Jagiellonia nie dała rady dziewięciu legionistom

Piłkarze Legii i Jagiellonii po ostatnim gwizdku runęli na ziemię. Pierwsi z wyczerpania, drudzy bardziej z rozpaczy. Przez ponad pół godziny białostoczanie grali z przewagą dwóch graczy, ale nie potrafili wygrać
Dużo ciekawych rzeczy, oczywiście związanych z fatalną postawą białostockiego zespołu na boisku (trzy porażki z rzędu i osiem straconych goli), działo się przed piątkowym spotkaniem. Trener Michał Probierz już po ostatniej przegranej przed własną publicznością 1:3 z Widzewem Łódź stwierdził, że trzeba zmienić kilku piłkarzy albo trenera. Trzy dni później - we wtorek - po 0:2 w Warszawie z Polonią postanowił działać i podał się do dymisji. Działacze planowo ją odrzucili, kazali się nie wygłupiać na cztery kolejki przed końcem sezonu, a piłkarze wszystko to przyjęli z uśmiechem politowania. W czwartek miny mogły im jednak zrzednąć, bo przed treningiem chcieli z nimi porozmawiać szalikowcy, ale przyjęli wyjaśnienia szkoleniowca. Atmosfera w zespole mogła ulec polepszeniu dopiero na nieco spontanicznym spotkaniu przy ognisku dobę przed meczem.

- Cieszę się, że gramy kolejny raz tak szybko, co może pomóc podnieść morale zespołu - stwierdził Probierz przed rozpoczęciem rywalizacji z Legią.

W wyjściowym składzie Jagiellonii zmiany nastąpiły od bramki, gdzie debiut w ekstraklasie zaliczył 19-letni jeszcze Jakub Słowik (Grzegorz Sandomierski nie mógł zagrać z powodu nadmiaru kartek), po atak, w którym znowu od pierwszego gwizdka sędziego pojawił się Tomasz Frankowski. Do obrony (w miejsce Thiago Cionka, pauzującego do końca rozgrywek za brutalny faul na Arturze Sobiechu w Warszawie) wrócił Robert Arzumanjan, po tym, jak został zmieniony przy stanie 0:3 w Bytomiu, gdzie Jaga rozpoczęła niechlubną serię meczów bez choćby punktu. Ponadto w jedenastce znalazło się miejsce dla doświadczonych Jarosława Laty i Marcina Burkhardta, którzy nadają rytm "szatni".

Probierz nie wrócił jednak do ustawienia 4-4-2, które pozwoliło przełamać fatalną serię z początku wiosny i wygrać trzy razy. Tym razem eksperymentował z układem 4-3-3, albo czymś podobnym, bo w niektórych sytuacjach można było odnieść wrażenie, że piłkarze nie bardzo wiedzą, co powinni robić. Trener co chwilę im podpowiadał, co było bardzo dobrze słyszalne, bo kibice nie prowadzili dopingu z uwagi na protest przeciwko zamykaniu stadionów.

Spotkanie rozpoczęło się z lekkim opóźnieniem, bo delegat PZPN nakazał... zmianę ustawienia żurawi, które służą do budowy nowego stadionu. To może być też potwierdzenie pogłosek dotyczących powodów, z jakich komisja licencyjna odmówiła Jagiellonii zgody na grę w ekstraklasie w przyszłym sezonie. Ponoć w centrali piłkarskiej uznano, że problemem w Białymstoku są trwające od roku prace budowlane, które potrwają jeszcze na pewno kilkanaście miesięcy. W klubie wciąż czekają na uzasadnienie decyzji odmownej, by dopiero się odwołać, w PZPN nikt nie chce rozmawiać o szczegółach, tak więc na razie nikt nie chciał potwierdzić tych informacji.

Mimo wszystkich tych kłopotów lepiej w rywalizacji prezentowała się Jagiellonia. Do przerwy miała kilka okazji bramkowych. Jedną z trzech, może nie doskonałych, ale jednak na bramkę powinien zamienić Frankowski. Po dośrodkowaniu Luki Pejovicia nie sięgnął piłki, a później dwukrotnie strzelił w Wojciecha Skabę. W najlepszej sytuacji na koniec pierwszej połowy znalazł się Robert Arzumanjan. Po kolejnym dobrym dośrodkowaniu Burkhardta nie trafił w światło bramki z kilku metrów.

Legia zaś miała kłopot ze zbliżeniem się do bramki Słowika. Raz z dystansu próbował strzelać Michał Żyro, ale liczył chyba na debiutancką tremę młodego golkipera Jagi.

Na początku drugiej połowy znowu dobrze zagrali Burkhardt i Frankowski. Pierwszy szybko rozegrał rzut wolny, a drugi już wybiegał z piłką przed Skabę, kiedy sfaulował go Ivica Vrdoljak. Sędzia nie miał wątpliwości - czerwona kartka. Szkoda tylko, że fatalnie rzut wolny egzekwował Rafał Grzyb.

Od 59. min Legia grała już w dziewiątkę - Tomasz Kupisz ograł Ariela Borysiuka, a ten ściął go równo z trawą, co oznaczało drugą żółtą kartkę.

Mimo przewagi dwóch zawodników białostoczanie grali zbyt nerwowo. Bili głową w mur rozpaczliwej obrony legionistów (w pewnym momencie Skaba omal nie pobił się z Marcinem Komorowskim). Nieliczne jak na taką przewagę okazje marnowali. M.in. Lato i Arzumanjan nie zdołali umieścić piłki w pustej bramce. Wyśmienitej sytuacji nie wykorzystał też Pejović. Mimo doniosłego dopingu, który rozbrzmiał na ostatnie minuty, mecz skończył się remisem, który dla białostoczan jest jak porażka.

W następny weekend Jagiellonia podejmuje Koronę Kielce, następnie czeka ją wyjazd na mecz z Cracovią i kolejne spotkanie u siebie - z Ruchem Chorzów.

Jagiellonia Białystok - Legia Warszawa 0:0

Jagiellonia: Słowik - Norambuena, Skerla, Arzumanjan Ż , Pejović - Burkhardt Ż , Grzyb (77. Pawłowski), Lato - Kupisz, Frankowski, Seratlić Ż (61. Makuszewski).

Legia: Skaba - Wawrzyniak, Vrdoljak Ż, CZ , Komorowski, Kiełbowicz - Borysiuk Ż-CZ , Gol - Manu (90.+6 Rybus), Radović Ż , Żyro (54. Jędrzejczyk) - Hubnik (87. Kucharczyk).

Widzów: ok. 6000. Sędziował (jako główny): Dawid Piasecki ze Słupska.

Inny piątkowy mecz: Polonia Bytom - Górnik Zabrze 1:2.

Czołówka tabeli: 1. Wisła 50 pkt; 2. Jagiellonia 42; 3. Śląsk 40; 4. Legia 40.