Bramkarz Jagi przed meczem w Kielcach: Tego brakowało

Brakowało mi gry na wyższym poziomie, ale wystąpiłem już zimą w kilku sparingach, w których mogłem sobie przypomnieć, jak jest w tej drużynie. Ponadto nie był to jakiś bardzo długi rozbrat od grania - mówi Grzegorz Sandomierski z Jagiellonii przed meczem z Koroną
- Wszyscy już bardzo chcemy zagrać i niecierpliwie czekamy na to pierwsze spotkanie po zimowej przerwie w rozgrywkach. Mamy nadzieję, że będzie to funkcjonowało tak, jak sobie tego życzymy. Chociaż wiadomo, że pierwszy mecz po przerwie jest wielką niewiadomą. Na pewno woli walki i charakteru do tego nam nie zabraknie. Więc jesteśmy optymistami, chociaż podchodzimy też do tego spokojnie.

Wiosną masz coś do udowodnienia sobie i nie tylko.

- Ja tak do tego nie podchodzę. Wróciłem nie tylko dla siebie, ale też dla drużyny. Rozmawiałem przed tym wszystkim z naszym trenerem Ryszardem Jankowskim. Wyraził pozytywną opinię na temat mojego przejścia do Jagiellonii i to było najważniejsze. Chcę robić tu to co potrafię i pomóc drużynie. Nie podchodzę do tego tak, że mam coś komuś do udowodnienia. Nic takiego nie mam.

Na początku sezonu wyjeżdżałeś z Białegostoku do Belgii jako jeden z najlepszych bramkarzy w lidze, a wracasz jako?

- Ten sam zawodnik, który stąd odchodził. Dużo się nie zmieniło, bo i dużo czasu nie upłynęło od mojego transferu do powrotnego wypożyczenia. Nie jest to temat, którym się przejmuję. Patrzę tylko przed siebie, a nie w przeszłość. Wiem, że jestem w stanie grać na wysokim poziomie i wierzę w to. Chcę po prostu robić swoje, czyli grać najlepiej, jak potrafię.

Ona ma być symbolem zmian w Jagiellonii



Grania przez te kilka miesięcy w Belgii nie brakowało?

- Na pewno tak. Grałem co prawda w rezerwach, ale wiadomo że to nie jest to samo, co te większe mecze. Brakowało mi grania na wyższym poziomie, ale wystąpiłem już zimą w kilku sparingach, w których mogłem sobie przypomnieć, jak jest w tej drużynie. Ponadto nie był to jakiś bardzo długi rozbrat od grania. Spokojnie.

Kiedy dowiedziałeś się, że pierwszy bramkarz Genku doznał kontuzji, to...

- Pomyślałem, że tak widocznie musiało być. Nie było mi dane na razie zagrać w Genk, ale patrzę przed siebie. Niczego nie cofnę.

Gdyby trenerzy spytali ciebie, czy ustawić Jagiellonię na mecz w Kielcach z trójką czy czwórką obrońców, to co byś odpowiedział?

- To bez znaczenia. Sparingi i te przygotowania były od tego, aby sprawdzić różne warianty gry. Musimy być gotowi na różne możliwości.

Jak gra z trójką obrońców wyglądała w twojej ocenie?

- Na pewno wymaga dużo biegania, pomocy w defensywie zwłaszcza od bocznych pomocników, ale mamy do tego wręcz stworzonych wykonawców. Jeśli wyjdziemy trójką obrońców na Koronę, nie powinno to wyglądać źle.

Co sądzisz o waszym pierwszym przeciwniku?

- Nie skupiamy się na Koronie, patrzymy na siebie. Praktycznie wszystko zależy od nas. Jeżeli zagramy to, co prezentowaliśmy w sparingach w Turcji, to jestem optymistą.

Pamiętasz jak jeździło się z Jagiellonią na wyjazdy? Porażki, remisy i odliczanie kolejnych tygodni od ostatniej wygranej...

- Nie było to przecież tak dawno. No i w końcu trzeba zmienić formę tych wyjazdów.