AZS Białystok próbuje zatrzymać uciekające siatkarki

Władze AZS-u Metal-Fach Białystok wciąż negocjują z menedżerem Sinead Jack i Channon Thompson, które niespodziewanie opuściły zespół. Siatkarki z Trynidadu i Tobago mają ważne kontrakty z klubem.
Do niespodziewanej sytuacji doszło w niedzielę, gdy Jack i Thompson oznajmiły, że opuszczają zespół. W poniedziałek nie poleciały wraz z drużyną do Grecji na rewanżowe spotkanie 1/16 Challenge Cup z Olimpiakosem Pireus. Być może powodem takiej decyzji siatkarek były zaległości finansowe, ale prezes klubu Lech Rutkowski twierdzi, że były one niewielkie. Za to Rutkowski jako sprawcę zamieszania wskazuje menedżera zawodniczek, który najprawdopodobniej widzi je w innym klubie. Ponadto wciąż nie wiadomo, gdzie aktualnie przebywają te dwie siatkarki.

- Jestem cały czas w kontakcie z menedżerem Jack i Thompson - mówi Sebastian Humbla, wiceprezes do spraw sportowych AZS-u. - Tłumaczę, że zawodniczki popełniły błąd, gdyż mają ważny kontrakt z nami. Mam nadzieję, że przemyślą tę decyzję i wrócą do nas. Jeżeli do końca tygodnia sprawa się nie wyjaśni, będziemy musieli wysłać odpowiednie pisma, aby zawodniczki zawieszono. Z moich informacji wynika, że one wyjechały do swego kraju, ale nie jestem pewny.

Jack i Thompson to podstawowe siatkarki AZS-u. Co gorsza, gdyby nie wróciły, klub w ich miejsce nie może sprowadzić innych, gdyż okienko transferowe w Orlen Lidze jest już zamknięte.

- Obawiam się, że już nie ma możliwości, aby ściągnąć do nas inne zawodniczki - twierdzi Humbla.

Rewanżowe spotkanie z Olimpiakosem zostanie rozegrane w środę. Natomiast już w sobotę białostoczanki zagrają mecz ligowy, na wyjeździe z MKS-em Dąbrowa Górnicza.