Jagiellonia gra w Kielcach. Ma być noga za nogę

Od początku swojej pracy szkoleniowej w Białymstoku Tomasz Hajto podkreśla, że jego piłkarze mają walczyć o punkty jak na wojnie, a do tego grać efektownie. Najwaleczniejszą dotychczas drużynę posiadała Korona, która teraz chce do tego poprawić się piłkarsko.
Hajto zrobi z Jagiellonii polski "Crazy Gang"?


Zespoły Jagiellonii i Korony w poniedziałek kończą pierwszą po zimowej przerwie kolejkę spotkań ekstraklasy. Oba przygotowywały się do tego w Turcji, gdzie wzajemnie się podglądały podczas sparingów. Nowi trenerzy białostockich piłkarzy - Hajto i Dariusz Dźwigała - obserwowali rywali aż cztery razy.

- Walka, zaangażowanie, wślizgi - wymienia pierwszy z nich, pytany o silne punkty Korony.

Tomasz Hajto - reprezentant Polski i jeden z czołowych obrońców Bundesligi - też był znany z twardej i nieustępliwej gry. Teraz wymaga tego od swoich podopiecznych.

- Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś z Jagiellonii cofnął nogę na boisku - stwierdził przed wyjazdem zespołu z Białegostoku. Ten nastąpił już w sobotę. Drużyna drogę do Kielc pokonywała etapami. Do niedzieli trenowała w Sulejówku, skąd dopiero ruszyła w stronę Kielc. To ma pomóc Jagiellonii odmienić się na wyjazdach. Dotychczas poza swoim boiskiem w ekstraklasie wygrywała od święta. Przyczyn tego nowi trenerzy także doszukiwali się w sferze mentalnej, która odgrywała pierwszorzędną rolę podczas selekcji w kadrze, jaką przeprowadzili zimą.

- Staraliśmy się wpajać zawodnikom wiarę w siebie. Przekonać, że mecz u siebie czy na wyjeździe niczym się nie różni - tłumaczył "Gazecie" Dźwigała.

Zobacz jak wyglądał ostatni mecz Jagiellonii z Koroną



Jednym z żołnierzy Hajty - jak trener potrafi określić swoich zawodników - jest Łukasz Tymiński. U Czesława Michniewicza niemal nie grał i już był jedną nogą w innym klubie.

- Kiedy tylko zrobiłem na treningu wślizg, to zaraz miałem problem - tłumaczył defensywny pomocnik.

Hajcie z kolei podoba się agresywna, jak śmiało można ją określić, postawa Tymińskiego. W trakcie sparingów doprowadzał do przepychanek z rywalami bezpardonową rywalizacją o piłkę, a nawet kopnięciem jej w stronę ławki z rezerwowymi. Tym ciekawiej zapowiada się jego konfrontacja z Aleksandarem Vukoviciem czy Vlastimirem Jovanoviciem z Korony, którzy zwykle na boisku są pierwsi tam, gdzie dochodzi do przepychanek.

- Można spodziewać się walki - powiedział nam Tymiński przed wyjazdem. - W środku pola na pewno będzie twarda gra. Bo ten, kto ją wygra, będzie miał łatwiej. Tam jest mózg zespołu, konstruowane są akcje ofensywne i tam trzeba dominować nad przeciwnikiem.

Na razie nad Koroną mało kto dominował w ten sposób, ale piłkarsko jak najbardziej. Kielczanie wywalczyli raptem o trzy punkty więcej od Jagi, która jesieni do udanych nie może zaliczyć. Zebrali za to 62 żółte i siedem czerwonych kartek. Zdecydowanie najwięcej w rozgrywkach. Białostoczanie dla porównania obejrzeli 31 żółtych kartoników.

- Jesienią zaskoczyliśmy rywali naszą walecznością, zaangażowaniem - mówił w rozmowie z "Gazetą" przed tą rundą trener Korony Leszek Ojrzyński. - Teraz przeciwnicy będą na to przygotowani, wiedzą, czego mogą się spodziewać, musimy pokazać trochę inną twarz.

Szkoleniowiec ma na myśli lepszą grę.

- Na to liczę. Wiadomo, że łatwiej złapać luz w grze, pokazać pełen wachlarz umiejętności, gdy wszystko się układa, jest atmosfera, są wyniki. Trudniej, gdy idzie pod górkę i pojawia się krytyka. Dlatego bardzo ważny będzie ten pierwszy mecz z Jagiellonią. Liczę, że podobnie jak jesienią z Cracovią zaczniemy od zwycięstwa i pokażemy fajną grę. Sądzę, że piłkarsko poszliśmy krok w przód. Kilku zawodników zanotowało spory postęp, na pewno dojrzeli do ekstraklasy. Teraz muszą to udowodnić w walce o punkty - podkreślał Ojrzyński.

Hajto z Dźwigałą w Jagiellonii od początku duży nacisk kładli też na porządną grę. Ich pieczątką na zespole - kolejny cytat z pierwszego z nich - ma być ciągły presing i szybkie rozgrywanie akcji z wieloma krótkimi podaniami.

- Mogę ustawić taktykę na łup, biegnij, zabij, przerwij, a może coś wpadnie. Jak cały mecz będziemy się bronić i kopać długie piłki do przodu, to wątpię, aby kibice chcieli to oglądać - przekonywał Hajto.

Do Kielc zabrał aż 20 piłkarzy. M.in. dlatego, że przeziębił się najlepszy strzelec zespołu zimą - dziewięć goli w siedmiu sparingach - Grzegorz Rasiak. Mimo to wszyscy oczekują, że w końcu zacznie tworzyć superduet napastników z Tomaszem Frankowskim - najlepszym strzelcem Jagiellonii jesienią (dziewięć trafień) i w historii (41) oraz jednym z najlepszych w historii ekstraklasy (czwarta pozycja na liście ze 156 golami).

Poważniejszy problem Jagiellonii to absencja Alexisa Norambueny z powodu nadmiaru żółtych kartek. Mimo że problem znany jest od jesieni, klub się z nim nie uporał. W kadrze brakuje obrońców.

- Nie chcemy brać nikogo na sztuki - podkreślają w klubie.

Na koniec pobytu w Turcji szykowany był skład z przesuniętym na prawą obronę defensywnym pomocnikiem Merabem Gigaurim. Po powrocie do Polski trenerzy spróbowali jeszcze ustawienia z fałszywym obrońcą, którego rolę na zmianę mieli pełnić skrzydłowi - operujący wspólnie po jednej stronie boiska - Maciej Makuszewski i Tomasz Kupisz. Zimą przygotowywano też wariant gry z trzema tylko obrońcami.

- Postaramy się wybrać to, co najlepsze, żeby zagrać dobry mecz i powalczyć o trzy punkty - powiedział Tomasz Hajto. - Mamy ogromny potencjał ofensywny i chcemy go wykorzystać.