Prezes AZS-u Białystok: Zmiany były nieuniknione

Myślę, że stworzenie drużyny w której będzie mieszanka rutyny z młodością może przynieść najlepszy efekt - mówi Aleksander Puchalski, prezes AZS-u Białystok
Tomasz Piekarski: Z zespołu odeszło siedem zawodniczek (Dominika Sieradzan, Aleksandra Kruk, Lucie Muhlsteinova, Jelena Kowalienko, Ksenia Sizova, Małgorzata Właszczuk, Agata Durajczyk). Pozyskaliście z kolei pięć siatkarek (Rheeza Grant, Krystle Esdelle, Laura Tomsia, Natalia Kurnikowska, Sylwia Chmiel). Od razu po sezonie zakładałeś, że w drużynie przed kolejnymi rozgrywkami dojdzie, aż do takich zmian w kadrze?

Aleksander Puchalski: Gdy się okazało, że zespół o utrzymanie w ekstraklasie będzie walczył w barażach było jasne, że zmian będzie sporo i są one nieuniknione. Zawsze są powtarzane historie, żeby zostawiać trzon drużyny, żeby tylko zmodyfikować skład. Śmiem twierdzić, że tak zrobiliśmy po poprzednim sezonie. Trzon zespołu został, a zawodniczki które przyszły były wartościowymi siatkarkami. Efekt był taki jak zawsze, czyli walka w barażach o utrzymanie. Więc trzeba coś zmienić. Oczywiście chcieliśmy aby w drużynie zostały Ola Kruk, czy Agata Durajczyk, ale one nie chciały grać dalej grać w AZS-ie. Na siłę nikogo nie zamierzamy zatrzymywać.

Z kadry z poprzedniego sezonu w drużynie są: Ewa Cabajewska, Dominika Kuczyńska, Anna Łozowska, Joanna Szeszko, Channon Thompson, Sinead Jack. One zostają na przyszły sezon?

- To jest bardzo dobre pytanie, ale kierowane do niewłaściwej osoby. Ja mogę decydować o warunkach finansowych, ale nie wtrącam się w politykę sportową. Od tego mamy trenera Czesława Tobolskiego, który jest przede wszystkim za to odpowiedzialny. Szkoleniowiec chciał, i to był jeden z warunków dalszej współpracy (zresztą słuszny), żeby ten zespół było jego autorskim. Wyszukujemy dziewczyny, które według nas są przyszłościowe, ale już teraz mogą dać pewną jakość. Myślę, że stworzenie drużyny w której będzie mieszanka rutyny z młodością może przynieść najlepszy efekt.

Z wymienionych wcześniej nazwisk największy znak zapytania na temat przyszłości stoi chyba przy Dominice Kuczyńskiej. Możesz już stwierdzić czy środkowa zostanie w AZS-ie, czy też odejdzie z klubu?

- Nie. Myślę, że rozmowy z nią skończymy w poniedziałek. Przypuszczam, że w poniedziałek, może wtorek będzie ostateczna decyzja w tej sprawie.

Mówiłeś, że skład AZS-u w przyszłym sezonie to ma być mieszanka rutyny z młodością, a na razie wygląda na to, że w Białymstoku będziemy mieli pół reprezentacji Trynidadu i Tobago. Do Channon Thompson i Sinead Jack dołączyły wszak Rheeza Grant oraz Krystle Esdelle.

- Tak rzeczywiście będzie, ale nie uważam, że to jest coś złego. Channon i Sinead sprawdziły się. Esdelle nie trzeba reklamować, bo ona ostatnio świetnie grała w niemieckim Schweriner S.C, była najlepszą atakującą. Natomiast nad Rheezą Grant trzeba będzie popracować, ale ona ma spory talent i w przyszłości może być czołową zawodniczką. Trzeba też pamiętać, że w europejskich pucharach w których wystąpimy, nie ma takiego ograniczenia jak w polskiej lidze jeżeli chodzi o występ zawodniczek zagranicznych [w ekstraklasie jednocześnie na boisku mogą przebywać tylko trzy zawodniczki, które nie mają polskiego obywatelstwa - red.]. Channon i Sinead brakowało też trochę towarzystwa, rodziny. Teraz będzie mała kolonia z Trynidadu i Tobago i im też będzie raźniej.

W zespole nie ma jeszcze libero, rozgrywająca jest tylko jedna...

- Prowadzimy rozmowy z Magdą Saad [w ostatnim sezonie reprezentowała barwy Atomu Trefl Sopot, a wcześniej przez kilka lat grała w AZS-ie - red.] i myślę, że ich efekt poznamy do poniedziałku, wtorku. Równolegle rozmawiamy też z trzema innymi libero. Zależy nam na Magdalenie natomiast o tym czy ona zagra w AZS-ie zadecydują nie tylko względy sportowe (tu nie mamy, co do jej umiejętności żadnych wątpliwości), ale też oczywiście finansowe.

Rozgrywająca?

- Na tą chwilę pierwszą rozgrywając jest Ewa Cabajewska. Z dwiema, trzema innymi zawodniczkami prowadzimy rozmowy.

Odetchnąłeś z ulgą gdy się okazało, że w 1/16 finału Pucharu CEV przyjdzie wam się zmierzyć z SVS Post Schwechat z Austrii?

- Tak. Lepiej jechać do Wiednia niż do dajmy na to Azerbejdżanu. To jest korzystniejsze tak ze względów ekonomicznych, jak też prestiżowych. Jeżeli uda nam się przejść w europejskich pucharach pierwszą przeszkodę to w kolejnej rundzie zmierzymy się z drużyną z Finlandii, bądź Francji, a więc też wyjazd nie będzie daleki. A jeżeli i tę przeszkodę pokonamy to możemy zagrać z Aluprofem Bielsko-Biała, czyli wówczas będzie już naprawdę blisko.