Sport.pl

Tomasz Frankowski: - Wskazana jest cierpliwość

Oby nie wyszło tak, że wystrzelaliśmy się w sparingach. Powiem szczerze, że to było dla mnie trochę zastanawiające, że tak dużo strzelał Grzesiek, ja. Zazwyczaj nie błyszczałem w sparingach, a tutaj strzeliliśmy 14 bramek - mówi bialystok.sport.pl napastnik Jagiellonii
Paweł Orpik: W zimowych sparingach Jagiellonia nie miała problemów ze strzelaniem goli. A w trzech meczach ligowych po wznowieniu rozgrywek nie strzeliliście jeszcze jednego.

Tomasz Frankowski: - Oby nie wyszło tak, że wystrzelaliśmy się w sparingach. Powiem szczerze, że to było dla mnie trochę zastanawiające, że tak dużo strzelał Grzesiek [Rasiak - dziewięć goli - red.], ja [pięć]. Zazwyczaj nie błyszczałem w sparingach, a tutaj strzeliliśmy 14 bramek. Wydawało się, że rundę zaczniemy dobrze usposobieni ofensywnie. Nasza gra z meczu na mecz się poprawia, to chyba nie ulega wątpliwości. Aczkolwiek w tych trzech spotkaniach mieliśmy sześć, może siedem przyzwoitych sytuacji bramkowych, które powinniśmy, bądź mogliśmy wykorzystać. Niestety, po trzech meczach mamy zero bramek na koncie.

To musi być frustrujące, czego wyrazem była ta twoja próba skierowania piłki do siatki ręką w niedzielnym meczu z Ruchem Chorzów.

- Trochę nie przeczytałem w tej sytuacji gry. Pewnie gdybym ułamek sekundy wcześniej ruszył do tej piłki, to skierowałbym ją głową do bramki. A ja kalkulowałem, czy piłka pójdzie wzdłuż bramki, czy będzie przez Maćka Makuszewskiego wycofana. Ten moment zawahania zdecydował, że już chciałem jakkolwiek włożyć ją do siatki na przełamanie. Nawet zdawałem sobie sprawę z tego, że może być odgwizdane przewinienie i dostałbym żółtą kartkę. Ale nawet w takiej sytuacji piłka nie znalazła drogi do siatki.

Tak szczerze, cieszyłbyś się z takiego trafienia?

- Trochę byłem zdezorientowany po zagraniu piłki ręką. Poleciała w poprzeczkę, odbiła się i sędzia kazał grać. Na dobrą sprawę nikt na boisku nie zauważył mojego przewinienia. Mogło być 1:0 i pewnie byśmy spotkanie wygrali. Ale radość ze strzelenia bramki byłaby żadna.

Zdobyliście punkt w trzech meczach. Co byś zrobił na miejscu trenera Tomasza Hajty? Z gry przeciwko Ruchowi jesteś zadowolony?

- Połowicznie. Gra w pewnym momencie - przynajmniej takie wnioski słyszałem od kibiców po meczu - była fajna. Od niepamiętnych czasów ponownie graliśmy piłką. Ale wyniki dalej są niezadowalające. Jest pewien kłopot. Nie mam pojęcia co zrobić. Cierpliwość jest wskazana, bo co można zmienić w składzie. Być może można spróbować wstawić czterech innych zawodników, ale to zależy od trenera, w jakim kierunku pójdzie. Ja przynajmniej spodziewam się wszystkiego. Skoro nie strzelam bramek, to wiem, że trener ma prawo do dania szansy komuś innemu. Żadna to ujma. Niech grają ci, którzy strzelają. Jeśli są tacy, ale zdajemy chyba sobie sprawę, że niestety nie ma takich w drużynie.

Problem Jagiellonii polega na tym, że jak nie strzela Tomasz Frankowski, to punktów nie ma.

- Mogę się z tym zgodzić i co? Przed nami dwóch solidnych przeciwników i o zdobycz punktową znowu będzie trudno. Ale tak jak traciliśmy punkty w spotkaniach będąc faworytami, tak może w odwrotnej roli, te punkty zdobędziemy.

Na brak podań od kolegów tym razem możesz narzekać? Kilka ich jednak do ciebie dotarło.

- Osobiście w meczu z Ruchem nie miałem żadnej klarownej sytuacji. Może poza tym strzałem z 16 metrów z woleja, do którego powinienem lepiej się złożyć. Może dwie - trzy niezłe piłki dostał Grzesiek Rasiak. Generalnie myślę, że tutaj należy rozmawiać bardziej pod kątem trzech rozegranych wiosną spotkań, a nie tego jednego. Z Ruchem graliśmy przecież lepiej, ale sytuacji takich naprawdę stuprocentowych nie było. W tych wiosennych spotkaniach, jak już mówiłem, było z sześć - siedem okazji, po których mogliśmy się pokusić o zdobycz.

Więcej o: