Makuszewski: Cieszymy się, że liga jest za tydzień

W pierwszej połowie spotkania wyglądało to nieźle, w drugiej dużo lepiej. Jesteśmy optymalnie przygotowani do gry. Trener jest zadowolony, my również - mówił po wygranym sparingu w Zambrowie skrzydłowy Jagiellonii, Maciej Makuszewski
- Atmosfera w drużynie jest świetna. Cieszymy się już, że liga się zaczyna, bo na pewno wszyscy na to niecierpliwie czekamy. Mecz z Koroną za tydzień, a już chcielibyśmy wybiec na boisko - stwierdził zawodnik, który chciał tej zimy odejść do Widzewa Łódź. Musiał zostać w Jagiellonii, bo nowi trenerzy Tomasz Hajto i Dariusz Dźwigała od początku swojej pracy w Białymstoku podkreślali, że nie godzą się na odejście Makuszewskiego.

W ostatnim sparingu przed wznowieniem rozgrywek ekstraklasy białostoczanie testowali nowe ustawienie zespołu. W Kielcach 20 lutego nie będzie bowiem mógł zagrać na prawej obronie Alexis Norambuena. Dotychczas zimą jagiellończycy próbowali gry i z trójką, i z czwórką obrońców. Przeciwko Olimpii grali - tak można to określić - trochę tak, a trochę tak. W rolę prawego obrońcy na zmianę mieli się wcielać Tomasz Kupisz i Maciej Makuszewski, operujący na prawej stronie boiska. Obaj są bardzo ofensywnie usposobieni, dlatego musieli ich asekurować także pomocnicy ze środka. A na początku meczu raz do obrony zapędził się nawet na pozostawione miejsce Tomasz Frankowski!

- Trener troszeczkę nas dzisiaj zaskoczył - mówił Maciej Makuszewski. - Na obozie wiadomo, że próbowaliśmy grać troszeczkę innym systemem niż dotychczas - 3-5-2. Dzisiaj znowu graliśmy inaczej, bo typowo z bocznym obrońcą na prawej stronie, ale mieliśmy takie zadanie, żeby się wymieniać z Tomkiem. Nie wiem, jak to wyglądało, to trener oceni. Myślę, że nie było źle. Fajnie, że gramy bardzo ofensywnie.

I od Kupisza, i od Makuszewskiego taka gra wymagała sporo biegania.

- Faktycznie, ale nie wiem, który z nas przebiegł więcej kilometrów - z uśmiechem podsumował skrzydłowy Jagiellonii.

W 47. minucie rywalizacji podanie Makuszewskiego na gola zamienił Rasiak. Pomocnik mógł w tej sytuacji sam kończyć akcję strzałem.

- Na pewno, ale Grzesiek świetnie wbiegał. Ja nie jestem egoistą boiskowym. lubię podać. Wynik jest najważniejszy, a czy ja strzelę, czy kolega, to nie ma znaczenia - powiedział.