Hajto: Czego mamy się bać? Nie gramy z Realem, tylko z Koroną

Zaczęliśmy mecz trochę ciężko. Jakby niezbyt skoncentrowani. W niektórych momentach może zbyt nonszalancko, zbyt pewni siebie. Potem z minuty na minutę dochodziliśmy do swojego rytmu - oceniał na gorąco sparing w Zambrowie trener Jagiellonii Tomasz Hajto
- Powiedzieliśmy też sobie w szatni kilka poważniejszych słów i w drugiej połowie wyglądało to już tak, jak graliśmy na obozie w Turcji. Zaczęliśmy grać piłką, rozgrywać akcje od jednej strony boiska do drugiej, na jeden kontakt. Przestaliśmy szukać, jak to się mówi w przenośni kwadratowych jaj na tym trudnym boisku. Bo tu można było zrobić fajną akcję, ale zagrało się minimalnie niedokładnie i już się nie dało wyhamować, jechało się dalej, jak na wrotkach. Ale w drugiej połowie już to wyglądało fajnie. Było widać naszą wyższość. W pierwszej nie ustrzegliśmy się błędów w obronie i straciliśmy bramkę, a założeniem kluczowym w dzisiejszym meczu było to, aby jej nie stracić. Szkoda, ale ciężko się gra w takich warunkach. Nie możemy narzekać, bo wszyscy mają takie warunki. Koncentrujemy się na Koronie. Ten sparing był dla nas odnośnikiem do tego, co się będzie działo z Koroną. Zagraliśmy trochę dziwnym ustawieniem, można powiedzieć ryzykowanym, bo pierwszy raz grał z prawej strony obrony Maciek Makuszewski z Tomkiem Kupiszem. Po przerwie widać było już, że to ogarnęli, złapali. Musimy szukać wyjścia z sytuacji - mówił Hajto.

Problem Jagiellonii polega na tym, że w poniedziałek 20 lutego w Kielcach, z powodu nadmiaru kartek, nie może wystąpić Alexis Norambuena. Jego pozycja w białostockiej defensywie jest niepodważalna. Co gorsza, nie ma w kadrze nikogo innego przypisanego do prawej obrony. Ze środka pomocy może być przesunięty Merab Gigauri. Ewentualnie ze środka obrony - Thiago Cionek, chociaż ten wariant jest mniej prawdopodobny. Hajto nie krył, że testowane w Zambrowie ustawienie jest bardzo prawdopodobnym na mecz ligowy w Kielcach.

- Jeśli nikt się nie rozchoruje - stwierdził trener Jagiellonii. - Chociaż szukamy wciąż nowych rozwiązań. Mamy dużą siłę ofensywną i szkoda tracić ze składu któregoś z tych chłopaków kosztem obrońcy. Trzeba też prześledzić, jak gra Korona, ale jeżeli będziemy prezentować się tak, jak w drugiej połowie, gdzie Makuszewski z Kupiszem wyglądali już całkiem fajnie... Mogli się wymieniać, a wymienność funkcji to jest coś, z czego korzystają najlepsze drużyny na świecie. To jest piękne, ale dużo trzeba myśleć. Mniej biegać, a myśleć, gdzie się przesunąć. To podstawa takiej gry.

Sparing z Olimpią, która w pierwszych 45 minutach wypracowała sobie kilka okazji strzeleckich, pokazał jednak, że może być to ustawienie niebezpieczne dla Jagiellonii.

- Mogę ustawić taktykę na łup, biegnij, zabij, przerwij, a może coś wpadnie. Jak cały mecz będę się bronił i kopał długie piłki do przodu, to nie wiem, czy kibice w Białymstoku będą chcieli taką piłkę oglądać. Ja chciałbym, aby moja drużyna się rozwijała. Dzisiaj widzieliśmy ilu młodych chłopaków wystąpiło od pierwszej minuty. I tego nie można oceniać jako odważne, bo oni zasłużyli sobie na to, aby wybiec w pierwszym składzie. Przez cały miesiąc wszyscy walczyli o te pozycje. Jeden ma kredyt zaufania większy, drugi mniejszy. W wielu przypadkach, trzeba to powiedzieć, różnica wynosi 51 do 49 procent. W niektórych przypadkach była większa, ale trzeba na kogoś się zdecydować. Wydaje mi się, że mamy już 22 żołnierzy, którzy wiedzą co chcemy robić. Tak trzeba jechać na Koronę, z wypiętą klatką piersiową do przodu. Czego mam się bać? Nie gramy z Realem Madryt, tylko z Koroną Kielce. Jeśli mam się bać Korony, to nie wychodźmy w ogóle na żadne mecze.

Cały czas trwają też poszukiwania nowego, wszechstronnego obrońcy do białostockiej kadry.

- Szukamy dalej. Możliwe, że dziś coś się wyjaśni - powiedział w Zambrowie Tomasz Hajto.