Kapitan Widzewa: - Po przerwie już nas nie było

Przegraliśmy 1:4, więc każdy z nas jest wkurzony i tego nie da się teraz ukryć - mówił po meczu w Białymstoku kapitan łódzkiej drużyny Maciej Mielcarz
Gra nie układała się dobrze piłkarzom Widzewa od początku piątkowej rywalizacji.

- Właśnie nie. Do czerwonej kartki Abbesa mieliśmy przecież doskonałą okazję na objęcie prowadzenie Przemka Oziębały. Gdyby Przemek to strzelił, to mogło być całkiem inaczej - mówił bialystok.sport.pl bramkarz Maciej Mielcarz.

Tyle, że Oziębała nie strzelił. - No nie udało się, ale nasza gra nie wyglądała najgorzej, skoro i my mieliśmy taką sytuację bramkową. Mógł być ciekawy mecz, ale czerwona kartka ustawiła to spotkanie - podkreślał zawodnik Widzewa.

W 20. min rywalizacji Hachem Abbes sfaulował w polu karnym mijającego go z łatwością Macieja Makuszewskiego. Sędzia Paweł Gil z Lublina bez chwili wahania odgwizdał faul, podyktował rzut karny i pokazał czerwoną kartkę Tunezyjczykowi. Słuszną?

- Ciężko mi powiedzieć z pozycji bramkarza. Może żółta by wystarczyła? - zastanawiał się na gorąco Mielcarz, który wraz z kolegami zdołał jeszcze napsuć krwi Jagiellonii. Grając w dziesiątkę w 28. min spotkania Widzew doprowadzi do remisu.

- Jak się strzela bramkę w dziesięciu, to każdy przeciwnik byłby zdezorientowany. Ale niestety jeszcze do przerwy Jagiellonia odzyskała prowadzenie i po przerwie już nas nie było - podsumował bramkarz z Łodzi, który mógł się obawiać, że przegra znacznie wyżej niż 1:4.

- Na pewno tak. Wszyscy widzieli to, że jak Dudu dostał czerwoną kartkę, to już tylko próbowaliśmy przeszkadzać Jagiellonii. Chwała za to, że nie straciliśmy kolejnych bramek - mówił Maciej Mielcarz, ale powodów do radości nie miał najmniejszych.