Sport.pl

Tomasz Frankowski: Może Włodka złapię

- Jest niedosyt, bo przez ponad 20 kolejek byliśmy na pierwszej, bądź drugiej pozycji w tabeli, ale za kilka lat te czwarte miejsce będzie odbierane lepiej - mówi kapitan Jagiellonii
Tomasz Piekarski: Czwarte miejsce na koniec sezonu to powód do zadowolenia?

Tomasz Frankowski: A jak uważasz?

Po rozbudzonych nadziejach jesienią - jest niedosyt.

- Z tym się zgodzę. Rozbudziliśmy apetyty i wpadliśmy w pułapkę, bo zbyt otwarcie mówiliśmy o tytule mistrzowskim. Teraz więc jest niedosyt. Przecież przez ponad 20 kolejek byliśmy na pierwszym bądź drugim miejscu w tabeli, a koniec końców Śląsk Wrocław i Legia Warszawa nas wyprzedziły. Ale za kilka lat te czwarte miejsce będzie już odbierane lepiej.

Gdybyście wiosną nie spisywali się tak słabo, byłoby miejsce na podium. Jaki był powód słabej gry po przerwie w rozgrywkach?

- Od oceny są prezesi, trenerzy. Jako piłkarz mogę zauważyć tylko, że w naszej grze było trochę chaosu. Niestety, poza tą krótką fazą w środku rundy, gdzie zaliczyliśmy trzy wygrane z rzędu, nie pokazaliśmy futbolu, do jakiego przyzwyczailiśmy kibiców w 2010 r.

Musisz wiedzieć, dlaczego wiosną było tak słabo.

- Nie mam zielonego pojęcia. Być może osiągnęliśmy nasze apogeum i tyle.

Ty możesz czuć satysfakcję z czwartego w karierze tytułu króla strzelców.

- To prawda, indywidualnie spisałem się nawet lepiej niż myślałem. Nie przypuszczałem, że mogę zdobyć kolejną koronę.

Tylko tych goli - 14 - jak na króla jest trochę mało.

- To w sumie nie mój problem. Mnie cieszy, że tyle bramek wystarczyło.

Nie martwi, jako trenera napastników reprezentacji, że królem strzelców zostaje zawodnik niemal 37-letni?

- To nie ma znaczenia. W tym sezonie pojawiły się nazwiska trzech-czterech młodych napastników, którzy są jeszcze nieregularni. Chodzi mi o dwóch z Ruchu Chorzów, czyli Macieja Jankowskiego i Arkadiusza Piecha oraz Michała Kucharczyka z Legii. Oni raz na jakiś czas błysnęli.

Jak w ogóle oceniasz zakończony sezon. Liga była słabsza niż w poprzednich latach?

- Na pewno była wyrównana i emocjonująca dla kibiców, bo przecież co kolejkę były przetasowania od trzeciej do dziesiątej drużyny w tabeli. Do końca trzy zespoły walczyły o utrzymanie, wiele o podium. Tylko Wisła Kraków w ostatnich czterech kolejkach miała już spokój.

W niedzielę zakończyliście sezon, teraz przed tobą obowiązki w kadrze, a za chwilę początek przygotowań do kolejnych rozgrywek. Urlopu niemal nie będzie.

- Sami jesteśmy sobie winni. Jakbyśmy zajęli drugie miejsce, to mielibyśmy pewnie z tydzień dłuższą przerwę od treningów.

Nie uważasz, że z uwagi na tak krótką przerwę, w nowym sezonie możecie kontynuować słabą grę z wiosny?

- Może działacze pomyślą za nas i zatrudnią dwóch-trzech zawodników, dzięki którym poziom gry podniesie się o tyle, że piłkarze z obecnej kadry będą grali tak jak jesienią.

Nie obawiasz się kompromitacji w kwalifikacjach do Ligi Europy, już kilka polskich drużyn sparzyło się w pierwszym etapie rywalizacji.

- Nie obawiam się. Jeżeli przegramy w pierwszej rundzie, to będzie oznaczało, że nie zasługujemy na grę w tych rozgrywkach.

Jaki będzie następny sezon dla Jagiellonii?

- Nie wiem, ale chciałbym, żeby to była kontynuacja dobrej pracy z dwóch ostatnich. Rok temu zdobyliśmy 44 punkty, teraz mamy 48 i w kolejnych rozgrywkach chciałbym, byśmy zakręcili się w tej okolicy.

44, 48, czas na 52 punkty.

- To byłoby fantastyczne, ale nie wiem, czy na 52 punkty stać obecną Jagiellonię.

Nie przeszła ci przez głowę myśl, że skoro jest najwyższe miejsce Jagiellonii w historii występów w ekstraklasie, tytuł króla strzelców, to może to idealny moment, aby zakończyć karierę?

- Przeszła. Postanowiłem, że skoro mam kontrakt i czuję się na siłach, to może jeszcze tego Włodka Lubańskiego złapię [Frankowski w ekstraklasie zdobył już 147 bramek i zajmuje siódme miejsce w zestawieniu najlepszych strzelców w historii, a Lubański z dorobkiem 155 goli jest czwarty - red.].

Więcej o: