Sport.pl

Liga Europejska. Frankowski: Irtysz łyżką dziegciu

Mamy zespół, który jak mu idzie, to mało się chwali, a jak nie idzie, to nikt nikogo nie gani. Być może brakuje zawodników, którzy swoją złością boiskową zaraziliby innych - mówi Tomasz Frankowski, kapitan Jagiellonii
Rozmowa z Tomaszem Frankowskim

Tomasz Piekarski: Nie Jagiellonia, a Irtysz Pawłodar gra w drugiej rundzie kwalifikacji Ligi Europy (w czwartek zremisował na wyjeździe 1:1 z Metalurgią Rustawi). Kibicujesz teraz drużynie z Kazachstanu?

Tomasz Frankowski: Kompletnie już mnie ten zespół nie interesuje.

Myślałem, że jak Irtysz przejdzie kolejną rundę rozgrywek europejskich, wówczas ta gorycz waszej porażki z tą drużyną nie będzie aż tak duża.

- Nie ma nawet takiej opcji.

Minął już ponad tydzień od meczu w Pawłodarze, emocje pewnie trochę opadły, jesteś w stanie wytłumaczyć, co się stało, że nie ma was w drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy?

- Nie ma żadnego wytłumaczenia. Oczywiście są osoby, które czegoś tam szukają, że budżet zespołu z Pawłodaru jest wyższy, że Irtysz ma boiska w centrum, a nie na obrzeżach, a ponadto swój samolot. Jednak szczególnie w pierwszym meczu widzieliśmy różnice klas między zespołami i tak to miało się zakończyć. Niestety niefart był po naszej stronie, bo mieliśmy słupek, poprzeczkę i klika sytuacji do zdobycia gola też zepsuliśmy i nie ma na to żadnego wytłumaczenia. Należało strzelić jeszcze jedną bramkę, albo podczas meczu w Białymstoku, albo na początku spotkania w Kazachstanie i wówczas byłoby po dwumeczu.

W Kazachstanie najdogodniejsze sytuacje do zdobycia goli zmarnowali Maycon oraz Dawid Plizga. Mieliście po meczu do nich pretensje?

- Prawda jest taka, że mamy zespół, który jak idzie, to mało się chwali, a jak nie idzie, to praktycznie nikt nikogo nie gani. Być może brakuje takich zawodników, którzy właśnie swoją złością boiskową zarazili pozostałych chłopaków. Nikt nie miał pretensji, a być może jakieś spięcia byłyby konieczne, żeby uniknąć takich wpadek w przyszłości. W ciągu tych dwóch lat jak jestem w Jagiellonii, to było pasmo sukcesów, i porażka w Kazachstanie to łyżka dziegciu w tej beczce miodu, którą fundujemy kibicom od pewnego czasu.

Można też powiedzieć, że znaleźliście się w niezłym towarzystwie, dwa lata temu Wisła Kraków odpadła z gry o Ligę Mistrzów z Levadią Tallin.

- Chciałem uniknąć takich kompromitacji, żeby do Levadii czy do Karabachu nie być przyrównywanym, ale stało się. Zdaje sobie sprawę, że w meczach wyjazdowych w lidze swoje będzie trzeba przyjąć. Pewnie pojawią się jakieś piosenki na temat Irtyszu, który trzeba przyznać, jak w spokoju oglądałem mecz rewanżowy, zagrał bardzo ofiarnie i nie ustępował nam pola.

Odpadliście z drużyną z Kazachstanu, Wisła w środę co prawda wygrała, ale zaledwie 1:0 ze Skonto Ryga w eliminacjach Ligi Mistrzów. Taki niski jest poziom polskiej piłki?

- Nie widziałem meczu Wisły, a znam tylko suchy wynik. Wisła pojechała na mecz wyjazdowy, wygrała 1:0 i zrobiła coś, czego nam zabrakło i tu należy się szacunek zespołowi z Krakowa. Nie ma co teraz Wisły ganić. Barcelona jak jeździ w pierwszych meczach w Lidze Mistrzów na wyjazdy, to też nie musi grać pięknej piłki, ale wygrywa. Najważniejsze jest przecież zwycięstwo.

