Frankowski kontuzjowany, Rasiak chory, a on... w Młodej Ekstraklasie

O sporym pechu może mówić 19-letni Jan Paweł Pawłowski, jak cała Jagiellonia zresztą. Wobec kontuzji Tomasza Frankowskiego i choroby Grzegorza Rasiaka miałby spore szanse na występ w ataku białostockiej drużyny w poniedziałek w Lubinie. Zamiast tego, z powodu czterech żółtych kartek w ekstraklasie, w sobotę rywalizował tylko w Młodej Ekstraklasie.
I to bez powodzenia. To właśnie Jan Paweł Pawłowski miał jedyną dogodną okazję strzelecką w zespole białostockiej młodzieży, która przegrała 0:1 z wiceliderem rozgrywek z Lubina. W 71. min rywalizacji uwolnił się przed bramką Zagłębia spod opieki Sergio Reiny, ale z bliskiej odległości fatalnie przestrzelił.

- Umieściłbym piłkę w siatce, gdyby nie złe przyjęcie - ocenił na gorąco napastnik Jagiellonii. - Źle przyjąłem piłkę i przez to miałem za mało czasu na lepsze złożenie się do uderzenia, bo już próbowali blokować to obrońcy Zagłębia. No i strzał nie był najlepszy. Szkoda, że nie wpadło. Zostało popracować nad techniką, wtedy w kolejnych meczach może wpadać - podkreślił.

Mimo zmarnowanej wyśmienitej okazji bramkowej, Pawłowski wyróżniał się na tle innych zawodników rywalizujących w sobotnie południe na miejskim stadionie w Białymstoku. Dobrze się zastawiał, nieźle wychodził do piłki, ale dostawał ją zbyt rzadko. Dlatego m.in. gospodarze przegrali.

- Czego zabrakło do lepszego rezultatu? Jak dla mnie skuteczności, chociaż oprócz tej mojej sytuacji nic więcej nie mieliśmy - mówił Jan Paweł Pawłowski. - Może też trochę determinacji, większego zaangażowania. Nie powinniśmy przegrać tego meczu. Nie byliśmy gorszą drużyną od Zagłębia. Gdzieś tam odważniej trzeba było wsadzać nogę.

Młody napastnik w ekstraklasie zagrał w tym sezonie kilkanaście razy, ale zwykle w krótkim wymiarze czasowym. Od zimowej przerwy nie uzbierało się nawet 90 minut. Mimo to Pawłowski obejrzał dwie żółte kartki, a licząc z poprzednią rundą cztery. Dlatego może żałować, że zamiast jechać w sobotę rano z pierwszym zespołem do Lubina, grał w południe w Młodej Ekstraklasie. Wobec kontuzji Frankowskiego i choroby Rasiaka miałby duże szanse na występ w większym wymiarze czasowym w elicie.

- Żałować mogę tylko tych czterech kartek, bo dwie były pokazane naprawdę niesłusznie - stwierdził zawodnik. - Ciężko w takiej sytuacji pogodzić się z tym, że pauzuję za kartki w ekstraklasie, ale co mi zostało? Trzymam kciuki za kolegów i muszę czekać na kolejne okazje do gry. Kontuzje i choroby są wpisane w ten sport. Nie ma co się oszukiwać - ci co nie grają, cały czas czekają na swoją szansę. Starają się ją później wykorzystać najlepiej, jak potrafią. Pewnie w poniedziałek miałbym duże szanse na występ w Lubinie, ale takie jest życie, że nie mogłem tam jechać.

Mimo wszystko Pawłowski potrafi znaleźć plusy tego, że mógł wystąpić w Młodej Ekstraklasie. Piłkarskiej wiosny wcześniej tylko raz biegał po boisku od początku do końca meczu. Na początku marca wystąpił w reprezentacji do lat 20 w zwycięskim 2:1 meczu ze Szwajcarią i zdobył nawet gola głową.

- Prawda jest taka, że czekam na porządną okazję do gry w ekstraklasie, ale nic nie mógłbym teraz obiecać. Mało gram ostatnio i jest problem. Cieszę się, że teraz zagrałem cały mecz w Młodej Ekstraklasie, bo wybiegałem całe 90 minut, w ten sposób wszedłem w rytm meczowy. Ze spotkania na spotkanie byłoby lepiej. Może zagram w kolejnym meczu z Wisłą... - zakończył Pawłowski, który w październiku na stadionie w Krakowie strzelił swojego jedynego, jak dotychczas, gola w ekstraklasie.