Sport.pl

Jagiellonia na wiosnę bez wyjazdowej wygranej. Śląsk bliżej mistrzostwa

Piłkarze Jagiellonii wiosną nie wygrali na wyjeździe w ekstraklasie. Ostatnią okazję ku temu mieli w czwartek we Wrocławiu. Z trzech punktów cieszył się jednak Śląsk, który tym samym przybliżył się do zdobycia mistrzostwa Polski
Białostoczanie w obecnym sezonie na wyjeździe wygrali zaledwie jeden raz. W ostatnim meczu na jesieni pokonali w Gdańsku Lechię. Było to jednak jeszcze pod wodzą Czesława Michniewicza. Z Tomaszem Hajto na ławce trenerskiej piłkarze Jagiellonii dotychczas z wyjazdów wracali w najlepszym przypadku z punktem. W czwartek mieli ostatnią okazję aby wygrać na wyjeździe, gdyż sezon zakończą meczem na własnym stadionie z ŁKS-em Łódź.

Niestety przed starciem we Wrocławiu szkoleniowcowi Jagiellonii nie brakowało kłopotów kadrowych. Po meczu z Legią w Warszawie (1:1) z powodu nadmiaru kartek ze składu wypadli dwaj boczni obrońcy Luka Pejović oraz Alexis Normabuena. Białostoccy trenerzy postanowili więc zagrać ze Śląskiem w ustawieniu tylko z trójką defensorów. Do występujących ostatnio Thiago Cionka i Tomasza Porębskiego dołączył Robert Arzumanjan, dla którego był to pierwszy występ w podstawowym składzie w tym sezonie.

W ataku zabrakło natomiast Tomasza Frankowskiego. Najlepszy strzelec zespołu zmaga się z problemami zdrowotnymi i nie znalazł się nawet w kadrze meczowej.

- Mam nadzieję, że moi obrońcy z uwagi na to, że nie ma Frankowskiego nie zagrają na dużym luzie, bo może to się źle skończyć - stwierdził przed spotkaniem Orest Lenczyk, trener Śląska.

Gospodarze, którzy cały czas liczą się w walce o mistrzostwo (przed meczem mieli tyle samo punktów co prowadząca w rozgrywkach Legia Warszawa), do spotkania z Jagiellonią przystąpili z czterema zmianami w składzie w porównaniu do konfrontacji z Zagłębiem Lubin (2:1). Od pierwszej minuty na boisko wybiegł m.in. kontuzjowany ostatnio Sebastian Mila. Pomocnik okazał się kluczowym graczem w ekipie Śląska. W pierwszej połowie jego dwa dośrodkowania ze stałych fragmentów gry na gole zamienili gospodarze. Najpierw po zagraniu z rzutu rożnego na listę strzelców wpisał się Przemysław Kaźmierczak, a następnie po wrzuceniu piłki z rzutu wolnego Grzegorza Sandomierskiego pokonał Rok Elsner.

Zanosiło się więc na to, że białostoczanie z ostatniego wyjazdu w tym sezonie wrócą bez choćby punktu. Pewne nadzieje na odmianę losów meczu wniósł jeszcze Dawid Plizga, który w 62 minucie pojawił się na boisku. Najpierw po jego strzale piłka trafiła w boczna siatkę bramki Śląska. Następnie jego dośrodkowania nie wykorzystał Cionek. W końcu po faulu na zawodniku, który długo zmagał się z kontuzją, został podyktowany rzut karny. "Jedenastkę" na gola zamienił Tomasz Kupisz.

Białostoczanie dążyli do zdobycia wyrównującego gola, ale ponownie o sobie dała znać para Mila - Kaźmierczak. Pierwszy wykonywał rzut wolny, a drugi podanie zamienił na bramkę. Tym samym Śląsk pewnie zainkasował trzy punkty, a przy porażce Legii z Lechią Gdańsk został samodzielnym liderem.

- Obudziliśmy się dopiero po dwóch straconych golach - stwierdził po spotkaniu pomocnik białostoczan Tomasz Kupisz.

Jeżeli chodzi o Jagiellonię ważnym odnotowania pozostaje fakt, że na ostatnie minuty na boisku pojawił się Karol Buzun. Ofensywny zawodnik, który urodził się 4 marca 1996 roku, został tym samym najmłodszym graczem, który w tym sezonie zagrał w ekstraklasie. Został też oczywiście najmłodszym zawodnikiem Jagiellonii, jaki w historii wystąpił w krajowej elicie.

Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 3:1 (2:0)

Strzelec bramki : Przemysław Kaźmierczak (22. i 86.), Rok Elsner (38.) - Tomasz Kupisz (71. - karny).

Śląsk : Kelemen - Wołczek, Celeban, Pawelec, Mraz - Socha, Kaźmierczak, Elsner (80. Sztylka), Cetnarski Ż (76. Sobota), Mila - Gikiewicz (83. Diaz).

Jagiellonia : Sandomierski - Arzumanjan Ż , Porębski, Cionek - Grzyb, Bandrowski Ż (68. Rasiak), Tymiński - Kupisz, Burkhardt (83. Buzun), Makuszewski - Dzalamidze (62. Plizga).

Sędziował (jako główny) Paweł Pskit z Łodzi

Więcej o: