Kontuzjowany w meczu z Górnikiem gracz Jagiellonii: Gdyby ktoś tak kopnął pana sędziego...

Jagiellonia musiała sobie radzić w sobotę z Górnikiem Zabrze (2:1) bez Macieja Makuszewskiego. Nie wiadomo, czy jeden z najlepszych obecnie białostockich graczy ofensywnych wykuruje się na niedzielny mecz w Warszawie z Legią.
W 13. min sobotniego spotkania w Białymstoku Marcin Burkhardt wrzucił piłkę za obrońców Górnika do rozpędzającego się Macieja Makuszewskiego. Łukasz Skorupski próbował zdążyć do futbolówki pierwszy, ale miał niewielkie szanse w wyścigu z jednym z najszybszych zawodników w lidze. Ściął go przed swoim polem karnym, z boku boiska. Skrzydłowy Jagiellonii nie był w stanie kontynuować gry. Ledwie stawał na lewej nodze. Ma ranę przy piszczelu i mocno spuchniętą łydkę.

- Wcześniej spojrzałem już, że Tomek Kupisz jest sam za linią obrony i miałem taki plan, że tylko dziubnę sobie piłkę obok bramkarza i podam na pustą bramkę. Bramkarz trafił mnie w nogę na wysokości łydki i to był koniec spotkania - mówił Maciej Makuszewski.

Sędzia Paweł Raczkowski pokazał bramkarzowi Górnika żółtą kartkę.

- Nie wiem, co mam o tym powiedzieć. Myślę, że może jakby ktoś kopnął tak samo pana sędziego, to może zdecydowałby inaczej, jaka powinna być kara. Moim zdaniem czerwona kartka, skoro ja nie dokończyłem tego spotkania. Bramkarz dokończył - mówił z grymasem bólu na twarzy jeden z najlepszych obecnie zawodników Jagiellonii. - Noga mocno boli, chociaż już dostałem zastrzyk po zejściu do szatni. Na pewno po nim jest trochę lepiej. W niedzielę mam zabieg. Mam, nadzieję, że koło czwartku normalnie zacznę trenować.

Łukasz Skorupski przeprosił Makuszewskiego jeszcze na boisku.

- Teraz Łukasz Tymiński mówił też, że jeszcze raz mnie przepraszał, sam nie mógł się ze mną zobaczyć. Trudno - taka sytuacja, taki jest sport. Czasami się oberwie, ale będę żył - stwierdził białostocki zawodnik. I dalej szybko biegał... - Myślę, że tak - odpowiedział ze śmiechem.