Sport.pl

Najlepszy asystent Jagiellonii wrócił na boisko po siedmiu miesiącach. I mógł pogrążyć Legię

Dawid Plizga w niedzielnym meczu z Legią zagrał pierwszy raz po żmudnym procesie leczenia i rehabilitacji kontuzji kolana. - Cieszę się, że mogłem wystąpić w takim spotkaniu. Stresu nie było, przecież 15 lat nie mam - powiedział bialystok.sport.pl ofensywny pomocnik Jagiellonii.
Plizga w listopadzie skończy 27 lat. Po przejściu do Jagiellonii z Zagłębia Lubin zdążył rozegrać tylko 11 meczów, licząc z pucharowymi. W ośmiu spotkaniach ligowych strzelił jednego gola i zaliczył aż pięć asyst. Aż - bo mimo że od końca września leczył kolano, jeszcze do niedawna otwierał w białostockiej drużynie listę najlepszych asystentów. W końcu wyprzedzić Plizgę o dwa podania otwierające kolegom drogę do bramki zdołał Tomasz Kupisz, który zagrał już w 27 pojedynkach ligowych.

Początkowo sztab szkoleniowy Jagiellonii nie brał pod uwagę tego, że Dawid Plizga w tym sezonie wróci na boisko. Miał wzmacniać się fizycznie, żeby latem potwierdzić przydatność do zespołu. Kiedy jednak tylko został dopuszczony do treningów z drużyną, od razu przekonał do siebie trenerów. Już przed poprzednim spotkaniem - wygranym przez Jagę 2:1 z Górnikiem Zabrze - Tomasz Hajto włączył go do kadry meczowej. Właśnie w nagrodę za postawę na zajęciach.

W 69. min spotkania na stadionie Legii Warszawa Dawid Plizga zastąpił na boisku Marcina Burkhardta.

- Cieszę się, że mogłem wrócić na boisko. Fajnie, że na Legii, przy tylu kibicach. I mecz zakończył się w miarę pozytywnym wynikiem dla nas. To było najważniejsze, żeby wynik był korzystny. Wstydu nie przynieśliśmy, wręcz przeciwnie, zdobyliśmy ważny punkt - podkreśla Plizga. - 15 lat nie mam, żeby się stresować tym wejściem. Trochę tych meczów mam już jednak sobą. Cieszyłem się, że mogę wrócić na boisko po żmudnym procesie rehabilitacji i że wszystko jest w porządku.

Zawodnik Jagiellonii dobrze pokazywał się kolegom do gry. Długą przerwę od występów, choćby nawet w sparingach, dało się zauważyć, kiedy dostawał piłkę. Chociaż i tak wypadł jak najbardziej pozytywnie.

- Na pewno brakuje meczów, przecież trening to nie jest to samo. Podczas rehabilitacji nie miałem okazji do gry, nawet do częstszego przebywania z piłką. Z każdym meczem powinno być lepiej - komentuje Dawid Plizga.

W 73. min rywalizacji, przy stanie 1:1, mógł zostać bohaterem meczu Legia - Jagiellonia. Po rozegraniu piłki z lewej strony boiska przez Kupisza i Macieja Makuszewskiego otrzymał ją przed bramką rywali. Strzelił w miarę dobrze, ale Dusan Kuciak wykazał się najwyższym kunsztem bramkarskim.

- Żal jest, bo można było coś więcej z tego ugrać, ale bramkarz Legii dobrze się zachował. Ja, tak mi się wydaje, zrobiłem tyle, ile mogłem. Chciałem po prostu dostawić nogę, żeby dobrze trafić w piłkę. Bramkarz Legii uratował Legię przed stratą bramki, może nawet mistrzostwa Polski - kończy Dawid Plizga, któremu bardzo może zależeć na dobrym występie w czwartkowym meczu ze Śląskiem Wrocław. Przez sześć lat reprezentowania Zagłębia to były dla niego spotkania najważniejsze - o prymat na Dolnym Śląsku.

Więcej o: