AZS Białystok zaczął obiecująco. Kończył jak zwykle

Siatkarki AZS-u Metal-Fachu Białystok w środę w rozgrywkach Challenge Cup zagrały lepiej niż dwa dni wcześniej w meczu ligowym. Jednak nie wygrały nawet seta z Chimikiem Jużnym Odessa i rewanż na Ukrainie wydaje się tylko formalnością.
W pierwszym spotkaniu 1/8 Challenge Cup białostocką drużynę poprowadził drugi trener Jacek Malczewski. Pierwszy szkoleniowiec AZS-u Czesław Tobolski na razie jest na zwolnieniu lekarskim.

Białostoczanki od początku środowego spotkania prezentowały się lepiej niż w przegranym 1:3 dwa dni wcześniej pojedynku ligowym z PTPS-em Piła. W siatkarki jakby wstąpiły nowe siły, widać było, że bardzo im zależy na wygranej. Przede wszystkim zagrywka gospodyń tym razem sprawiała kłopot rywalkom. Ponadto od początku większość ataków kończyła Krystle Esdelle, odważniej niż dwa dni wcześniej atakowały Natalia Kurnikowska i Sylwia Chmiel. AZS prowadził już 18:12 i wtedy zaczęły się kłopoty. Białostoczanki najpierw straciły punkt po błędzie w ustawieniu, a zaraz potem dwa razy w siatkę zaatakowała Esdelle. Jeszcze źle przyjęła Chmiel, przewagi już nie było i zamiast spokojnie wygranej partii była nerwowa końcówka. Tutaj dwa razy źle zachowała się Rhezza Grant, która najpierw, upadając, przekroczyła linię środkową, a potem zaserwowała w siatkę. Ukrainki wygrały do 26.

- Czułyśmy się pewniej - przyznaje rozgrywająca AZS-u Ewelina Polak. - Może w spotkaniu ligowym było więcej stresu, bo wiadomo, jak nam bardzo potrzeba punktów. Poza tym zmiana trenera podziałała na nas pozytywnie. Chciałyśmy pomóc Jackowi Malczewskiemu. Pokazałyśmy, że na coś nas stać.

W drugim secie do połowy była walka punkt za punkt, ale to w końcu coraz pewniej czujące się Ukrainki uzyskały przewagę. Białostoczanki im dalej w mecz, tym prezentowały się gorzej, a trzecią odsłonę pojedynku praktycznie w ogóle odpuściły, zdobywając zaledwie 15 punktów. Malczewski wprowadzał rezerwowe Laurę Tomsię i Edytę Rzenno.

- Gramy cały czas praktycznie jedną szóstką i zmęczenie już wychodzi - mówi Malczewski. - Od drugiego seta dałem odpocząć Grant i Esdelle. Chciałem też wiedzieć, jak zagra Laura, i pokazała się dobrze. Reszta dziewcząt już osłabła i stąd taki obraz gry. Szkoda tego pierwszego seta, bo dalej mogło być inaczej.

Malczewski poprowadzi także zespół w sobotnim wyjazdowym meczu Orlen Ligi z Pałacem Bydgoszcz. Ale później już nie wiadomo, kto będzie przygotowywał drużynę do walki o utrzymanie.

- Na razie jestem w zastępstwie, gdyż pierwszy trener jest chory - twierdzi Malczewski. - Chciałbym poprowadzić ten zespół do końca rozgrywek, ale nie wiem, jak będzie. Może być tak, że zostanie zatrudniony ktoś inny, z wyższej półki. Zarząd ma jakieś pole manewru.

Z kolei dyrektor sportowy Sebastian Humbla twierdzi, że w sprawie trenera decyzji jeszcze nie ma.

- Musimy porozmawiać z trenerem Tobolskim, czy w ogóle da radę jeszcze prowadzić drużynę. Za wcześnie jeszcze, by mówić, że Malczewski będzie pierwszym szkoleniowcem - kończy Humbla.

Rewanż w Chimikiem zaplanowany jest na czwartek w przyszłym tygodniu.

AZS Metal-Fach Białystok - Chimik Jużny Odessa 0:3

Sety: 26:28, 20:25, 15:25.

AZS: Kurnikowska, Chmiel, Grant, Łozowska, Polak, Esdelle, Bulbak (libero) oraz Rzenno, Tomsia.

Chimik: Trushkina, Stepanovska, Gerasymova, Kodola, Novgorodchenko, Savenchuk, Stepanchuk (libero) oraz Khyliuk, Zakhozna, Shelukhina, Kalchenko.