Dwa zwycięstwa. Inaczej spadek. Gra AZS

Białostockie siatkarki podczas weekendu dwukrotnie zmierzą się we własnej sali ze Stalą Mielec. Jeżeli nie wygrają obu spotkań, raczej na pewno pożegnają się z ekstraklasą
Zmagania o pozostanie w ekstraklasie zawodniczki AZS-u rozpoczęły fatalnie. Przed tygodniem w trzech setach przegrały w Mielcu.

- Czy mam pretensje do zawodniczek? Jeżeliby cokolwiek zagrały, to mógłbym mieć, ale one ten mecz po prostu odbyły - stwierdził po porażce trener Czesław Tobolski.

- W pierwszym spotkaniu zagrałyśmy bez ambicji. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że w Mielcu na boisko wyszły dwa zespoły, a tylko jeden z nich chciał wygrać - mówi z kolei kapitan białostoczanek Joanna Szeszko.

Rywalizacja w pierwszej fazie baraży toczy się do czterech wygranych spotkań przez jedną z ekip. Na razie Stal prowadzi 1:0. W sobotę oraz niedzielę (oba mecze o godz. 17 w sali SP nr 50 przy ul. Pułaskiego) białostoczanki podejmą rywalki przed własną publicznością. Trudno o optymizm przed tymi konfrontacjami. W ostatnich pojedynkach zawodniczki AZS-u spisują się bowiem fatalnie. Do tego atmosfera w zespole jest daleka od doskonałych. Same siatkarki mówią, że być może nie wszystkim zawodniczkom zależy na tym, aby drużyna pozostała w rozgrywkach, oraz, że nie wszystkie z nich potrafią sobie poradzić z presją, jaka towarzyszy meczom barażowym.

- Rozmawiałyśmy o tym, czy wszystkim zależy na wygranych. Padły zapewnienie, że tak. Jak jest naprawdę, okaże się podczas meczu - uważa Szeszko.

- Jasne jest, że jedne zawodniczki lepiej sobie radzą z presją, a inne gorzej, ale moim zdaniem atmosfera w drużynie nie jest wcale taka zła. Nie uważam, że przed meczami ze Stalą największym zagrożeniem nie są rywalki, a my sami - stwierdza szkoleniowiec AZS-u, który jednak z uwagi na to, aby atmosfera w drużynie była jak najlepsza, postanowił po piątkowym treningu zabrać zespół do Supraśla. Stamtąd drużyna ma przyjechać na sobotni mecz.

- Jestem przekonany, że zespół jest w stanie wygrać dwa najbliższe spotkania ze Stalą. Jeżeli dziewczyny zagrają normalnie, na luzie, to są w stanie tego dokonać. Wierzę, że tak właśnie będzie - podkreśla Tobolski.

W zdecydowanie innych nastrojach przed weekendowymi spotkaniami są siatkarki z Mielca. Jest to jak najbardziej zrozumiałe, gdyż w meczu we własnej sali były zdecydowanie lepsze od białostoczanek. Co prawda w pierwszym secie tamtej konfrontacji przegrywały już 15:20, ale potrafiły odwrócić najpierw losy partii, a potem całego meczu. W drugiej odsłonie wręcz zdeklasowały rywalki, prowadziły już 20:8!

- Myślę, że białostoczanki do tego pierwszego spotkania podeszły słabo skoncentrowane. Niedawno wygrały z nami we własnej sali i pewnie przypuszczały, że w barażach będzie podobnie. Stało się inaczej, co nie oznacza, że w Białymstoku zwycięstwa przyjdą nam łatwo - uważa Jacek Wiśniewski, trener Stali. - Udanie rozpoczęliśmy rywalizację w barażach i do Białegostoku jedziemy z nastawieniem, aby powalczyć o dwie wygrane.