Wspomniałeś wcześniej, że w Jagiellonii brakuje zawodników, którzy wstrząsnęliby zespołem, poderwali go do walki. Po meczu w Kazachstanie trener Michał Probierz mówił, że właśnie teraz będzie więcej wymagał od piłkarzy, że będziecie inaczej pracować. Co ty na to?

- Trener ma swoje plany. Współpracuje z tą drużyną od długiego czasu i jest potrzebny kolejny krok naprzód, żeby nie nastąpiła stagnacja w drużynie, żeby utrzymać rywalizację w zespole i być może żebyśmy nawiązali do zeszłego sezonu, który był, co by nie mówić, niezwykle udany dla naszego klubu.

Nowy sezon startuje za dwa tygodnie, zdołacie do tego czasu wyrzucił z głów tę przegraną rywalizację z Irtyszem?

- Mam nadzieję, że już od pierwszych spotkań będziemy prezentować się dobrze, że nawiążemy do zeszłego sezonu i pokażemy dobrą ofensywną piłkę. Mam też nadzieję, że już kibicom przejdzie złość na PZPN, na rząd, na naszych działaczy i na nas, i od pierwszej do 90. minuty będą dopingować tak jak w tych meczach, w których zdobywaliśmy zwycięskie bramki i wygrywaliśmy spotkania z Lechem, Legią czy Wisłą. Chciałbym, żeby nie było tak jak w końcówce ostatniego sezonu, gdy wszyscy na wszystkich byli obrażeni i my zamiast walczyć w europejskich pucharach przy głośnym dopingu, graliśmy jak na sparingu.

W nowym sezonie będziecie w stanie powtórzyć wynik z ostatnich rozgrywek, czyli czwarte miejsce w tabeli?

- Będzie to megatrudne. Mam nadzieję, że wszyscy zdadzą sobie z tego sprawę. Tak dziennikarze, jak też my, piłkarze, działacze, kibice. Liga niby jest przeciętna, ale nasze białostockie warunki organizacyjne i finansowe nie pozwalają nam myśleć o trzecim miejscu w tabeli. Marzyć jak najbardziej, ale znajmy swoje miejsce w szeregu. Jeżeli powtórzymy czwarte miejsce i ewentualnie awansujemy do europejskich pucharów, to będzie świadczyło o dużej jakości pracy trenera i piłkarzy.

Niedawno mistrzostwo Polski zdobyli juniorzy starsi Jagiellonii. Ty zresztą też przed laty zdobyłeś ten tytuł. Z twojej drużyny kilku zawodników zrobiło kariery, większe czy też mniejsze (Marek Citko, Mariusz Piekarski, Jacek Chańko, Daniel Bogusz, Bartosz Jurkowski). Jak przypuszczasz, jak może być z obecnymi mistrzami, kilku z tych młodych piłkarzy trenowało już zresztą z pierwszą drużyną.

- Dlatego jest dla mnie pozytywnym zaskoczeniem ten tytuł mistrzowski i z całego serca gratuluję tym chłopakom. W kolektywie okazali się bardzo solidni. Na treningach jakiejś wielkiej jakości nie było widać, ale może dlatego, że oni sporadycznie ćwiczą z nami. Raz trenują, potem znikają na miesiąc. Być może trener teraz, takie mam wrażenie, zacznie mocniej stawiać na młodzież i będą częściej z nami trenować.

Najważniejszą sprawą jest właśnie, żeby ci młodzi chłopacy dostawali szanse.

- Prawda jest taka, że oni poprzez trening muszą pokazać, że są przynajmniej równorzędnymi zawodnikami w porównaniu z Czarnogórcami, Litwinami, czy też innymi zawodnikami, którzy są w zespole. Przecież trener nie będzie wystawiał słabszego, dajmy na to, Litwina od lepszego juniora Polaka.

Więcej o: