjan.

- To nie tylko obrońcy spisali się źle, ja też przecież im nie pomogłem, a żeby było dobrze, musimy się uzupełniać. Dlatego nie ma co teraz winić kogokolwiek - twierdzi bramkarz białostoczan Grzegorz Sandomierski.

- Strata goli to nie tylko wina obrońców, w jednej akcji potrafiliśmy popełnić aż sześć błędów. Gra całego zespołu w defensywie wyglądała źle. Tak to jednak jest, jak już przed meczem uwierzy się w zwycięstwo - mówi z kolei trener Probierz, który nie chcę zdradzić, czy w najbliższym spotkaniu dokona zmian w linii defensywnej swej drużyny. Nie można jednak wykluczyć, że, tak jak w drugiej połowie spotkania w Bytomiu, w sobotę na własnym stadionie w starciu z Widzewem Łódź na środku obrony obok Andriusa Skerli zagra Thiago Cionek.

- Mecz jest w sobotę i przede wszystkim mamy teraz nad czym pracować i co poprawiać - mówi szkoleniowiec.

W sobotę białostoczanie mogli przeżyć małe deja vu. Jesienią mieli za sobą serię trzech kolejnych wygranych spotkań, w których nie stracili ani jednego gola, czyli była identyczna sytuacja jak przed meczem z Polonią. Wówczas wybrali się na pojedynek do Łodzi z Widzewem i dobrze spisującą się defensywę Jagiellonii rozmontowali z dziecinna łatwością rywale, też do przerwy strzelając trzy gole.

- Wtedy jednak ostatecznie, aż cztery razy musiałem wyjmować piłkę z własnej bramki - przypomina Sandomierski mecz zakończony porażką 1:4.

- Mam nadzieję, że skoro w tamtej rundzie tylko jedno takie spotkanie się zdarzyło, to w rundzie wiosennej też będzie tylko jeden taki mecz. Wierzę, że teraz wszystko wróci do normy - przekonuje bramkarz Jagiellonii. - Na pewno jednak ta porażka w Bytomiu bardzo boli, bo nie powinno się zdarzyć to, co się zdarzyło w pierwszej połowie. Zawodnicy Polonii wręcz zabawili się z nami i dostaliśmy trzy "dzwony".

Białostoczanie nie wykorzystali też idealnej okazji do tego, aby zrównać się punktami w tabeli z prowadzącą Wisłą Kraków.

- Przede wszystkim to nie wykorzystaliśmy szansy, aby odskoczyć drużynom, które są za nami - twierdzi jednak trener Probierz, dla którego najbliższy mecz będzie kolejnym pojedynkiem z drużyną, w której swego czasu pracował. W Polonii był dwukrotnie szkoleniowcem, natomiast w Widzewie grał jeszcze jako piłkarz, ale również był trenerem.

- Tak się akurat ułożył terminarz, ale w piłce nie ma sentymentów i nie można na to patrzeć, że z jakimś zespołem kiedyś było się związanym. Dla nas najważniejszą kwestą jest teraz wyciągnąć wnioski z ostatniego meczu i poprawić te rzeczy, które źle funkcjonowały - podkreśla szkoleniowiec Jagiellonii.

Swe problemy ma też jednak Widzew. Nie dość, że łodzianie w ostatniej serii spotkań zaprezentowali się bardzo słabo i przegrali 0:1 w Warszawie z Legią, to jeszcze zawodnicy 13. drużyny ekstraklasy nie wyszli w poniedziałek na trening. Chodzi o długi, jakie wobec nich mają szefowie klubu. To m.in. premie za awans do ekstraklasy wywalczony w ubiegłym roku oraz pensje. Działacze już wiele razy obiecywali piłkarzom wypłatę zaległości, podawali kolejne terminy, ale słowa nie dotrzymywali. Zawodnicy nie chcieli komentować decyzji o rezygnacji z treningu. Zarząd klubu wydał natomiast komunikat w którym można wyczytać m.in. "Nie akceptujemy zachowań niezgodnych z kontraktem i przepisami PZPN, dlatego rozważymy wyciągnięcie stosownych konsekwencji wobec zawodników, którzy naruszyli swoje obowiązki."

Wczoraj piłkarze Widzewa już trenowali.

- Mamy dosyć niespełnionych obietnic. To był na razie protest ostrzegawczy. Dziś trenujemy, na pewno zagramy też w sobotę z Jagiellonią Białystok - powiedział "Gazecie" jeden z zawodników.